fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Zamek krzyżacki chętnie kupię

W pałacu w Nakomiadach Piotr Ciszek zrekonstruował manufakturę ceramiczną
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Barokowy pałac, lotnisko czy latarnia morska. W Polsce nie brakuje amatorów nietypowych nieruchomości
Andrzej Grabowski i Jerzy Borucki są współwłaścicielami grupy mleczarskiej Polmlek, która jest jednym z liderów na polskim rynku serów. Firma rozwija się na tyle dobrze, że jej właściciele postanowili kupić sobie... zamek. I to nie byle jaki, bo XIII -wieczną siedzibę komtura krzyżackiego w Gniewie.
– Za zamek zapłacono nieco ponad 14 mln zł. Do tego biznesmeni mają zainwestować w niego ponad 40 milionów – mówi "Rz" Agnieszka Świercz-Hyska z urzędu miasta w Gniewie.
 
 
Po co firmie mleczarskiej średniowieczny zamek? – Chodzi o pasję i pomysł na biznes – mówi "Rz" Andrzej Grabowski. – Mój wspólnik od lat jest członkiem bractwa rycerskiego. Co roku bierze udział w inscenizacji bitwy pod Grunwaldem. Zamek w Gniewie jest siedzibą jednego z najprężniejszych bractw rycerskich w Polsce. Chcemy rozpropagować odbywające się tu turnieje i inscenizacje rycerskie. Być może nawet będzie ich więcej.
Pracownicy Fundacji Zamek, która opiekuje się budowlą, od soboty oficjalnie zostają pracownikami Polmleku. – Przekazaniu firmie zamku będą towarzyszyć festyn i turniej rycerski – informują w Gniewie.
Na zamku ma też powstać luksusowy hotel. – Chcielibyśmy, by miał ok. 400 pokoi. Chyba każdy chciałby spędzić weekend w prawdziwym krzyżackim zamku – mówi Grabowski. Zapewnia, że zamek będzie też stał otworem dla wszystkich turystów, którzy nie zamierzają tam nocować.
Zamki krzyżackie są ostatnio w cenie. W czerwcu zamek w Ełku, którego historia sięga jeszcze czasów komtura Ulricha von Jungingena, kupił Piotr Basiewicz, regionalny potentat w branży rybnej. Zapłacił za niego niemal 2 mln zł. Jeszcze w okresie PRL w zamku mieściło się więzienie.
 
 
Ale amatorów zamków jest więcej i nie odstraszają ich nawet gruntowne remonty. Jarosław Cybulski, znawca win, restaurator, dwa lata temu kupił zamek Świny na Dolnym Śląsku. Teraz przygotowuje plany jego odbudowy. A pracy będzie sporo, bo z obronnego zamczyska pozostały tylko ściany.
– Ujął mnie, bo jest pięknie położony na wzgórzu – mówi "Rz" Cybulski, który na zamek natknął się podczas zwiedzania Dolnego Śląska. – To był impuls. Zamek kupiłem po miesiącu od jego zobaczenia.
Doświadczenie w restaurowaniu starych obiektów już ma. Pasją ich odnawiania zaraził się dziesięć lat temu. Kupił Dwór Chotynia koło Garwolina. Udało się go odnowić. Dziś działa tam hotel i chwalona przez znawców restauracja. Na tym nie poprzestał. Kupił też pałac koło Mińska Mazowieckiego.
Co znajdzie się w starych murach dolnośląskiego zamku? – Hotel, restauracja, piwnica win – wylicza Cybulski. Przyznaje, że sam chętnie zaszyłby się w wieży obronnej. – Można się tam ukryć, medytować, a w piwnicy trzymać dobre wino – planuje. Przyznaje, że na początku nawet żona była sceptyczna co do kupna historycznych obiektów. – Mówiła: daj spokój, po co ci to. Zmieniła zdanie, bo z Dworem Chotynia bardzo dobrze się udało.
Z kolei Piotr Ciszek 12 lat temu kupił pałac w Nakomiadach na Mazurach. To perła baroku holenderskiego z XVII w. – Skąd pomysł? Chodziło m.in. o to, by uciec z miasta – zdradza Ciszek.
Odpowiedniego obiektu szukał trzy miesiące. – Widziałem wiele dworów i pałaców – wiele doszczętnie zrujnowanych. Nakomiady mnie od razu ujęły. To magiczne miejsce – zapewnia. Dziś kończy remont obiektu. Zrekonstruowana została już pałacowa manufaktura ceramiczna. Wytwarzane są w niej repliki historycznych pieców, płytki ceramiczne.
– Manufaktura na siebie zarabia, pałac jeszcze nie – mówi Ciszek, ale dodaje, że w planach są pokoje gościnne, restauracja, a w manufakturze będą się odbywały warsztaty dla zainteresowanych ceramiką. Kto przyjedzie do Nakomiad, może wejść na teren posiadłości. Turystom udostępniono pałacowy ogród warzywny wzorowany na tym z francuskiego zamku – Chateau de Villandry. Mogą też zobaczyć odrestaurowany pałac – na razie tylko z zewnątrz.
 
 
Można też kupić latarnię morską. Tak zrobił przed kilku laty Stanley Michalak, kanadyjski biznesmen polskiego pochodzenia. Latarnia w Gdańskim Nowym Porcie z 1894 r. uchodzi za jeden z najładniejszych hydrotechnicznych obiektów Morza Bałtyckiego. Michalak ją odnowił i utworzył w niej Muzeum Światowego Latarnictwa. Z latarni rozciąga się przepiękny widok.
Ostatnio w modzie są też lotniska. Kierowca rajdowy Tomasz Kuchar za niemal 3 mln zł kupił dawne lotnisko wojskowe Debrzno.
– Planuję tam stworzyć profesjonalny ośrodek doskonalenia jazdy dla kierowców, a także prawdziwy certyfikowany ośrodek dla ciężarówek i autobusów – mówi "Rz" Kuchar.
Jego inwestycja nosi nazwę Rallyland. – Ma to być też miejsce, w którym wszyscy fani motosportów będą mogli po prostu bezpiecznie poszaleć – dodaje. W swoim ośrodku Kuchar chce też organizować eventy dla firm.
Inwestycja cieszy samorządowców z pobliskiego Debrzna, bo wróży to przyjazd fanów motoryzacji, na których miasto może zarobić.
Zdaniem psychologa biznesu dr Leszka Melibrudy powodów takich nietypowych inwestycji jest kilka. – Biznesmeni szukają czegoś oryginalnego, na czym można zarobić – uważa. – Niektórzy chcą w ten sposób zrealizować swoje pasje i marzenia, dobrze się bawić.
Nie bez znaczenia jest też według Melibrudy coś, co nazywa petardą wizerunkową. – Jeśli ktoś kupuje sobie np. zamek, to pokazuje konkurencji, że mu się dobrze powodzi.
– To, co udało się w Nakomiadach, zrobiliśmy własnymi rękami. Cieszymy się z żoną, że zostanie po nas jakiś ślad – mówi Piotr Ciszek.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA