fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Noblista: Europa zdecydowanie szybciej niż USA wróci do formy

Rzeczpospolita
Europa zdecydowanie szybciej niż USA wróci do formy - ocenia Edmund Phelps, laureat ekonomicznej nagrody Nobla w rozmowie z Grzegorzem Siemionczykiem
[b]Formalnie recesja w USA skończyła się ponad rok temu, lecz przeciętny Amerykanin tego nie dostrzega. Ekonomiści wskazują, że jest to najwolniejsze i najsłabsze ożywienie gospodarcze od dekad. Co trzyma je w ryzach?[/b]
Ocena obecnego ożywienia gospodarczego zależy od tego, z czym się je porównuje. W latach 30. XX w. gospodarka wracała do zdrowia w zaskakująco szybkim tempie. Ale tamta recesja była spowodowana czysto monetarnymi czynnikami. Gdy w końcu bank centralny dostosował politykę pieniężną, było to jak odkorkowanie butelki szampana. Ale miniona recesja miała inny charakter, przypominała nieco załamania koniunktury z początku tej dekady i z początku lat 90. We wszystkich tych przypadkach mieliśmy do czynienia z załamaniem cen pewnych aktywów, występowały też problemy strukturalne. Z takich recesji gospodarka wychodzi wolniej.
[b]Z jakimi problemami strukturalnymi zmaga się obecnie gospodarka USA i jak dużo czasu potrzeba, aby je rozwikłać?[/b]
Bezrobocie ma dziś w dużej mierze charakter strukturalny, choć nie znaczy to, że stopa bezrobocia pozostanie już na obecnym poziomie 9,6 proc. Przypuszczalnie spadnie do około 7,5 proc., ale zajmie to cztery, pięć lat.
[b]Jak ocenia Pan kondycję europejskiej gospodarki i jej przeprawę przez kryzys zadłużeniowy?[/b]
Nie wiem już, co myśleć o Europie. Z jednej strony uważam, że jest ona w zasadzie martwa. Z drugiej strony państwa europejskie, z pewnymi wyjątkami, wpędziły się w kłopoty finansowe w mniejszym stopniu, niż USA. Choć grecka katastrofa przyciąga uwagę mediów, takie kraje jak Francja, Dania, Holandia, Szwecja a nawet Włochy mają się nieźle. Takie problemy, jak załamanie cen aktywów czy rosnący odsetek niespłacanych kredytów dotyczą Europy w znacznie mniejszym stopniu. Dlatego widzę możliwość, aby powróciła do swojego normalnego poziomu aktywności gospodarczej, podczas gdy Stany Zjednoczone czeka dekada finansowych trudności.
[b]Czy amerykański rząd lub bank centralny może zrobić coś, aby przyspieszyć ożywienie, czy też wyczerpały już swoją amunicję?[/b]
Nie sądzę, aby interwencje fiskalne mogły cokolwiek pomóc, z dwoma wyjątkami. To może być dobry moment na wprowadzenie subsydiów dla firm, które zatrudniają lub nie zwalniają nisko płatnych pracowników. To dałoby spółkom niezwłoczny impuls, aby przyjąć więcej takich kadr, co zwiększyłoby zatrudnienie i płace. Najlepszym momentem na zastosowanie tego rozwiązania byłby luty 2009 r., ale tego nie zrobiono. Powinniśmy również wprowadzić możliwość odliczenia od podatków wydatków inwestycyjnych.
[b]A co z narzędziami polityki pieniężnej? Rezerwa Federalna jest coraz bliższa rozpoczęcia drugiej rundy drukowania pieniędzy na zakup aktywów.[/b]
Jestem bardziej skłonny popierać monetarne bodźce, niż fiskalne. Warto pamiętać, że nawet Keynes (John Maynard – przyp. red.) postrzegał banki centralne jako pierwszą linię obrony w przypadku kryzysu. Ekonomiści, którzy oczekują dalszych działań ze strony Fedu są więc bliżsi Keynesowi, niż ci, którzy zawsze skłaniają się ku fiskalnemu stymulowaniu gospodarki.
Z drugiej strony, bodźców monetarnych mieliśmy już dużo. Nie wiemy, czy poskutkowały odpowiednią podażą pieniądza i to dlatego złoto i real tak szybko drożeją, czy też nie i to dlatego wciąż deflacja wydaje się realnym zagrożeniem. Gdyby eksperci Rezerwy Federalnej potrafili dowieść, że nie stworzyli wystarczającej płynności, mógłby to argument, aby dostarczyć jej więcej. Polityka pieniężna powinna być bardziej transparentna. Powinna toczyć się debata, czy potrzebujemy kolejnego biliona dolarów, czy może nie.
[b] Niegdyś uchodził Pan za zdeklarowanego wolnorynkowca, a teraz zdaje się Pan dostrzegać miejsce dla rządu w gospodarce. Czy to kryzys, jak się niekiedy sugeruje, zmienił Pana poglądy na ten temat?[/b]
Opinię, że odstąpiłem od swoich wolnorynkowych przekonań, słyszę raz po raz, ale nie wiem, skąd się ona bierze. Za subsydiowaniem zatrudnienia nisko płatnych pracowników w imię ekonomicznej sprawiedliwości opowiadam się już od dawna.
[b] Zaproponował Pan także, aby rząd utworzył banki, które finansowałyby innowacyjne firmy... [/b]
Mój pomysł polega na utworzeniu sieci banków na rzecz innowacyjności. Gromadziłyby pieniądze na rynku, ale otrzymywały by też rządowe dopłaty na pożyczki dla nowych firm.
[b]Dlaczego nie robią tego komercyjne banki? Być może to rządowa polityka promowania mieszkalnictwa skłaniała je do koncentrowania się na udzielaniu kredytów hipotecznych?[/b]
Zdecydowanie tak. Zwykłem żartować, że w USA subsydiowane jest prawie wszystko, z wyjątkiem innowacji. Subsydiowanie także ich nie byłoby więc radykalnym krokiem. Sytuacja, w której wszystko oprócz innowacji jest subsydiowane, to faktycznie forma ich opodatkowania.
[b]Wierzy Pan, że rządy byłyby w stanie decydować, które przedsiębiorstwa są innowacyjne i warto je wspierać? W ostatnich latach rządy koncentrowały się na pompowaniu miliardów dolarów w nieefektywne banki i koncerny motoryzacyjne, w Europie dopłaca się do rolnictwa.[/b]
Są to te same pytania, które możemy sobie zadawać w odniesieniu do państwowych funduszy inwestycyjnych. Czy mogą one inwestować kapitał bez presji ze strony rządu? Uważam, że banki na rzecz innowacyjności mogłyby być nieupolitycznione.
[b]Wielokrotnie powtarzał Pan, że amerykańska gospodarka – i szerzej, cały Zachód – utraciły swój dynamizm, zdolność do innowacji. Czy proponowany system banków rozwiązałby ten problem?[/b]
Tak uważam. Oczywiście, nic nie jest w stanie zastąpić iskry wynalazczości, ale nie wydaje mi się, aby ludziom brakowało nowych pomysłów. Zacina się tylko silnik, który wykorzystuje te pomysły jako paliwo, aby przekształcić je w nowe produkty. Duże firmy nastawiają się na poprawę wyników w krótkim horyzoncie czasowym, nie palą się do zmieniania technologii. Zaryzykowałbym twierdzenie, że gospodarka USA trzyma się tylko dzięki szaleńcom, którzy w garażach rozwijają swoje pomysły, oraz dzieciakach, które w sobotę chodzą do centrów handlowych w poszukiwaniu nowości. Te dwa elementy silnika są w porządku, ale nie działa nic, co jest pomiędzy nimi.
[b]A co z Europą? Rozbudowane państwo dobrobytu i związane z nim poczucie bezpieczeństwa nie sprzyjają chyba dynamizmowi społeczeństwa.[/b]
Nigdy nie winiłem państwa dobrobytu za brak dynamizmu i innowacyjności w Europie. W USA próba budowania takiego systemu spowodowała dewaluację pracy. Powstały społeczności, w których młodzi mężczyźni nie czują się w obowiązku iść do pracy. Ale to jest inny problem. Wydaje mi się, że niedostatek dynamizmu w Europie wynika z kultury ekonomicznej tego regionu. Społeczeństwo europejskie nie jest dość zorientowane na eksperymentowanie, odkrywanie, kreatywność. Europa Zachodnia nie będzie w najbliższej przyszłości ważnym źródłem innowacji.
[b]Czy sądzi Pan, że przyjęte po obu stronach Atlantyku reformy regulacji finansowych będą w stanie, jak deklarują ich autorzy, zapobiec w przyszłości poważnym kryzysom finansowym?[/b]
Dopóty, dopóki ludziom wolno będzie stawiać na coś, np. na innowacje albo na wzrost cen jakichś aktywów, będzie istniało ryzyko bańki spekulacyjnej i jej pęknięcia. To jednak nie oznacza, że nie możemy wprowadzać środków ostrożnościowych, które zmniejszą ryzyko takiego załamania, jakiego właśnie doświadczyliśmy. Możemy np. sprawić, aby nie dało się kupić domu bez wkładu własnego. Z drugiej strony Rezerwa Federalna przed kryzysem też dysponowała narzędziami, które pozwalały jej ma schłodzenie spekulacyjnej gorączki.
[b]Sektor finansowy próbuje się bronić przed ostrzejszymi regulacjami i wyższymi wymogami kapitałowymi argumentując, że może to ograniczyć akcje kredytową i spowolnić przez to ożywienie gospodarcze. Czy to wiarygodne ostrzeżenia?[/b]
Możemy się oczywiście martwić, że Bazylea III (określa nowe wymogi kapitałowe – przyp. red.) będzie tak restrykcyjna, że banki nie będą zainteresowane udzielaniem przedsiębiorstwom pożyczek. Nie wiadomo jednak, czy jest czego żałować, bo już wcześniej banki się w tej kwestii nie sprawdzały. Być może obłożenie dużych banków nowymi regulacjami sprawi, że pojawią się nowi kredytodawcy, którzy znajda sobie jakieś nisze? Będzie to zapewne także okazja dla funduszy hedgingowych, aby bardziej zaangażowały się w finansowanie przedsiębiorstw...
[b]Jeśli pozwolą im na to władze. W Europie także fundusze znalazły się na celowniku regulatorów, choć trudno je winić za spowodowanie kryzysu.[/b]
Z punktu widzenia Amerykanina to prawdziwa zagadka, dlaczego fundusze hedgingowe są traktowane tak pogardliwie. To prawda, że niektóre z nich są społecznie bezużyteczne, ale niektóre są bardzo pożyteczne. Swoją drogą, Keynes także zarządzał funduszem hedgingowym.
[b]Zarówno w USA, jak i w Europie, reforma regulacyjna przewiduje powołanie rady ds. ryzyka systemowego. Czy to spełnia pański postulat stworzenia agencji, które biłyby na alarm, gdyby ceny jakiejś klasy aktywów nadmiernie wzrosły?[/b]
W USA radzie tej przewodniczy sekretarz skarbu, zasiadają w niej przedstawiciele federalnych agencji nadzorczych. Ja bym to zorganizował inaczej. Wolałbym, żeby zasiadali w niej „mędrcy”, którzy nie są już aktywni w biznesie czy polityce.
[b] Ponieważ zamożne kraje długo będą się zmagały z następstwami kryzysu oraz z nadmiernym zadłużeniem, wielu ekonomistów wskazuje, że motorem wzrostu światowej gospodarki będą rynki wschodzące. Na fali tych oczekiwań, kapitał płynie do nich szerokim strumieniem. Czy ten optymizm nie jest nadmierny?[/b]
Państwa rozwijające się mogą być motorem wzrostu światowej gospodarki, ale nie jest dla mnie jasne, że będą one centrum innowacyjności. Uważam, że gospodarka USA nawet z zablokowanymi arteriami będzie wciąż bardziej innowacyjna, niż jakakolwiek inna.
[b]Dziękuję za rozmowę.[/b]
[ramka] [b]Edmund Phelps[/b] (ur. w 1933 r.) jest wykładowcą ekonomii politycznej na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Kieruje także tamtejszym Centrum na rzecz Kapitalizmu i Społeczeństwa. W 2006 r. otrzymał Nagrodę Nobla za badania nad „międzyokresowymi zależnościami wymiennymi w makroekonomii”. Wykazał m.in., że podbicie inflacji nie jest skuteczną metodą redukcji stopy bezrobocia. Opracował także koncepcję tzw. naturalnej stopy bezrobocia. W Polsce prof. Phelps przebywał na zaproszenie Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.[/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA