fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Zmotywowani i poparzeni

Piotr Kowalczuk
Fatalnie – bo w szpitalu – zakończyła się przygoda pracowników agencji handlu nieruchomościami na kursie motywacyjnym w Vermicino. Kazano im chodzić po rozżarzonych węglach
Tecnocasa, jedna z większych włoskich agencji nieruchomości, postanowiła w dobie kryzysu i zapaści na rynku zmotywować swoich pracowników z Rzymu i okolic do wytężonej pracy. Misję powierzono specjalistycznej firmie Alessandro Di Priamo, która od 12 lat motywuje pracowników poważnych włoskich firm i spółek, m.in. potężnego banku San Paolo-Imi, grupy hotelowej Movenpick, Renault Italia, Nissan Italia, wielu spółek ubezpieczeniowych, a nawet supermarketów.
Jak wynika z bogatej w treść strony internetowej www.alessandrodipriamo.it, założyciel i właściciel firmy specjalizuje się w maratonach pustynnych (240 km po Saharze) i za odpowiednią opłatą gotów jest przekazać chętnym swoje doświadczenia w przezwyciężaniu barier mentalnych i fizycznych. Obiecuje, że dzięki jego metodzie PNL (Programowanie – Neutrony – Lingwistyka) nawet zahukana biurowa myszka przemieni się w charyzmatycznego lidera, patentowani lenie w stachanowców, a zakompleksieni nabiorą do siebie należytego szacunku. Oferuje również usługi dla sportowców – indywidualnie i w grupach. Napisał nawet na ten temat książkę “Oltre” (“Przekroczyć granice”), która doczekała się już trzech wydań.
[wyimek]Media radzą kursantom chodzić na rękach, by poprawić ukrwienie mózgu[/wyimek]
Tecnocasa wysłała swoich pracowników na przekraczanie granic do hotelu w pięknej renesansowej willi w Vermicino niedaleko Rzymu w ramach dwudniowego szkolenia “Motivation Day”. Właściciel nieco się zdumiał, gdy na zakończenie polecono mu w niemal 40-stopniowym upale rozpalić piece, a potem wysypać węgle na piaskową ścieżkę. Chwilę potem motywator poprowadził nią dziewięcioro kursantów. Niestety, wszyscy oni dotkliwie się poparzyli, a gdy okłady z surowych kartofli nie pomogły, wylądowali w szpitalu. Motywator tłumaczy, że najwidoczniej uczestnicy nie podeszli do kursu z należytą powagą i skupieniem, zwłaszcza że jemu spacer po węglach nie zaszkodził. Teraz kursanci mogą w spokoju analizować swoje błędy, bo hospitalizacja potrwa minimum dziesięć dni.
Wszystko miało być inaczej. Jak wynika ze strony internetowej Di Priamo, “chodzenie po rozżarzonych węglach (firewalking) uczy regulacji stanu ducha i własnych zachowań, tak by być gotowym do podejmowania odważnych decyzji i dzięki temu łatwo osiągać peak performance (szczytowe osiągnięcie)”.
Bezlitosne włoskie media pytają: w łóżku czy w biurze? Doradzają, by poparzeni próbowali teraz chodzić na rękach, bo to prowadzi do ukrwienia mózgu. Stacje radiowe grają na przemian “I Bring You Fire” i “Light My Fire”, wyrażając przy okazji nadzieję, że pan Di Priamo na swoich kursach nie uczy chodzenia po wodzie.
[i]—Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i]
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=p.kowalczuk@rp.pl]p.kowalczuk@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA