fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Rynek pracy sezonowej w Polsce opanowali Ukraińcy.

Rekordowa liczba pracowników ze wschodu
Rzeczpospolita
Sadownicy i plantatorzy nie poradziliby sobie ze zbiorami bez pomocników z zagranicy. W tym roku gospodarze zaprosili do pracy rekordową liczbę prawie 200 tys. sąsiadów ze Wschodu
W zeszłym roku liczba imiennych poświadczeń, czyli ofert zatrudnienia, wystawianych przez rolników cudzoziemcom zarejestrowanym w powiatowych urzędach pracy przekraczała 180 tysięcy. To one są za granicą podstawą wystawiania polskich wiz z prawem do pracy sezonowej (90 dni).
– W mojej okolicy ponad połowę zatrudnionych przy tegorocznych zbiorach jabłek stanowią zagraniczni robotnicy. U sąsiada do pomocy w gospodarstwie przyjechała spora grupa ukraińskich dyplomowanych pielęgniarek. U nas dorabiają do pensji – mówi Tomasz Solis, właściciel sadów, wiceprezes Związku Sadowników Polskich.
Solis narzeka, że po niedawnym tragicznym wypadku drogowym urzędy straszą kontrolami sadowników. – Poważni przedsiębiorcy w gorączce zbiorów nie chcieliby się zajmować ukrywaniem ludzi zatrudnianych na czarno. To już nie te czasy – mówi Solis. Przyznaje, że prawo wymaga jednak zmian: trzeba wzorem Irlandii czy Francji wprowadzić u nas zasady pracy dorywczej, a nie sezonowej, bo naprawdę trudno powiedzieć, kiedy się zaczyna lub kończy sezon pracy w sadzie. Pod Kraśnikiem na Lubelszczyźnie, w zagłębiu malinowym, bez ukraińskich pomocników zbiory by przepadły. Gospodarze od lat zapraszają sprawdzonych sąsiadów zza wschodniej granicy. – Doświadczony zbieracz, który nie boi się ciężkiej pracy, wyciągnie nawet 2 tysiące złotych miesięcznie – szacuje Jan Mazurek z Powiatowego Urzędu Pracy w Kraśniku. Latem, w szczycie sezonu, w powiecie kraśnickim rejestrowano po niemal tysiąc poświadczeń dla zagranicznych pracowników miesięcznie. Nie wszyscy zapraszani do pracy docierali do gospodarstw. Ukraińcy, którzy podobnie jak pozostali sąsiedzi ze Wschodu korzystają z ułatwień i nie potrzebują przy zatrudnieniu sezonowym pozwolenia na pracę, bez problemu zmieniają gospodarza. – Już drugiego dnia na drugim końcu Polski pracują dla rolnika, który płaci więcej i zapewnia lepsze warunki zakwaterowania – mówi Mazurek.
Od lat prawdziwą mekką robotników sezonowych jest w kraju Mazowsze. W zeszłym roku Wojewódzki Urząd Pracy w Warszawie odnotował prawie 100 tysięcy poświadczeń (zaproszeń). W tym roku – do września – praca czekała na ponad 82 tys. cudzoziemców spoza UE, w tym aż prawie 79 tys. poświadczeń wystawiono Ukraińcom.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA