fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Ulga prorodzinna i internetowa zostaje

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Elżbieta Glapiak
Rząd zrezygnował na razie z warunkowego zawieszenia ulg: prorodzinnej i internetowej. Ministerstwo Finansów analizuje, czy zawieszenie będzie jednak potrzebne. PSL może nie poprzeć propozycji zabrania ulg
Minister finansów na początku października planował jeszcze, że w przypadku przekroczenia przez dług publiczny 55 proc. PKB podatnicy straciliby ulgi: internetową i prorodzinną. Proponował też zawieszenie na trzy lata możliwości korzystania z 50- i 20-proc. kosztów uzyskania przychodu, m.in. przez dziennikarzy i twórców.
Jednak we wtorek rząd na tak daleko idące posunięcia się nie zdecydował i ostatecznie zapis ten został wykreślony z przyjętego projektu ustawy o finansach publicznych.
Wiceminister finansów Hanna Majszczyk wyjaśniła wczoraj, że wprawdzie wcześniejsze propozycje resortu zniknęły z projektu, ale nadal będą przedmiotem analiz ministerstwa. – Zależało nam na tym, by nowelizacja została szybko uchwalona – powiedziała PAP Majszczyk. – Musimy też ustalić, jakie kontrowersje są z tym związane, i rozważyć nowe propozycje, które się pojawiają. Nie ujawniła jednak, o jakie propozycje chodzi i od kogo pochodzą.
Również wiceminister finansów Maciej Grabowski stwierdził, że kwestia zawieszenia ulg będzie jeszcze rozważana. – Zamierzamy się zastanawiać nad cięciem ulg, podobnie jak nad podwyżką VAT, gdyby dług publiczny przekroczył 55 proc. PKB – powiedział „Rz” wczoraj w Krakowie.
Inaczej sytuację przedstawia szef Sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Rząd uznał, że proponowane przez ministra finansów zmiany nie są konieczne w sytuacji, gdy zapewnia, że przekroczenie przez dług 55 proc. PKB jest mało prawdopodobne – podkreślił w rozmowie z „Rz” Paweł Arndt (PO).
[wyimek]19,6 mld zł o tyle spadną potrzeby pożyczkowe dzięki lepszemu zarządzaniu płynnością finansów publicznych[/wyimek]
Projekt ustawy o finansach publicznych trafi teraz pod obrady parlamentu. Jeśli zostanie przyjęty w zaproponowanej przez rząd wersji, od nowego roku niektóre instytucje publiczne będą miały obowiązek przekazywania wolnych środków w depozyt lub zarządzanie ministrowi finansów. Dotyczyć to będzie m.in. rządowych agencji, Narodowego Funduszu Zdrowia, państwowych funduszy celowych, niektórych państwowych osób prawnych oraz Lasów Państwowych. Środki oddawane w depozyt lub zarządzanie będą oprocentowane na zasadach określonych w ustawie. Dzięki temu minister chce zmniejszyć potrzeby pożyczkowe o 19,6 mld zł.
Obniżeniu deficytu sektora finansów publicznych oraz ograniczeniu narastania długu publicznego ma też sprzyjać wprowadzenie wydatkowej reguły dyscyplinującej, ograniczającej przyrost wydatków do 1 pkt proc. ponad inflację.
Poza tym w projekcie ustawy zapisano warunkowe dodatkowe dwie podwyżki VAT, kolejno o 1 pkt proc. Wzrósłby on, jeśli wielkość długu w relacji do PKB w latach 2011, 2012 lub 2013 przekroczyłaby 55 proc. PKB.
Inaczej sprawę usunięcia z projektu warunkowej likwidacji ulg przedstawia poseł PSL Stanisław Żelichowski. Wyjaśnia, że nad projektem pracowały zespoły eksperckie, był on też oceniany przez koalicjanta PO – PSL. – Zarówno eksperci, jak i nasza partia zgłosili wiele uwag i propozycji innego ujęcia zapisów. Teraz trzeba się nad nimi zastanowić i je przeanalizować – wyjaśnił poseł PSL. – Rząd musiał jednak przyjąć projekt w takiej wersji, bo do końca roku zostało już niewiele czasu. Żelichowski dodał, że zmiany z pewnością będą jeszcze wprowadzane podczas prac w Komisji Finansów Publicznych i w parlamencie.
Zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, prof. SGH, jeśli minister finansów mówi, że dług publiczny zbliży się do 55 proc. PKB, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ten próg przekroczy. – W ciągu najbliższej dekady przekroczymy nie tylko pułap 55, ale również 60 i 70 proc. PKB – stwierdził ekonomista. – Bez reform rządu, bez zmiany polityki gospodarczej nie ma innego scenariusza.
Ostre słowa Rybińskiego już wcześniej spotkały się z ripostą szefa doradców premiera ministra Michała Boniego, który zarzucił mu, że łamie zasady ekonomii. Boni uznał, że Rybiński wyostrza diagnozy. Uderzył też w Leszka Balcerowicza, mówiąc, że uruchamiając licznik długu w centrum Warszawy, organizuje show, którego siła oddziaływania na publiczność może wypierać rzetelność i kompleksowość argumentów. Rybiński nie pozostał dłużny: – Dr socjologii formułuje poważne oskarżenie pod adresem profesora ekonomii, że ten łamie zasady ekonomii i rachunków. Nie chodzi o tytuły, tylko o fakty. Bycie profesorem ekonomii zobowiązuje. Dlatego w mojej krytyce rządu posługuję się faktami (np. danymi GUS lub Eurostatu) i oficjalnymi prognozami samego rządu.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA