fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński o gejach, krzyżu i orzeszkach

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
W sobotę kilka portali podało niezwykle ciekawą informację, która jednak po kilku godzinach zniknęła z czołówek ustępując miejsca innym "ciekawostkom"
Informacja sama w sobie niewinna, warto ją jednak przypomnieć, ponieważ jest symptomem znacznie naprawdę ważnego zjawiska.
Najpierw przypomnijmy samą wiadomość (za portalem tvn24.pl):
"Kanadyjska agencja ds. transportu nakazała w minionym tygodniu liniom Air Canada wydzielenie strefy bez orzechów w samolotach. Powodem decyzji są skargi dwóch kobiet, które uznały, że linie nie funkcjonują wystarczająco, aby ułatwić podróż osobom uczulonym na te owoce". Jak w praktyce będzie działać zalecenie kanadyjskiej agencji ds. transportu, dowiadujemy się kilka zdań dalej: "Oznacza to, że w klasie ekonomicznej w rzędzie foteli, w którym ma miejsce alergik, oraz w rzędzie przed nim i za nim pasażerowie nie otrzymają żadnych przekąsek zawierających orzechy. Będą też proszeni o powstrzymanie się od konsumpcji wszelkich orzechów, gdyby mieli je przy sobie. Niedostosowanie się wymogom może skutkować nawet wyproszeniem z samolotu."
Dlaczego uważam tę wiadomość za symptomatyczną? Ponieważ doskonale oddaje ducha naszych czasów i pewną ewolucję w zasadach życia zbiorowego, która zachodzi w ostatnich kilkunastu latach.
Polega ona na tym, że tworzy się sztucznie nowe kategorie praw kolejnych grup mniejszościowych, które zmuszają większość do zmiany swego postępowania.
Wydawałoby się bowiem, że uczulenie na orzeszki jest kłopotem tych, którzy na nią cierpią. Decyzja kanadyjskiego urzędu oznacza, że uczulenie na orzeszki jest problemem wszystkich współpasażerów. I choć, jak czytamy w depeszy, "reakcja alergiczna jest możliwa tylko po spożyciu orzechów", wprowadza się terror innym pasażerom, którzy wcale nie będą zachęcać alergików do chrupania orzeszków. A kto się podporządkować nie będzie chciał, zostanie wyproszony z samolotu. Szacunek dla mniejszości staje się więc tyranią mniejszości. To większość powinna się, według tego myślenia, dostosować do wymagań mniejszości a nie na odwrót.
Czyż nie jest to właśnie mechanizm, z którym mamy do czynienia w wojnie o krzyż w sferze publicznej (nie mówię tu o wojnie o krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, bo to zupełnie inna sprawa). W jednej ze szkół - pisała o tym Rzeczpospolita w ubiegłym tygodniu - zdjęto krzyże ze ścian, by nie razić uczuć dzieci, które nie są katolikami. Problem w tym, że katolikami jest ok. 95 proc. uczniów tamtej placówki. Ale to właśnie większość została zmuszona do tego, by podporządkować się znacznej mniejszości.
Identyczny mechanizm społeczny dotyczy roszczeń środowisk homoseksualnych. Nie wystarczy już domaganie się takich samych praw dla par hetero i homoseksualnych. Okazuje się, że trzeba zmieniać podręczniki w szkołach, by znalazły się w nich również przykłady rodzin założonych przez homoseksualistów. W ten sposób mniejszość (którą np. w Wielkiej Brytanii oszacowano na ok. 1,5 proc. społeczeństwa) narzuca większości zmianę jej zachowań i wzorców kulturowych.
Zjawisko tyranii mniejszości nie jest wyłącznie problemem kulturowym. Ma bowiem znaczenie polityczne. Warto przypomnieć, że instytucją, która obaliła I Rzeczpospolitą nie był brak tolerancji, lecz jej nadmiar wyrażony zasadą liberum veto. Głos jednego posła był w stanie zerwać posiedzenie całego Sejmu i uniemożliwić przyjęcie przez niego jakichkolwiek rozstrzygnięć. Demokracja, która zmienia się w tyranię mniejszości, staje się zupełnie niewydolna i bezradna. Przestaje być demokracją, zmieniając się w anarchię. A jak pamiętamy, anarchia nie potrafi zapewnić żadnych praw nie tylko mniejszościom, ale nawet większości.
PS - Dopisane o godz. 16. Odpowiadając na zarzuty, które pojawiły się w komentarzach: dlaczego nie napisałem o krzyżu na Krakowskim Przedmieściu? Tak, to była tyrania mniejszości. Mniejszości, która broniła krzyża, i drugiej mniejszości, która tamtych ludzi obrażała. Większość - na co wskazują badania socjologiczne - kompletnie nie rozumiała, o co w tym sporze chodzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA