fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wybory samorządowe: sukces PO i PSL

Ireneusz Krzemiński
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Wyborczy wynik ludowców oraz Platformy można interpretować jako wyraz akceptacji dla linii i strategii politycznej rządu Donalda Tuska
Wyniki wyborów samorządowych raczej nie są dobrym prognostykiem wyborów parlamentarnych, ale – jak sądzę – pokazują, jaka linia myślenia zyskuje uznanie Polaków. I o ile mogę, acz z trudem, zrozumieć wypowiedzi polityków PiS, którzy otrąbili swój rzekomy sukces i niepowodzenie PO, o tyle trudniej mi pojąć komentatorów i – wydawałoby się rozsądnych – dziennikarzy, którzy powtarzają takie rozmijające się z rzeczywistością opinie. Trochę tak, jakby widzów i słuchaczy uznawano już za całkiem ogłupionych.
Najprostsze porównanie obecnych wyników z rezultatami wyborów samorządowych z 2006 roku pokazuje czarno na białym, że Platforma Obywatelska w sejmikach wojewódzkich uzyskała prawie osiem punktów procentowych przewagi nad Prawem i Sprawiedliwością. W 2006 roku dystans między PO i PiS wynosił nieco ponad dwa punkty procentowe.
Za znaczący można uznać sukces PSL, choć partia Waldemara Pawlaka ma tylko o trzy punkty więcej niż przed czterema laty. Może to wskazywać na fakt, że część niedawnych wiejskich wyborców PiS powróciła do swojego macierzystego ugrupowania. Ponadto ludowcy są w koalicji rządowej. Zatem ich wynik można interpretować jako wyraz akceptacji dla linii i strategii politycznej rządu Donalda Tuska. Najprościej można ją wyrazić jako dążenie do tego, by polityka nie oznaczała zmian przynoszących kolejne wstrząsy i dotykających Polaków w różnych aspektach życia.
[srodtytul]Wciąż istotna rola PiS [/srodtytul]
Na podstawie samych wyników tych wyborów nie można jednak nic powiedzieć na temat wewnętrznej sytuacji w PiS. Wyrzucenie przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego zasłużonych działaczek, a potem odejście z partii innych polityków nie było raczej główną przyczyną spadku poparcia dla tego ugrupowania. Tym bardziej że wynik PiS nie jest zły, choć niższy od tego sprzed czterech lat. Prawo i Sprawiedliwość nie przestało odgrywać istotnej roli. Trudno zresztą było oczekiwać, że ludzie, którzy stanowią lokalną bazę tej partii, nagle zaczną głosować na dotychczasowych przeciwników. Pozostali przy PiS, niezależnie od tego, jak oceniają obecną strategię Kaczyńskiego.
Choć teraz oczywiście sytuacja może ulec istotnym przemianom, które będą miały znaczenie dla wyborów parlamentarnych. Z całą pewnością następna rozgrywka będzie więc wyglądała inaczej. W Prawie i Sprawiedliwości już zarysował się głęboki podział. Ale to, jak będzie działał PiS-bis czy secesjonistom uda się ustabilizować ugrupowanie, co będzie się działo z formacją macierzystą – dopiero zobaczymy.
Wyniki niedzielnych wyborów mają tu znaczenie o tyle, o ile ci, którzy uzyskali właśnie mandaty i stanowiska w samorządach, mogą stać się znaczącą siłą nowego ugrupowania. Zapewne to właśnie teraz część działaczy PiS na prowincji będzie podejmować decyzje, czy trwać przy Jarosławie Kaczyńskim, czy go opuścić. To będzie ważny sprawdzian dla członków PiS-bis. Pokaże też, jak Jarosław Kaczyński – zachowujący się jak szaleniec owładnięty maniacką ideą – ostatecznie zareaguje na podział.
[srodtytul] Nowa partia, nowy język [/srodtytul]
Gdybym był politykiem Platformy, popierałbym rozłamowców. Każdy rozsądny polityk PO powinien wszak wspierać rozpad opozycyjnej partii, bo gdy jej wpływy się zmniejszają, zmniejsza się siła opozycji. Na dłuższą metę jest to korzystne dla wszystkich, nawet dla rządzących.
Nie przesadzajmy wszakże z entuzjazmem wobec powstającego ugrupowania. Między starym PiS a PiS-bis nie ma bowiem zasadniczych różnic programowych. Znaczące jest to, że Adam Bielan i Michał Kamiński – niewątpliwi twórcy sukcesu Kaczyńskiego – znaleźli się w nowym ugrupowaniu. A trudno przecież zakładać, że spin doktorzy nagle zmienili poglądy.
Choć ewentualny PiS-bis stwarza jednak nową sytuację polityczną. Oznacza zapewne, że do debaty publicznej zostanie wprowadzony nowy język, inna wizja polityki oraz inny stosunek do udziału w politycznej grze. Dla Platformy Obywatelskiej będzie to nowa sytuacja. Bo rozsądna i rzeczowa opozycja może być niezłym – by tak rzec – bacikiem na partię rządzącą. A poza tym w obliczu naprawdę doniosłych, acz nieprostych zadań, którym trzeba stawić czoła, partia rządząca może w nowym ugrupowaniu zyskać partnera do rzeczowej dyskusji. Nie jest to możliwe, gdy naprzeciw PO staje PiS Kaczyńskiego. Kiedy bowiem najważniejszą kwestią polskiej polityki jest uczczenie pamięci Lecha Kaczyńskiego, sprawa krzyża oraz honoru Polski i Polaków w historii, to wtedy nie sposób dyskutować o takich sprawach jak np. podwyższenie wieku emerytalnego.
[srodtytul]Sukces PO [/srodtytul]
Trudno nie podkreślić jeszcze jednej sprawy – Platforma wygrała wybory piąty raz z rzędu. Rosnące poparcie w wyborach samorządowych może oznaczać, że wzrasta ono "od dołu". A to z kolei oznacza, że nie są to przepływy "plemiennego elektoratu" – jak to określił profesor Radosław Markowski – ale powolna, lecz trwalsza zmiana nastawień całych grup wyborczych.
Można więc chyba mówić o niewątpliwym sukcesie wyborczym Platformy Obywatelskiej. Oby umiała go podtrzymać mimo koniecznych, trudnych decyzji, jakie ją czekają.
[i]not. trzmiel
Ireneusz Krzemiński jest socjologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA