fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nie można udawać, że tragedii nie było

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Trudno wyobrazić sobie, żeby Jarosław Kaczyński nie odwoływał się w kampanii do spuścizny po tragicznie zmarłym bracie – mówi były premier i polityk SLD w rozmowie z Jarosławem Stróżykiem
Rz: Panie premierze, kto ma prawo powoływać się na dziedzictwo ofiar katastrofy pod Smoleńskiem?
Myślę, że nikt. W końcu nie mamy do czynienia z żadną dynastią, żeby powoływać się na jakieś dziedzictwo. Na pokładzie prezydenckiego samolotu było wiele wspaniałych osób z różnych obozów politycznych i różnych środowisk. Wszystkim nam ich bardzo brakuje, ale trudno mówić o jakimś wspólnym dziedzictwie tych ofiar. Co najwyżej może to jedynie dotyczyć prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Dlaczego akurat jego?
Jego zwolennicy mogą powoływać się na jego dzieło. Tym bardziej że on wyznaczał jakiś kierunek w budowie polskiego patriotyzmu. W trakcie swojej prezydentury bardzo dużą wagę przywiązywał do polityki historycznej. Nadawał ordery i odznaczenia. Organizował uroczystości mające uczcić ważne polskie rocznice. Miał też swój własny pomysł na prowadzenie polityki zagranicznej Polski, zwłaszcza polityki wschodniej. Nie wszyscy się w 100 proc. z tą polityką Lecha Kaczyńskiego zgadzali, ale trudno było jej odmówić pewnej wyrazistości. Jednak także w tym przypadku nie mówiłbym o jakimś szczególnym dziedzictwie, gdyż uważam, że to jest jednak zbyt duże słowo. Raczej mówmy o pewnym programie pana prezydenta, który – jak rozumiem – PiS chciałby dalej realizować... Moim zdaniem o wspólnym dziedzictwie możemy mówić jedynie w przypadku pamięci o Katyniu.
Pamięci o Katyniu?
Tak, gdyż pamięć o Katyniu może być rzeczywiście wspólnym dziedzictwem wszystkich tych, którzy zginęli w tej katastrofie. Wszyscy jechali tam, by uczcić ofiary tej okropnej zbrodni i to ich łączyło, niezależnie od innych różnic.
Nie uważa pan jednak, że pamięć o Katyniu trochę co innego znaczyła dla Lecha Kaczyńskiego i jego zwolenników, niż na przykład dla zwolenników lewicy?
Oczywiście, że Lech Kaczyński miał na tym polu większe zasługi, gdyż od lat walczył o prawdę o Katyniu. Co roku brał udział w obchodach rocznicy zbrodni. Odznaczał osoby zasłużone dla walki o pamięć o tej zbrodni. Można powiedzieć, że Katyń i pamięć o nim były silnie obecne podczas całej jego prezydentury. Stanowił nawet pewien jej rys.
Jednak lewicy i jej stosunku do Katynia nie można ciągle postrzegać przez pryzmat PRL. Od wielu lat Katyń nie dzieli Polaków, a ich łączy. Niezależnie czy ktoś ma poglądy prawicowe, czy lewicowe, jego zdanie na temat tego, czym był Katyń, jest dziś takie samo. Jadąc razem z prezydentem do Katynia, politycy lewicy jeszcze raz dobitnie pokazali, że w tym względzie nie ma żadnej różnicy między nimi a prezydentem.
Czy jest coś niestosownego w tym, aby na pamięć ofiar tragedii smoleńskiej powoływać się w kampanii prezydenckiej?
Dopóki nieprzekroczona zostanie pewna granica i z tej tragedii nie uczyni się głównego oręża tej kampanii, nie widzę problemu, żeby przywoływać pamięć ofiar. Przecież trudno, żeby w tej kampanii, która toczy się niejako w cieniu tej katastrofy, politycy udawali, że nic się nie stało i nie przeżyliśmy dopiero co żałoby narodowej.
Ale część polityków i publicystów już mówi, że mamy do czynienia z grą trumnami.
Te oceny są przesadzone. To, w jaki sposób tragedia będzie pojawiała się podczas kampanii, będzie zależało od wszystkich stron. Mam nadzieję, że szanując pamięć ofiar, nie zostanie ona wykorzystana jako część politycznego jarmarku. Na razie tego nie dostrzegam. Większość polityków stara się raczej do tego tematu podchodzić delikatnie.
A nie jest wykorzystywaniem tej tragedii angażowanie w kampanię rodzin ofiar katastrofy?
Nie. Przecież nie można zabronić żadnemu z obywateli angażowania się w kampanię. Jeśli na przykład Marta Kaczyńska czuje potrzebę zaangażowania się w kampanię Jarosława Kaczyńskiego, to ma do tego pełne prawo. Trudno też wyobrazić sobie, żeby Jarosław nie odwoływał się w trakcie kampanii do spuścizny po swoim tragicznie zmarłym bracie. To zupełnie naturalne i nie widzę w tym nic złego. Ważne tylko, by jego kampania wyborcza nie ograniczyła się tylko do tego.
Więc pochwala pan też pomysł Grzegorza Napieralskiego, aby zaprosić do komitetu honorowego rodziny polityków lewicy, którzy zginęli w katastrofie?
Z tego, co się orientuję, taka inicjatywa wyszła ze strony rodzin. SLD straciło w tej katastrofie swojego kandydata na prezydenta Jerzego Szmajdzińskiego. Skoro jego żona chce się zaangażować w kampanię jego następcy, a jednocześnie lidera Sojuszu Grzegorza Napieralskiego, to ma do tego pełne prawo. Nie popadajmy w histerię i nie oskarżajmy zaraz wszystkich polityków, że próbują wykorzystać katastrofę do swoich politycznych celów.
Józef Oleksy był m.in. liderem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, premierem i marszałkiem Sejmu. Obecnie szeregowy członek SLD
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA