fbTrack

Mieszkaniowe

Nie chcą widoku na supermarket

Zepsuta klamka, zsyp na śmieci w bloku, zdewastowana klatka schodowa, supermarket za oknem – to wszystko może zniechęcić do kupna lokalu
Pośrednicy zgodnie też podkreślają: zanim pokażesz mieszkanie potencjalnemu kupcowi, porządnie je posprzątaj i wywietrz. Trzeba też naprawić wszelkie usterki.
Jak ocenia Marcin Jańczuk z Metrohouse dziś trudno sprzedać m.in. duże mieszkania w budynkach z lat 70. – Klienci obawiają się inwestowania np. w czteropokojowe lokale w wielkiej płycie ze względu na wysokie koszty utrzymania czy spodziewane problemy z późniejszą sprzedażą – tłumaczy Marcin Jańczuk.
Leszek Baranowski z agencji Bracia Strzelczyk potwierdza: wielkopłytowe lokale rzeczywiście niełatwo dziś sprzedać, podobnie jak duże mieszkania w peryferyjnych dzielnicach Warszawy, których ceny są nieadekwatne do lokalizacji. – Bardzo trudno też sprzedać dwupoziomowy lokal do 100 mkw. Ze względu na układ takich mieszkań, po odliczeniu m.in. powierzchni schodów, najczęściej pozostają dwie trzydziestoparometrowe klitki – mówi Leszek Baranowski. Dodaje, że niechętnie widziane są też lokale na czwartym piętrze bez windy. Piotr Wieszczyk z Maxon Nieruchomości zauważa, że bardzo długo na samo obejrzenie czekają też oferty przewartościowane, nie mówiąc już o chętnych na zakup. Według Cezarego Szubielskiego, dyrektora żoliborskiego biura Krupa Nieruchomości, na szybką sprzedaż nie można też liczyć, jeżeli w nowym bloku wiele osób kupiło lokale od dewelopera z myślą o ich odsprzedaży, gdy nieruchomość zostanie oddana do użytku. Także konkurencja ze strony samego dewelopera, któremu nie udało się sprzedać wszystkich mieszkań w danym budynku, uniemożliwia szybką transakcję. – Tak jest na przykład w nowych inwestycjach w Wilanowie czy na Bemowie – podaje Cezary Szubielski. Marcin Jańczuk uważa, że klienta może odstraszać dosłownie wszystko – bo tak jak nie ma dwóch identycznych mieszkań, tak nie ma dwóch takich samych klientów. Dyskwalifikujący może być np. widok z okna – na market czy obiekt przemysłowy. Cezary Szubielski dodaje, że klienci nie chcą też mieszkań przy ulicach, które nie kojarzą się z budownictwem mieszkaniowym. – Wystarczy wpisać w ofercie np. ul. Powązkowska, by mieć niemal pewność, że nikt się nią nie zainteresuje – wyjaśnia dyrektor z Krupa Nieruchomości. Dodaje, że klienci biorą też nogi za pas, gdy się dowiedzą, że w budynku jest robactwo. Wielu nie chce też mieszkać w bloku, w którym są zsypy na śmieci. Leszek Baranowski dodaje zaś, że negatywny wpływ na sprzedaż mogą mieć też oznaki dewastacji – np. zniszczone klatki schodowe. Marcin Jańczuk wspomina, jak kilka lat temu sprzedawano trzypokojowe, funkcjonalnie rozplanowane mieszkanie na Sadybie. – Nie miałem zdjęć tego lokalu, ale opis przypadł klientce do gustu, więc zdecydowała się go obejrzeć – opowiada Marcin Jańczuk. – Okazało się, że właściciel mieszkania lubił mroczne klimaty: szafy wnękowe były czarne, ściany w odcieniach szarości, żarówki granatowe, nawet sanitariaty i ceramika w łazience były ciemne. Klientka spędziła tam zaledwie kilka chwil. Stwierdziła, że nawet po remoncie i zmianie kolorów nie byłaby w stanie zapomnieć pierwszego wrażenia – wspomina. Także Cezary Szubielski pamięta kilka historii, kiedy to klient rezygnował z transakcji. – Jedna z właścicielek mieszkania witała kupujących zdaniem: „ten budynek był kiedyś zagrzybiony i pęknięty”, chcąc pochwalić się swoimi działaniami, dzięki którym blok został naprawiony – opowiada dyrektor z Krupa Nieruchomości. – Mieliśmy też klientkę, która na wstępie powiedziała nabywcom, że budynek był przeznaczony do rozbiórki, bo groził zawaleniem. Co ciekawe, takie informacje nie znajdują żadnego odzwierciedlenia w cenie wywoławczej dyktowanej przez sprzedających – podkreśla. Dodaje, że na rynek trafiają też odzyskane mieszkania z najemcami, które mają bardzo atrakcyjną cenę. – Mamy np. lokale w budynku we Włochach, których metr kosztuje 4 tys. zł. Jednak wiadomość, że mieszkanie jest zajęte, powoduje, że potencjalny nabywca ucieka – mówi Cezary Szubielski. Leszek Baranowski wspomina z kolei historię, kiedy to spadkowe mieszkanie potencjalnym kupcom prezentował najemca. – Tłumaczył, skąd wzięła się duża plama na podłodze w przedpokoju. Twierdził, że w tym miejscu leżał... zmarły właściciel – opowiada przedstawiciel Braci Strzelczyk. [ramka][b]Chociaż posprzątaj [/b] Przedstawiciele agencji nieruchomości podkreślają, że mieszkanie wystawiane na sprzedaż musi być przede wszystkim czyste >> – Powinno sprawiać wrażenie dobrze utrzymanego. Nie mogą w nim zalegać zbędne rzeczy – podpowiada Marcin Jańczuk. – Rażą też drobne usterki, np. migająca żarówka, wiszące na ścianie gniazdko, zepsuta klamka. Warto to naprawić, bo takie rzeczy psują klimat przy oglądaniu mieszkania. Jeśli dawno nie było remontu, dobrze jest odmalować ściany czy wycyklinować podłogę. >> Piotr Wieszczyk z Maxon Nieruchomości uważa, że bałagan i nieprzyjemny zapach w mieszkaniu, a nawet palący na klatce schodowej sąsiad mogą zniechęcić potencjalnego klienta. – Zanim go przyprowadzimy, zróbmy porządek. Posprzątajmy resztki jedzenia, walające się ubrania. A jeśli obluzował się kran, to go po prostu przykręćmy – mówi pośrednik.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL