Ustrój i kompetencje

Nie jest łatwo zamknąć uciążliwą budkę z piwem

Niewielu sprzedawców alkoholu, których klienci zakłócają spokój okolicznych mieszkańców, traci zezwolenia na handel trunkami. Dla gmin trudnością są skomplikowane procedury
Przepisy przewidują, że można cofnąć zezwolenie handlującym alkoholem w razie powtarzającego się co najmniej dwukrotnie w okresie pół roku zakłócania porządku publicznego w miejscu sprzedaży lub najbliższej okolicy, gdy handlowiec nie powiadomi o tych zajściach odpowiednich służb (policji lub straży miejskiej). Tak wynika z art. 18 ust. 10 pkt 3 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (DzU z 2002 r. nr 147, poz. 1231 zm.).
Z sondy "Rzeczpospolitej" w największych miastach wynika, że zezwolenia z powodu zakłócania porządku traci niewielu sprzedawców. Są miasta, w których w ciągu całego okresu obowiązywania tych przepisów (czyli od 2002 r.) nie odebrano z tego powodu ani jednego zezwolenia. Nie oznacza to, że urzędnicy są bierni. Jest dużo postępowań po skargach mieszkańców, spółdzielni, szkół itp. Tomasz Nesterowicz, rzecznik Zielonej Góry, zaznacza, że choć nikt w tym mieście nie stracił zezwolenia, to aż w 51 przypadkach postępowania kończyły się pouczeniami sprzedawców albo wdrożeniem nadzoru policji. W innych miastach też prowadzi się wiele postępowań, rzadko które jednak kończy się odebraniem zezwolenia.
Samorządowcy podkreślają, że sklepowi z alkoholem trudno jest skutecznie zabrać zezwolenie. Maria Jamińska z lubelskiego magistratu podkreśla, że nie można - po ogólnych skargach mieszkańców na zakłócanie porządku i picie w miejscach publicznych, wandalizm itp. - karać zbiorowym cofnięciem zezwoleń bez dowodów winy konkretnych sprzedawców. - Wydanie decyzji o cofnięciu zezwolenia na sprzedaż musi być poprzedzone zgromadzeniem należytego materiału dowodowego, uprawniającego do stwierdzenia, że zachodzi związek przyczynowy między zakłócaniem porządku a sprzedażą alkoholu - tłumaczy Jasińska. -W postępowaniu należy przedstawić konkretne dowody, że zakłócenia porządku dokonały osoby, które zakupiły alkohol w konkretnej placówce handlowej - mówi Anna Szpytko, rzecznik Poznania. Wiele zależy od bliskiej współpracy z policją i strażą miejską. Służby mundurowe mogą częściej kontrolować miejsca podwyższonego ryzyka. Najwięcej jednak zależy od mieszkańców - to oni proszą policjantów o interwencję. Powinni naciskać, aby przy zakłócaniu porządku policja sporządziła odpowiedni protokół, w którym jasno określi, że sprawcami zamieszania są podpici klienci, którzy w trunki będące przyczyną ich agresji zaopatrzyli się w konkretnym sklepie. Ministerstwo Zdrowia w corocznych sprawozdaniach z realizacji ustawy zaznacza, że naruszenie porządku publicznego musi być stwierdzone w protokole sporządzonym przez policjantów wezwanych na miejsce zdarzenia. Odpowiednią opinię musi też wydać właściwa komisja rady gminy. "Cofnięcia pozwolenia można domagać się skutecznie jedynie w wyżej wskazanym trybie" - czytamy w sprawozdaniu ministerstwa. O liczbę zezwoleń odebranych z powodu naruszania porządku publicznego "Rz" spytała urzędników we wszystkich miastach wojewódzkich. W połowie spośród tych, które nadesłały odpowiedzi, przez ponad cztery lata nikt nie stracił z tego powodu zezwolenia. Źródło: dane samorządowe z lat 2002 - 2007
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL