fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Szef BOR, gen. Janicki: Nie podam się do dymisji

Gen. Marian Janicki
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Na lotnisku Siewiernyj zarówno na premiera jak i prezydenta czekali funkcjonariusze BOR - zapewnia po raz kolejny w wywiadzie dla "Rz" gen. Marian Janicki, szef BOR. - Zrobiliśmy wszystko co do nas należało, albo nawet więcej. Jestem w tej sprawie spokojny
Rz: Z zeznań funkcjonariuszy BOR ujawnionych przez media wynika, że na lotnisku w Smoleńsku ani na premiera, ani prezydenta nie czekał żaden funkcjonariusz biura. Czy podtrzymuje pan swoją wersję, że jednak znajdowało się tam dwóch borowców?
Gen. Marian Janicki, szef BOR: Zarówno podczas jednej, jak i drugiej wizyty na lotnisku na delegacje czekali funkcjonariusze BOR.
Jakie zadanie mieli wykonywać?
Nadzorować realizację działań podjętych przez rosyjską Federalną Służbę Ochrony (FSO), określonych na poprzedzających wizytę przygotowaniach.
Dlaczego grupa, która pojechała do Rosji na rekonesans a także ochraniała podczas obydwu wizyt cmentarz w Katyniu, nie wiedziała, że jej koledzy są na lotnisku?
Funkcjonariusze BOR znajdujący się w Katyniu o szczegółach katastrofy dowiedzieli się właśnie od swego kolegi z lotniska.
Jednak Cezary K., szef grupy rekonesansowej, zeznał, że pierwszą informację o tragedii otrzymał od przedstawiciela FSB o imieniu Jurij.
Nie znam treści zeznań i trudno mi się do tego odnosić. Być może prokurator przesłuchujący Cezarego nie zadał mu wprost pytania na ten temat. Zresztą wszelkie ustalenia w sprawie zabezpieczenia wizyty prezydenta dokonywał osobiście płk Jarosław Florczak (zginął w katastrofie – red.). To w jego kompetencji było przygotowanie i nadzór całości zabezpieczenia w Smoleńsku. Wiedziałem o wszystkich ustaleniach poczynionych przez Jarka.
Członkowie grupy rekonesansowej przybyli do Rosji samolotem i samochodem. W jaki sposób funkcjonariusze znajdujący się na lotnisku dotarli na miejsce?
W chwili obecnej nie mogę mówić o szczegółach zabezpieczenia, jednak zapewniam, iż złożymy w prokuraturze szczegółowe wyjaśnienia.
Czy do tej grupy funkcjonariuszy BOR, którzy mieli znajdować się na lotnisku należał Gerard K., kierowca ambasadora RP w Moskwie – Jerzego Bahra?
Po raz kolejny powtórzę, że nie mogę na ten temat nic panu powiedzieć. Najpierw musi się bowiem o tym dowiedzieć prokuratura.
Był pan już przesłuchiwany przez prokuraturę?
Nie. Nie dostałem też żadnej informacji, że takie przesłuchanie prokuratura ma w planach.
A wyjaśnił pan premierowi Tuskowi rozbieżności między doniesieniami medialnymi a pana stwierdzeniami?
Rozmawiałem na ten temat z moim przełożonym, szefem MSWiA. Wyjaśniłem wszystkie rozbieżności, o których informowały media. Zresztą pan minister wie o wszystkich naszych działaniach po katastrofie. Zna wszystkie działania i wszystko jest wyjaśnione. U premiera jeszcze nie byłem. Jeśli jednak sobie tego zażyczy, jestem do dyspozycji.
Cezary K. był pierwszy raz na rekonesansie zagranicznym przed wizytą osoby ochranianej. Dlaczego mimo to uczestniczył w tak ważnej misji?
Cezary ma siedemnastoletni staż w BOR. Na terenie kraju zabezpieczał najważniejsze operacje ochronne. Poza tym w misjach zagranicznych uczestniczył kilkakrotnie, rekonesanse przed wizytami w Katyniu premiera i prezydenta nie były więc jego pierwszym tego typu zadaniami. Podczas rozmowy ze mną powiedział, że pomylił się i chciał w prokuraturze to sprostować. Informacje o tym przekazał prokuratorowi podczas przesłuchania inny funkcjonariusz BOR. Jednak prokuratura stwierdziła, że nie ma to większego znaczenia dla śledztwa i nie wezwała Cezarego ponownie.
Pan też uważa, że doświadczenie na tego typu misji zagranicznej jest nieistotne?
BOR tego typu grup rekonesansowych praktycznie nie wysyła. Przed wizytą prezydenta Bronisława Komorowskiego w Paryżu i Berlinie pojechał tylko jeden funkcjonariusz Biura. Dla porównania przed wizytą w Polsce kanclerz Niemiec Angeli Merkel do Warszawy przyjechał jeden funkcjonariusz niemieckich służb. Ustalał z nami zabezpieczenie hotelu, lotniska, trasy itp. Podobnie wygląda to w przypadku innych krajów. Wyjątkiem są tylko Stany Zjednoczone, gdzie przed przylotem prezydenta USA, Secret Service aktywnie uczestniczy we wszystkich czynnościach związanych ze sprawdzeniem lotniska, trasy i miejsc, gdzie ma przebywać głowa państwa. Przed wizytą premiera w Katyniu rekonesansu dokonało trzech funkcjonariuszy BOR, a przed wizytą prezydenta było ich dwa razy więcej. Funkcjonariusze, którzy przyjechali jako grupa rekonesansowa, w dniu wizyty odpowiadali za ochronę uroczystości na cmentarzu w Katyniu. Z premierem Tuskiem udział w uroczystościach brał też premier Władimir Putin, co spowodowało zastosowanie przez rosyjskie służby specjalne bardzo mocnych środków bezpieczeństwa. Stąd wystarczająca była mniejsza liczba funkcjonariuszy BOR. Inaczej było 10 kwietnia. Zakładaliśmy bowiem, że w uroczystościach na cmentarzu w Katyniu z udziałem prezydenta weźmie udział kilka tysięcy ludzi chcących oddać hołd zamordowanym polskim oficerom. W większości byli to ludzie starsi, kombatanci. Chcieliśmy więc uniknąć sytuacji, gdy będą oni sprawdzani przed wejściem na cmentarz przez funkcjonariuszy rosyjskich służb. Mogło to bowiem wzbudzić bardzo poważne kontrowersje i doprowadzić do poważnego konfliktu. Z tego powodu płk Florczak poprosił o wzmocnienie tego zespołu.
Kilka tygodni temu w kilku krajach azjatyckich wizytę złożył premier Donald Tusk. Ilu funkcjonariuszy BOR wykonywało rekonesans przed tą podróżą?
Mogę powiedzieć, że takie rekonesanse odbyły się. Uprzedzając kolejne pytanie powiem, że szczegóły przygotowań i zabezpieczeń takich wizyt stanowią informacje niejawną.
Jak w przeszłości BOR zabezpieczał wizyty w Katyniu?
Obecnie trwa szczegółowa analiza wszystkich wizyt, jakie odbywały się w Katyniu. Sprawdzamy, w jaki sposób organizowane były te wyjazdy, kto w nich uczestniczył i jakie zadania wyznaczano poszczególnym osobom. Na razie nie mogę wiele na ten temat powiedzieć. Jednak zdarzały się przypadki, gdy na rekonesans przed wizytą w Katyniu nie była wysyłana grupa rekonesansowa. Osoba ochraniana leciała na takie uroczystości wyłącznie z ochroną osobistą.
Czy podczas wcześniejszych wizyt w Katyniu BOR zabezpieczał lotnisko Siewiernyj?
Nie ma takich procedur, które pozwalają funkcjonariuszom BOR kontrolować czy sprawdzać wojskowe lotniska poza granicami Polski. Za zabezpieczenie lotniska odpowiada gospodarz. Podobnie jest w Polsce. To my sprawdzamy lotnisko wojskowe, na którym ląduje delegacja zagraniczna. My też jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo gości.
Czyli BOR nie zwracał się do Rosjan z prośbą, aby sprawdzić lotnisko w Smoleńsku i aby mogli tam wejść funkcjonariusze Biura?
Federalna Służba Ochrony (FSO) zabezpieczyła teren lotniska przed przylotem naszej delegacji. Wszystko było przygotowane i byłem tym bardzo miło zaskoczony. FSO zrobiła więcej niż powinna. Rosjanie wiedzieli, że funkcjonariusze BOR będą znajdowali się na lotnisku.
Jeśli wojskowa prokuratura stwierdzi, że BOR popełnił błędy podczas zabezpieczenia wizyt w Katyniu, poda się pan do dymisji?
Zrobiliśmy wszystko co do nas należało, albo nawet więcej. Jestem w tej sprawie spokojny.
Nie boi się pan jednak, że zamieszanie wokół organizacji tych wizyt i tak skończy się pana odwołaniem?
Nie boję się. Nie mam sobie nic do zarzucenia.
Ale stanowisko BOR nie przekonuje. Nie tylko nie ujawniacie nazwisk funkcjonariuszy, którzy mieli znajdować się na lotnisku w Smoleńsku, ale atakujecie media, które informowały o rozbieżnościach.
Nie atakujemy, apelujemy o rzetelność. Zdecydowałem się napisać list do KRRiT i prezesa TVP, bo uważałem, że tego typu oskarżające materiały emitowane w „Wiadomościach” uderzają w rodziny tragicznie zmarłych funkcjonariuszy. Zresztą po emisji materiałów otrzymywałem telefony i spotykałem się ich żonami, które pytały się, jaka jest wina BOR w katastrofie. Oczywiście szybko wyjaśniliśmy wszystkie kontrowersje. Wszyscy uzyskali ode mnie zapewnienie, że BOR nie ma sobie nic do zarzucenia i działało w pełni rzetelnie. To samo zresztą musiałem tłumaczyć mojej mamie, która dzwoniła do mnie po „Wiadomościach” i pytała, czy rzeczywiście formacja, którą dowodzę, jest winna katastrofie.
Nie łatwiej było zwołać konferencję prasową?
Nie chciałem robić kolejnego spektaklu medialnego. Uczyniłem to raz w temacie ochrony ciała prezydenta i użycia przy tej okazji przez funkcjonariuszy broni. Poza tym szczegóły organizacji wizyty prezydenta Kaczyńskiego znajdują się w teczce operacji ochronnej, a ta ma charakter niejawny. Cały czas zastanawialiśmy się jak interpretować te wycieki ze śledztwa. Wiedzieliśmy przecież, że nie zostali przesłuchani wszyscy funkcjonariusze BOR, w odróżnieniu od tego co ujawniały kolejne doniesienia medialne.
Wiele mówiło się o pomocy rodzinom ofiar smoleńskiej tragedii. BOR zapowiedział, że żon i dzieci zmarłych funkcjonariuszy nie zostawi samym sobie. Jak obecnie wygląda sytuacja?
Zaraz po katastrofie wytypowaliśmy ludzi, którzy roztoczyli opiekę nad rodzinami. Najczęściej byli to inni funkcjonariusze, z którymi zmarli znali się na stopie prywatnej. To właśnie oni pomagali w załatwieniu wielu formalności związanych np. z pogrzebem. Oprócz tego każda z rodzin otrzymała do dyspozycji samochód. Wiadomo, że żadne pieniądze nie zastąpią życia zmarłych, ale przynajmniej staraliśmy się, aby udało się te rodziny zabezpieczyć finansowo. Każda z nich otrzymała 40 tys. zł od premiera, dodatkowe 30 tys. przydzielił szef MSWiA. Oprócz tego o 50 proc. udało się też zwiększyć wysokość odszkodowania wypłacanego za śmierć funkcjonariusza. W sumie w zależności od wysługi lat i ilości dzieci były to bardzo duże pieniądze. Dwóm rodzinom udało się też wypłacić po kilkaset tysięcy ekwiwalentu za mieszkanie służbowe. Poza tym BOR negocjował z bankami. Jednej z rodzin umorzono ponad stutysięczny kredyt. W dwóch innych przypadkach bank umorzył część kredytu i o kilka lat wydłużył czas jego spłaty. Rodziny zmarłych funkcjonariuszy otrzymały także pieniądze, które trafiły na specjalne konto BOR oraz te zebrane w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i innych służbach. Miesiąc temu gościli u nas koledzy z Secret Service, którzy też przekazali pieniądze na ten cel.
Naciska pan na szefa MSWiA, aby niektórzy ministrowie otrzymali ochronę BOR?
To jakiś absurd. Pan minister Jerzy Miller to perfekcjonista, który nie da wywierać na siebie jakiekolwiek naciski. Nie lobbowałem za przyznaniem ochrony komukolwiek.
Czy minister pyta BOR o to, jak duże jest zagrożenie dla konkretnych osób?
Szef MSWiA pyta wszystkie służby. Decyzja o przyznaniu ochrony musi być bowiem poprzedzona rzetelną analizą zagrożeń. Jej elementem jest stały monitoring aktualnych wydarzeń. Niektóre z nich tak jak afera hazardowa, czy afera z dopalaczami powodują wzrost zagrożenia niektórych urzędników państwowych.
Czy obok ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego ochronę otrzymały inne osoby będące „twarzą” walki z dopalaczami jak np. minister zdrowia Ewa Kopacz?
BOR nie udziela żadnych informacji o osobach ochranianych.
Co oznacza potencjalne zagrożenie? Listy z pogróżkami, wyzwiska i obelgi na forach internetowych, nocne telefony z numeru zastrzeżonego?
Żadnego sygnału nie bagatelizujemy. Nie jest jednak tak, że ktoś dostanie telefon z pogróżkami i od razu BOR taką osobę chroni. Powtarzam – ochronę przyznaje się na podstawie wykonanej przez służby analizie zagrożenia.
Wiele kontrowersji wzbudziło objęcie przez BOR ochroną matki i córki śp. Lecha Kaczyńskiego. Obecny prezydent ma pięcioro dzieci. Czy w związku z tym każde z nich ma oddzielną ochronę?
Z mocy ustawy mamy obowiązek ochrony prezydenta. Mogę tylko powiedzieć, że prezydent Bronisław Komorowski ma adekwatną ochronę do zagrożeń i nie jest ona większa niż ś.p. prezydenta Kaczyńskiego. Żadnych szczegółów na ten temat ujawnić jednak nie mogę. Jak często się zdarza, że funkcjonariusz BOR jest traktowany jako niańka dla dzieci, pomoc przy robieniu zakupów w supermarkecie lub wyprowadzaniu psa na spacer?
To się już skończyło z dniem 27 listopada 2007 r. po objęciu przeze mnie funkcji szefa BOR. Wówczas kategorycznie zakazałem funkcjonariuszom wykonywania jakichkolwiek czynności wobec osób ochranianych nie związanych z ochroną. Chcę, aby służba w jednostce była elitarna i profesjonalna. Tymczasem wykonywanie służbowych czynności z nartami na plecach, czy zakupami ze sklepu jest niemożliwe i uwłacza godności Biura.
Jaka jest kara za złamanie tego zakazu?
Dotychczas nie miałem informacji, że zasada ta została przez któregokolwiek z funkcjonariuszy złamana. Niestety wcześniej takie sytuacje były nagminne. Widać, że ktoś to tolerował.
—rozmawiał Piotr Nisztor
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA