fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Gorące wakacje w cieniu lotniczych strajków

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Turystów, którzy będą podróżować po Europie, czeka fala protestów przewoźników
Zatłoczone lotniska, bo samoloty są opóźnione lub odwołane. Nabrzeża, z których nie odpływają promy i statki. Tłumy podróżnych zgromadzonych na peronach, bo pociągi „wypadły” z rozkładu. Z takim scenariuszem muszą się liczyć urlopowicze, którzy zaplanowali wakacje w Europie w kilku najbliższych tygodniach.
– Największe kłopoty będą mieli ci, którzy zechcą podróżować 23 sierpnia. Na ten dzień we Francji, w Grecji, Hiszpanii, we Włoszech i w Portugalii zaplanowano strajk generalny. Wtedy cały transport może być sparaliżowany. Zapowiada się prawdziwy dramat – mówi „Rz” Frances Tuke, rzeczniczka brytyjskiej organizacji turystycznej ABTA.
[wyimek][srodtytul]228 mln dol.[/srodtytul] kosztowały British Airways 22 dni strajku personelu[/wyimek]
Wisi na włosku kolejny strajk personelu pokładowego British Airways, który nie zgadza się na narzucane przez zarząd nowe warunki zatrudnienia. Największy brytyjski przewoźnik już kilkakrotnie w tym roku przerywał pracę, nawet na tydzień. Trzeba liczyć się również ze strajkami transportu publicznego we Francji i Hiszpanii.
Kontrolerzy lotów w Hiszpanii, którym rząd tnie pensje, zapowiedzieli strajki na 31 lipca oraz 1, 7, 15, 23 i 31 sierpnia. W tych dniach można się więc spodziewać poważnych opóźnień samolotów wylatujących z Katalonii (Barcelona, Gerona), Majorki i Ibizy oraz Walencji i Alicante. Kontrolerzy we Francji i Grecji planują w ciągu dwóch miesięcy kilkanaście strajków.
Większość protestów jest potwierdzana w ostatniej chwili. Jeśli więc wybieramy się na zagraniczne wakacje, powinniśmy śledzić wydarzenia i mieć kontakt z linią lotniczą czy biurem podróży. Wiarygodne informacje znajdziemy na portalach turystycznych oraz stronach linii. Przy rezerwacji biletów niezbędne jest podanie numeru komórki – wówczas w wypadku groźby strajku przewoźnik ma szansę przekazania informacji o zmianach w rozkładzie.
Jeżeli nie jedziemy na wakacje zorganizowane, ale wszystkie rezerwacje robimy sami, rozsądnie jest zapłacić tylko za pierwszą noc. Po pierwsze możemy nie dojechać, po drugie w czasach kryzysu finansowego hotele i pensjonaty często bankrutują. Warto też zostawić sobie pieniądze na czarną godzinę, nawet za cenę rezygnacji z najwspanialszego zakupu. Nie ma żadnej gwarancji, choć tak być powinno, że linia lotnicza czy biuro podróży w razie strajku natychmiast pospieszy z pomocą finansową.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA