fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Paranoidalna polityka PiS

Fotorzepa, AW Andrzej Wiktor
Przyjęta przez Kaczyńskiego strategia jest samobójcza i zamyka PiS drogę do jakiejkolwiek współpracy z partiami centrowymi. O koalicji nie ma nawet co wspominać – twierdzi polityk i publicysta
Przyznaję się. Dałem się nabrać Jarosławowi Kaczyńskiemu. W trakcie kampanii wyborczej, kiedy wiele osób twierdziło, że przybrał fałszywą maskę, udając przemianę z politycznego awanturnika w polityka spokojnego, gotowego do współpracy, broniłem go. Naprawdę wierzyłem, że ta jego przemiana pod wpływem katastrofy smoleńskiej jest autentyczna. Wydawało mi się, że rozmiar tragedii i szok z nią związany rzeczywiście go zmieniły.
Okazało się, że rację mieli ci, którzy twierdzili, iż to tylko maska założona na potrzeby kampanii wyborczej. Nie opadł jeszcze kurz po niej, a prezes PiS już maskę zrzucił. Powrócił stary Jarosław Kaczyński.
Widać wyraźnie, że nic nie zrozumiał z lekcji, jaką dostał w wyborach. Ponownie zaczął przemawiać agresywnym językiem, a do pierwszego szeregu wrócili tacy politycy jego partii jak Antoni Macierewicz. Pomysł, by to on kierował zespołem mającym wyjaśniać przyczyny katastrofy smoleńskiej, jest paranoidalny – jak zresztą cała polityka PiS w ostatnich tygodniach. Macierewicz od lat skutecznie zatruwa polską politykę, ale do tej pory mimo wszystko nie odgrywał pierwszoplanowej roli w PiS. Teraz natomiast to on ma się zajmować najważniejszą dla partii sprawą.
Kaczyński zamiast na umiarkowanie i kompromis postawił na walkę. Stąd uczynienie z katastrofy smoleńskiej głównego tematu. To dlatego w ostatnich dniach obserwowaliśmy kolejny spektakl pod nazwą walka o krzyż. To właśnie ci „obrońcy krzyża” stają się najważniejszym adresatem polityki Kaczyńskiego. PiS stara się obudzić wszystkie lęki i nienawiści Polaków. Obawiam się, że może mu się to udać.
Do tego dochodzi odsunięcie tych umiarkowanych polityków, którzy przyczynili się do uzyskania przez Kaczyńskiego bardzo dobrego wyniku w wyborach prezydenckich. Joanna Kluzik-
-Rostkowska czy Paweł Poncyljusz to umiarkowane rodzynki w morzu PiS-owskiego radykalizmu. To dzięki nim Kaczyński zdobył w wyborach setki tysięcy nowych głosów. PiS dostało szansę na nowe otwarcie. Wśród Polaków poprawiła się opinia na temat partii i jej lidera. Można powiedzieć, że PiS wyszło z narożnika i uzyskało zdolność koalicyjną.
Zamiast otrzymać nagrodę, ci politycy zostali odsunięci, a na ich miejsce awansowano sprawdzonych starych towarzyszy albo politycznych radykałów.
Zresztą z Prawa i Sprawiedliwości od dawna odchodzą nieliczni umiarkowani politycy i tacy, którzy mają odrobinę zdrowego rozsądku. Nawet dla Ludwika Dorna, który co prawda umiarkowany nie jest, ale potrafi na wiele spraw spojrzeć rozsądnie, zabrakło w partii miejsca.
Przyjęta przez Kaczyńskiego strategia jest samobójcza i zamyka PiS drogę do jakiejkolwiek współpracy z partiami centrowymi. O koalicji nawet nie ma co wspominać. To sprawia, że Kaczyński świadomie skazuje się na polityczny margines. I dobrze, że tak się stanie, gdyż poziom paranoi w tej partii przybiera coraz groźniejsze rozmiary i jej ewentualne dojście do władzy mogłoby być dla Polski dużo niebezpieczniejsze niż w 2005 roku. Nie wierzę jednak, by ludzie dali się jeszcze kiedyś nabrać Jarosławowi Kaczyńskiemu. Na szczęście.
[i]—not. js[/i]
[i]Jan Lityński, uczestnik protestów studenckich w 1968 r., działacz opozycji w latach 70., członek KSS KOR, działacz podziemnej „Solidarności”. W latach 90. był posłem Unii Demokratycznej i Unii Wolności, obecnie jest w Partii Demokratycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA