fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Radę IPN wybiorą politycy?

ROL
Posłowie mają prawo wskazać władze Instytutu, jeśli nie zrobią tego naukowcy. A ci raczej nie zdążą
Znowelizowana w marcu głosami Platformy, PSL i SLD ustawa o IPN weszła w życie 27 maja. Skomplikowany system wyboru nowych władz Instytutu, jaki przewiduje, sprawia, że zapisanej w niej terminów zapewne nie uda się dotrzymać.
[srodtytul]Czekać? Nie czekać?[/srodtytul]
Już 27 lipca bowiem, czyli w najbliższy wtorek, mija przewidziany przez ustawę dwumiesięczny termin wyboru zgromadzenia elektorów, które będzie z kolei uczestniczyć w wyborze Rady IPN. Elektorów powołują, po jednym, 24 instytucje naukowe.
Tymczasem, jak sprawdziła „Rzeczpospolita”, IPN otrzymał informacje o wyborze zaledwie pięciu. Poza tym – jak poinformował niedawno p. o. prezesa Instytutu Franciszek Gryciuk – niektóre uczelnie odłożyły to do jesieni. Czyli już po ustawowym terminie.
Jeśli więc zgromadzenie elektorów nie zacznie pracy, nie przedstawi w terminie kandydatów do Rady IPN. A w takiej sytuacji muszą ich wskazać Sejm i Senat. Wpływ na Radę mieliby wówczas wyłącznie politycy, a nie profesorowie.
Czy posłowie zrobią to? Wojciech Wilk (PO), szef podkomisji zajmującej się zmianą ustawy o IPN, mówi, że się nad tym nie zastanawiał. – Na gorąco mogę tylko stwierdzić, że być może trzeba czekać na wybór uczelni albo nawet znowelizować ustawę – rozważa.
A opozycja? – Od początku było dla mnie jasne, że nowelizacja ustawy o IPN, prowadzona pod hasłem odpolitycznienia, miała tak naprawdę ograniczyć niezależność tej instytucji i oddać ją pod wpływy jednej opcji politycznej – mówi „Rz” Zbigniew Girzyński z PiS.
Poseł jest przekonany, że przedstawiciele opozycji nie będą mieli nawet symbolicznego wpływu na proces wyłaniania władz Instytutu.
– Nie zamierzamy skorzystać z prawa wyboru członków Rady zamiast naukowców – zapewnia Stanisław Rydzoń (Lewica). – To by zaprzeczało duchowi ustawy. Taką możliwość zapisano tylko na wszelki wypadek. Moim zdaniem trzeba czekać na decyzje uczelni.
Wybór Rady IPN jest bardzo ważny, bo to dziewięcioosobowe gremium nie tylko zaproponuje parlamentowi kandydata na nowego prezesa Instytutu. Przez sześć lat (tyle trwa jej kadencja) będzie też m.in. oceniać działania Biura Lustracyjnego i politykę ścigania przestępstw prowadzoną przez pion śledczy IPN, brać udział w ustalaniu programów badawczych i określaniu „priorytetów w zakresie udostępniania dokumentów”.
[srodtytul]Wyjście awaryjne[/srodtytul]
Dlaczego większość z 24 instytucji naukowych, mających z mocy ustawy do tego prawo, dotąd nie wybrała elektorów? Prof. Andrzej Paczkowski, członek Kolegium IPN i pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN, uważa, że termin wyboru był nierealny.
– Mój instytut zdołał wyłonić kandydatów, ale większość uczelni prowadzących działalność nie tylko badawczą, lecz i dydaktyczną, nie miała na to szans. Ustawa weszła w życie tuż przed sesją egzaminacyjną. Potem zaczęły się wakacje. Większość uczelni nie była w stanie zwołać gremiów mających wyłonić elektorów – tłumaczy prof. Paczkowski w rozmowie z „Rz”.
Prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były doradca tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem prezesa IPN Janusza Kurtyki, sądzi, że w zapisach ustawy nie chodziło o to, by tylko politycy mieli wpływ na wybór władz Instytutu.
– Platforma miała zamysł, by włączyć do tych wyborów także środowisko akademickie, bo inaczej można było w ustawie zapisać wprost, że Radę IPN wybierają Sejm, Senat i prezydent – zaznacza. – Terminów jednak nie uda się dotrzymać, zobaczymy zatem, czy będzie wola, by skorzystać z tego wyjścia awaryjnego, jakie pozostawiono politykom, czy jednak poczekają oni na decyzje rad naukowych po wakacjach.
Ale na to ustawa w obecnym kształcie nie zezwala.
– Moim zdaniem terminy wyboru elektorów zapisane w ustawie były wystarczające. Nikt nie zwracał na to uwagi w trakcie prac – mówi „Rz” poseł Wilk. Innego zdania jest poseł PiS Arkadiusz Mularczyk: – Już w czasie sejmowych prac było jasne, że te terminy są nie do dotrzymania. Ktoś chce wykoleić działalność Instytutu i to się, niestety, udaje.
Dlatego opozycja już w kwietniu zaskarżyła ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, a poseł Mularczyk będzie jednym z reprezentantów Sejmu w czasie tego postępowania.
We wniosku napisano m. in., że ustawa narusza prawa obywateli do prywatności oraz dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach, a także że jest niezgodna z zasadami przyzwoitej legislacji, w szczególności godzi w zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa (art. 2 konstytucji). Pod wnioskiem podpisało się 150 posłów, głównie z PiS.
[ramka][srodtytul]Dwa głosy prezydenta[/srodtytul]
W wyborach nowych władz IPN uczestniczy też prezydent – ma wpływ na wybór dwóch z dziewięciu członków Rady Instytutu. To jemu Krajowa Rada Sądownictwa (KRS), w której zasiadają też parlamentarzyści, przedstawi czterech kandydatów. Prezydent wybierze dwóch z nich. W wyborach kolejnej Rady IPN uczestniczyć już będzie obok KRS powoływana właśnie Krajowa Rada Prokuratury. Wówczas ona i KRS przedstawią głowie państwa po dwóch kandydatów do Rady, a ten wybierze po jednym z nich.
KRS na wybór kandydatów do pierwszej Rady ma trzy miesiące od wejścia w życie ustawy, czyli do 27 sierpnia. Gdyby nie wybrała kandydatów na czas – prezydent sam powinien powołać „swoich” członków rady. Pięciu członków Rady IPN wyłoni Sejm, a kolejnych dwóch – Senat. [i]—eł[/i][/ramka]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=e.losinska@rp.pl]e.losinska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA