fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Boga nie ma

Stefan Szczepłek
Rzeczpospolita
Jerzy Pilch się cieszy, bo przewidział na naszych łamach zwycięstwo Niemców. Wraz z nim, jak zdążyłem się zorientować, sporo Polaków.
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2010/07/05/boga-nie-ma/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Astor Piazzolla przewraca się w grobie, Evita płacze po Argentynie, a Argentyna ma problem. To już nie chodzi tylko o porażkę z Niemcami poniesioną w okolicznościach uwłaczających argentyńskiej godności. Chodzi o to, że wraz z piłkarzami przegrał bóg stojący na ich czele.
Kiedy Diego Maradona został trenerem reprezentacji Argentyny, niewielu jego rodakom zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza. Panowała raczej powszechna euforia wynikająca z prostego założenia, że skoro Maradona był geniuszem futbolu i został mistrzem świata, to powtórzy sukces jako trener. Tym bardziej że w drużynie ma najlepszego piłkarza świata Leo Messiego i paru innych artystów podziwianych od Patagonii po Kamczatkę.
Ale Argentyna w jeszcze boleśniejszy sposób niż Brazylia przekonała się, że sama obecność gwiazd i liczenie na błysk geniuszu nie wystarcza w takiej grze jak piłka nożna, zwłaszcza na mistrzostwach świata.
[wyimek]Argentyna była grupą kolegów z podwórka, jak Paragon i Perełka, ale bez trenera[/wyimek]
To nie przypadek, że nie ma już w turnieju Fabia Cannavaro, Wayne’a Rooneya, Didiera Drogby, Cristiano Ronaldo, Kaki, Robinho, Messiego, czyli spiżowych bohaterów reklam Nike i lokomotyw Adidasa. To są twarze futbolu, ale oni w pojedynkę meczów nie wygrywają. Musi być zgrany, nieskonfliktowany zespół i mądry trener. Argentyna okazała się grupą kolegów z podwórka, odpowiedników Paragona i Perełki, mających dobrego ojca Don Diego, który piłkarzem był lepszym niż Wacek Stefanek z powieści Adama Bahdaja, całuje każdego przed wyjściem na boisko, mówiąc: grajcie, jak umiecie najlepiej, ale o trenowaniu pojęcia nie ma.
Chłopcy grać potrafią, jednak trafili na lepszych od siebie, z niemieckiej szkółki pełnej trenerów, lekarzy, opiekunów. Nie żonglują piłką tak jak ci z Buenos Aires i Rosario, ale mają wszystko rozpisane, poukładane i wiedzą, jak sobie z takimi żonglerami dać radę. I kiedy okazało się, że Niemcy pierwsi strzelili bramkę, powstał problem, jakiego jeszcze na argentyńskiej ławce i w jej okolicach nie było. Ojciec załamał ręce, a wraz z nim cały naród. Bo to był bóg ojciec, jego ręka była boska (chociaż z Che Guevarą na bicepsie), myśli były boskie, tylko prawdziwy Pan Bóg nic o tym nie wiedział i nie przyszedł mu z pomocą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA