fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Płakałam dwa dni

Fotorzepa, pn Piotr Nowak
Rozmowa „Rzeczpospolitej”: Siatkarka reprezentacji Polski Katarzyna Skowrońska-Dolata
[bb]Rz: Kiedy zagrała pani ostatni mecz w reprezentacji?[/b]
[b]Katarzyna Skowrońska-Dolata:[/b] Na igrzyskach w Pekinie, ale dopiero jak pan zapytał, uświadomiłam sobie, że to już dwa lata minęły. Nie ukłuło mnie to jednak specjalnie, bo grałam w najsilniejszej lidze świata, włoskiej Serie A.
[b]Kadra jest odmłodzona, niektóre dziewczyny znają panią tylko z telewizji, a pani pewnie o nich nawet nie słyszała...[/b]
Nazwiska znałam, ale imion musiałam się uczyć. Jeszcze nie tak dawno to ja byłam tą perspektywiczną zawodniczką, a teraz, mając 27 lat, należę do najstarszych. Przypomniały mi się wcale nie tak dawne czasy, gdy wchodziłam do kadry i Dorota Świeniewicz nie wiedziała, kim jestem. Jak widać, czas leci bardzo szybko.
Przed rokiem przeciążone ścięgno Achillesa dało znać o sobie. Z poprzednich trzech turniejów o mistrzostwo Europy przywiozła pani dwa złote medale i czwarte miejsce. W Łodzi Polki zdobyły brąz, ale bez pani...
Cieszyłam się razem z nimi, bo to był wielki sukces, choć było mi przykro, że mnie tam nie ma, ale mój własny problem był bardzo bolesny. Ścięgno zostało naprawione bez operacji, ale chwilami mówiłam sobie, że byłoby łatwiej to przeżyć właśnie w taki sposób. Zasnąć na stole, obudzić się już po wszystkim i nie cierpieć tak, jak cierpiałam.
[b]Pani mąż mówił, że chodziła pani po ścianach, mając dość tej nowatorskiej kuracji, której poddano panią we Włoszech...[/b]
To były cztery serie, co miesiąc jedna, bardzo bolesnych zastrzyków wywołujących sztuczny stan zapalny w leczonym ścięgnie. Nie mogłam przy tym brać żadnych środków przeciwbólowych, więc jedynym sposobem, by nie zwariować, były tabletki na sen. Dzięki nim spałam kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Na szczęście kuracja zdała egzamin, ale nie zmienia to faktu, że chodzić musiałam się uczyć od nowa, jak dziecko.
[b]Trener Jerzy Matlak pytany o najważniejsze cele reprezentacji mówi o igrzyskach w Londynie za dwa lata. Tegoroczne mistrzostwa świata w Japonii traktuje jako przystanek na drodze do celu. Pani też tak to widzi?[/b]
Mam nadzieję, że będzie lepiej niż cztery lata temu, też w Japonii. To po pierwsze. Po drugie nie chcę tam jechać na wycieczkę. Jeśli decyduję się na cztery miesiące ciężkich przygotowań, to po to, by wygrywać. Nie wiem, czy to realne, ale spróbować trzeba.
[b]Od nowego sezonu będzie pani zawodniczką Fenerbahce Stambuł. Dlaczego opuszcza pani Włochy?[/b]
Wahałam się długo, Turcy trzykrotnie podbijali stawkę, ale ja, proszę mi wierzyć, nie chciałam opuszczać Włoch. Czuję się tam jak w domu. Mam włoski dowód osobisty, niedawno kupiliśmy w Pesaro mieszkanie, tuż przy plaży. Stoją w nim nowe meble, podłoga pachnie świeżością. Dwa dni płakałam po tym, gdy w końcu podjęłam decyzję.
[b]Co więc panią przekonało, jeśli nie pieniądze?[/b]
Chcę wygrać Ligę Mistrzów. To jedyne klubowe trofeum, którego nie mam. We Włoszech zdobyłam wszystko – mistrzostwo, puchar, superpuchar. Zajęło mi to pięć lat. Mogę więc powiedzieć, że czuję się spełniona. Teraz czas na nowe wyzwania. A skład Fenerbahce daje takie szanse. Będzie tam grać znakomita Rosjanka Ljubow Sokołowa, Chorwatka Natasza Osmokrović, Niemka Christiane Fuerst i najlepsza rozgrywająca świata Brazylijka Fafao. Kiedyś mówiłam, że gra z nią to moje marzenie. Teraz się spełni.
[b]No i trener, Brazylijczyk Ze Roberto. Wiedziała pani, że on też wybiera się do Turcji?[/b]
Podejrzewałam, ale nie byłam pewna. Teraz wiem, że postawił na mnie, to on chciał mnie w Stambule. Pracowaliśmy razem w Scavolini Pesaro i to był chyba najlepszy okres w moim sportowym życiu. Tak znakomitego trenera jeszcze nie miałam. Najlepszą wizytówką są jego sukcesy. Najpierw do złotego medalu igrzysk olimpijskich doprowadził reprezentację Brazylijczyków, a później Brazylijki.
[b]Jaki on jest?[/b]
Taki, jak powinien być idealny trener. Nikogo nie wyróżnia, nie jest tak, że jedną targa po podłodze, a druga może stać z rękami na biodrach. Miły, delikatny, potrafi jednak krzyknąć, kiedy trzeba. Potrafi też pokazać, że do trudnej piłki można się rzucić i ją odebrać, choć ma już 50 lat. A gdy wystawia (był reprezentacyjnym rozgrywającym), piłka dochodzi tam, gdzie trzeba. I nie widzi nic nienormalnego w tym, że idzie z zawodniczką i jej mężem na kolację i godzinami rozmawiają o wszystkim, tylko nie o siatkówce.
[b]Tureckiego już się pani uczy?[/b]
Wystarczy włoski, będę tam tylko pół roku. Trener i większość zawodniczek mówią przecież w tym języku. W Stambule byłam kilka razy, to ogromne miasto. Znajomi, którzy mieszkają tam dłużej, twierdzą, że jest fascynujący. Przerażają mnie tylko korki i styl jazdy miejscowych kierowców. Wszystkie będziemy jednak mieszkać w jednym apartamentowcu i wozić nas będzie klubowy bus. To decyzja prezesa, który stracił w wypadku syna i nie da nam samochodów, by nie ryzykować.
[b]Jest pani pewna, że pieniądze z kontraktu wpłyną na pani konto?[/b]
Fenerbahce to wielosekcyjny, doskonale zorganizowany klub i, co najważniejsze, wypłacalny. Acibadem, główny sponsor, to firma, która prowadzi w Turcji sieć prywatnych szpitali. W siatkówkę wpompowano miliony, teraz czekają na wielkie sukcesy i między innymi ja mam w tym pomóc.
[b]Nie boi się pani zazdrości reprezentacyjnych tureckich siatkarek, które w większości będą rezerwowymi?[/b]
Zazdrość jest wszędzie, w Polce i we Włoszech też. Najważniejsze to umieć rozmawiać, kiedy naprawdę pojawia się problem. Nie sądzę, by w Turcji było inaczej. Kobieca siatkówka cieszy się tam ogromną popularnością, znacznie większą niż męska, więc na pewno będziemy tego doświadczać na własnej skórze, ale o to się nie martwię. Polscy kibice reagują przecież nie mniej gorąco.
[b]W Pesaro żałowali, że pani odchodzi?[/b]
Nikt nie dramatyzował. To jest sport, jedni przychodzą, inni odchodzą. Chciałam tylko, by na moje miejsce przyszedł ktoś mocny, żeby nie było po mnie dziury. Z Manon Flier, znakomitą holenderską atakującą (wicemistrzyni Europy), mamy tego samego menedżera, więc rzuciłam taką propozycję. Tego samego dnia to załatwił i Flier zastąpi mnie w Pesaro.
[b]Gdyby przyszła do pani młoda siatkarka i zapytała o wybór sportowej drogi, powiedziałaby jej pani, by jechała do Włoch i tam walczyła o lepszą przyszłość?[/b]
Nie tak dawno miałam taką rozmowę z 15-letnią dziewczyną, która zadawała dużo pytań. Na pewno pośpiech nie jest wskazany. W Polsce mamy dobrych trenerów, którzy potrafią nauczyć podstaw siatkówki, problemy pojawiają się później. Dlatego na uniwersytet radziłabym jednak wyjechać, z wielu względów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA