fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Prezydent nolens volens

Paweł Bravo
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
„Po fanach Gierka przyszła pora na zawojowanie fanów Krystiana Legierskiego“ – to propozycja Łukasza Warzechy z Faktu pod adresem Joanny Kluzik-Rostkowskiej, której felietonista proponuje – w nagrodę za kampanię – miejsce na czele parady szykowanej na przyszłą sobotę w Warszawie.
Złośliwostka Warzechy jest daremna, wspomniani przez niego fani zdecydowanie wolą się przypomnieć zwycięzcy obecnego rozdania. W Wyborczej znalazł się wywiad z prezydentem-elektem, złożony w większości z typowej politycznej mowy-trawy („wszystkie moje obietnice zostaną wykonane“, „możemy proponować nowe rozwiązania. Może cząstkowe, nieobarczone tak bardzo ryzykiem politycznym… bo przecież nie chodzi o to, żeby ludzi bolało“), zakończony pointą „traktuję moją wygraną jako dowód zaufania, że wspólnie z rządem zmodernizujemy kraj w zgodzie z tradycyjnym światem wartości“. Nie sam wywiad jednak jest ciekawy (choć wrócimy jeszcze do niego), ale sposób, w jaki redakcja go szczelnie opakowała.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/pawelbravo/2010/07/10/prezydent-nolens-volens/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Więcej szpalt niż słowa elekta zajmują wydrukowane przed i po nim teksty czterech przodujących piór. Jarosław Kurski przypomina groźnie formułę, że „jeżeli Platforma (…) nie pokaże że jest partią reformatorską, otwartą na kulturowe i obyczajowe postulaty demokracji europejskiej, to następne wybory przegra“. Marek Beylin ogłasza, że w wyborach ujawniło się „nowoczesne społeczeństwo“ i „idzie nowe“. Dla Pawła Smoleńskiego „Polska (…) zmieniła się radykalnie, to już nie ten sam kraj, co kilka lat temu“. Miernikiem tej zmiany jest to, że zwycięstwo Komorowskiemu dał języczek u wagi wystawiony przez rzesze domagające się refundacji kosztów in vitro, parytetu płci i związków jednopłciowych. I dalej: „głosowałem na pana w nadziei, że nie uzna pan zachodzących w Polsce zmian za zagrożenie, lecz za normalny proces modernizacyjny“. Mirosław Czech również zapowiada, że „potencjalnym źródłem odpływu sympatyków PO mogą być sprawy światopoglądowe jak kwestia in vitro, prawa mniejszości seksualnych, czy parytet“.
Nie dziwi ten kwartet w tempie gravissimo, skoro elekt twierdzi lekceważąco: „Mówiłem że jestem za refundacją in vitro. Nie zobowiązywałem się jednak, że podpiszę jakąś ustawę, skoro nie wiem, jaka ona będzie“. A jak nie przyjdą z Sejmu takie ustawy? – pyta redakcja. „To nie będzie czego podpisywać“. No tak, jak pisze Kurski, Komorowskiego Wyborcza poparła „nolens volens“ i teraz trzeba zadbać, by on sam nolens volens popłacił długi. Smuci mnie przy okazji fakt, że kwestię refundacji zapłodnienia pozaustrojowego podniesiono do rangi wyznacznika kondycji cywilizacyjnej Polski. Nie możnaby znaleźć innego pola, na którym się pokazuje figę Kościołowi (bo chyba o to chodzi), a kwestię dzieci z próbówki zostawić w spokoju z poszanowaniem ludzi, których to dotyczy osobiście? Dla jasności, jestem za tym by to w granicach rozsądku budżetowego dofinansować, ale nie widzę powodu, by czynić z tego casus belli.
„Do polskiego [śledztwa] trudno mieć zastrzeżenia, jestem też ostatni, który by wysuwał zastrzeżenia co do współpracy polsko-rosyjskiej“. Poza krótkim fragmentem wywiadu z Komorowskim Wyborcza nie odnotowuje dziś wcale kwestii stanu smoleńskiego śledztwa w 90 dni po katastrofie. „Rzeczpospolita“ tymczasem na czołówce woła, że jest „Coraz więcej pytań“, Fakt domaga się „Chcemy akt katastrofy“ i drukuje własną listę pytań, sprawa zajmuje także czołówkę „Naszego dziennika“. Może wyjaśnienie tkwi w przywoływanym już felietonie Marka Beylina: „Kaczyński będzie wykorzystywał propagandowo katastrofę smoleńską, ale to wydarzenie, jeszcze dziś politycznie gorące, szybko straci nośność“. Jak rozumiem, chodzi o to, żeby ostygło jak najszybciej, więc lepiej udawać, że w salonie nie ma żadnego słonia. Ciekawe, bardzo brzemienne w treści, choć mimochodem rzucone słowa.
W kategorii „zdań-mimochodów“, odnotujmy z kronikarską sumiennością jeszcze dwa nowe okazy: Jan Maria Jackowski w „Naszym dzienniku“ po raz pierwszy, z tego, co wiem, w prasie codziennej próbuje przypisać Komorowskiemu udział w masonerii. Swój wywód bierze ze zdania Janusza Palikota, że Kościół przegrał z Oświeceniem. A „przedstawiciel oświecenia“ to w domyśle „wolnomyśliciel a może nawet wolnomularz (…) Czyżby zatem sztuka królewska miała zagościć w Belwederze wraz z panami w fartuszkach z cielęcej skórki?“.
W „Wyborczej“ z kolei członkini zespołu Krytyki Politycznej Małgorzata Kowalska po raz pierwszy wypowiada dawno nie słyszane słowo na F w związku z Jarosławem Kaczyńskim: „równość proponowana przez Kaczyńskiego (…) to równość pomiędzy tak samo myślącymi obywatelami. To mi się kojarzy niemal z faszyzmem“. Tydzień temu w tekście na stronie internetowej KP ta sama autorka się nie certoliła w żadne „niemal“, tu widzimy tonizujący wpływ mainstreamowych mediów. Pani profesor Kowalska jest „badaczką francuskiej humanistyki XX wieku“, stosowną nagrodą za jej odważny gest byłaby ozdobna edycja „Bani w Paryżu“ Janusza Szpotanskiego, gdyby ten utwór istniał na rynku księgarskim. A nie istnieje, bo za dużo ważnych osób z lewa i prawa mogłoby wskutek upowszechnienia tej lektury ponieść szwank na swoich delikatnych ego.
Analogicznie - tylko zazdrością mandarynów i mandarynek polskiego kina tłumaczę sobie absurdalny fakt, że „Rękopis znaleziony w Saragossie“ najbliżej można kupić w brytyjskim Amazonie, ale nie w Polsce. Z jakiego innego powodu film uwielbiany przez Bunuela, wydany w świecie anglosaskim z rekomendacją Martina Scorsese i Francisa Forda Coppoli, nie doczekał się edycji w Polsce przez taki czy inny instytut do spraw szlifowania narodowych klejnotów rodowych? A przyszło mi to do głowy przy lekturze pięknej sylwetki Elżbiety Czyżewskiej pióra Anny Bikont w Wysokich Obcasach.
Zwykłem omawiać tu artykuły z gazet, by oszczędzić Państwu konieczności czytania. Tym razem odwrotnie – bardzo chcę zachęcić do lektury całości. Czyżewska umarła wcześnie, jak na swoje pokolenie, zbyt wielu osobom musiałaby się autorka ponarażać, inkrustując jej sylwetkę większą liczbą plotek i smaczków, ale i tak jest to tekst pasjonujący, jego streszczanie mija się z celem. Jak mówi jedna z rozmówczyń Bikont: „Ela miała ten sam typ tragicznej wrażliwości, co Marylin Monroe, Janis Joplin, Jimi Hendrix. Mogłaby stać się taką wielką legendą, gdyby nie urodziła się w Polsce (…) Nie pasowała do niczego i do nikogo. Mówi się, że nie wykorzystała talentu [w USA], bo nie miała właściwego akcentu, ona go nie wykorzystała, bo nie była gotowa się sprzedać“.
Ja jednak się cieszę, że stała się nie-wielką legendą, ale za to polską. Sentyment czuję osobliwie do roli rozpustnej Frasquity w „Rękopisie“ ale i tak pewnie najpierwsze, co trzeba zapamiętać, to jej samotny taniec z „Wszystko na sprzedaż“ Wajdy. „Komedie się gra na serio, bo tylko wtedy są śmieszne“ – mówiła parę lat temu w wywiadzie. Radzę więc czym prędzej zostawić źle zagrane polityczne komedie, nie myśleć o tych ludziach nie mających właściwego akcentu a i tak gotowych się sprzedać, a po prostu obejrzeć ten taniec [link=http://www.youtube.com/watch?v=fMjUfKX9M3A&feature=related]http://www.youtube.com/watch?v=fMjUfKX9M3A&feature=related [/link].
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA