fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Tusk: nie byłem źródłem przecieków

Donald Tusk w trakcie zeznań przed komisją
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Premier Donald Tusk oświadczył też, że nie był źródłem przecieku o działaniach CBA w sprawie afery hazardowej. Po wielu godzinach przesłuchania premier przyznał, że od pewnego czasu nie rozumie pytań posłanki Kempy.
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/temat/65733.html]Premier Tusk przed komisją hazardową[/link][/b][/wyimek]
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/artykul/429319.html]Komentarz wideo[/link][/b][/wyimek]
Premier zrezygnował z przysługującego mu prawa do złożenia oświadczenia. Członkowie komisji przeszli od razu do przesłuchania.
Posłanka PiS Beata Kempa dociekała o okoliczności dymisji współpracowników premiera, do których doszło po ujawnieniu przez "Rz" [link=http://www.rp.pl/artykul/371375,373072.html" "target=_blank]stenogramów z ich rozmów[/link]. - Nie straciłem zaufania do Grzegorza Schetyny. Wyjaśnienia, jakich mi udzielił, nie odbiegały od tego, co podał do publicznej wiadomości - stwierdził Donald Tusk.
- Postępowanie Mariusza Kamińskiego budziło moje wątpliwości - zeznał premier, zapytany przez Zbigniewa Wassermanna (PiS) o okoliczności sierpniowego spotkania z szefem CBA.
- Już od chwili poinformowania mnie przez Mariusza Kamińskiego o domniemanej aferze hazardowej (mowa o spotkaniu 14 sierpnia - przyp. red.) postępowanie ówczesnego szefa CBA było niestandardowe - mówił Tusk. Kamiński miał wyraźnie dać do zrozumienia, że oczekuje od premiera podjęcia działań w sprawie "zabezpieczenia procesu legislacyjnego" ustawy o grach hazardowej, czyli wyjaśnienia, w jakim stopniu powstaje ona "na zamówienie". Kamiński podczas spotkania przytaczał fragmenty podsłuchanych rozmów polityków, podkreślając, że są to zachowania naganne, ale niemające znamion przestępstwa.
[wyimek] - Rozumiem, że przysypiacie, ale nie ziewajcie - zaapelował przewodniczący Sekuła do posłów z komisji hazardowej.[/wyimek]
- Nie jest rolą szefa Rady Ministrów zastępowanie CBA, prokuratury i analizowanie materiałów z podsłuchów - mówił premier.
- Obok mojego przekonania, że sprawa postępowania wymienionych przez Kamińskiego polityków wymaga wyjaśnienia, miałem odczucie, że jestem w sytuacji niestandardowej jak na relacje między szefem CBA a premierem - mówił Tusk. Na dowód swojego zaniepokojenia przytoczył postępowanie szefa innej służby w analogicznej sytuacji, które nie wzbudziło żadnych zastrzeżeń.
- Od 14 sierpnia wiedziałem, że mam do wykonania zadanie niezwykle trudne: wyjaśnić, w jakich miejscach ustawa jest pisana na zamówienie, poznać rzeczywiste postępowanie polityków w tym procederze, a po trzecie - robić to ze świadomością, że o sprawie informuje mnie ktoś, co do czyjego profesjonalizmu, kompetencji i obiektywizmu mam poważne zastrzeżenia - mówił Donald Tusk.
Pytany przez Sławomira Neumanna (PO) o to, jak ocenia profesjonalizm CBA za czasów Mariusza Kamińskiego, premier odesłał posłów do audytu, jaki był przeprowadzony w CBA, co wykazało, że jest to organizacja niezwykle droga i liczna, nieadekwatnie do liczby prowadzonych spraw.
- W każdym z nas tkwiło przeświadczenie, że CBA działa na polityczne zamówienie i taki ma charakter. To budowało moje podejście, ocenę i poziom zaufania do intencji i profesjonalizmu Kamińskiego - powiedział Donald Tusk. Dodał, że wiele razy pytany był o to, dlaczego na stanowisku szefa CBA "trzyma takiego fanatyka" jak Kamiński. - Ustawa o CBA tak jest skonstruowana, że odwołanie go było trudne - mówił premier.
- Nie jest tak, że premier polskiego rządu od rana do wieczora podnieca się podsłuchami pana Kamińskiego, zajmowanie się sprawą ustawy było zaledwie wycinkiem mojej działalności w tym bardzo gorącym okresie - mówił premier.
Premier powiedział też, że podczas spotkania 14 sierpnia nie miał wrażenia, że jest "testowany" przez Mariusza Kamińskiego. Stwierdził jednak, że już podczas następnego spotkania były szef CBA miał pretensje o to, że nie jest informowany o postępie sprawy. - W każdym państwie to premier jest informowany przez szefów służb, a nie odwrotnie - ironizował Tusk.
Poseł Bartosz Arłukowicz (Lewica) spytał premiera o "ponadwymiarowe" zainteresowanie Mirosława Drzewieckiego hazardem. Premier stwierdził, że był o to podejrzewany. Sprawą tą zajął się ówczesny bliski współpracownik Tuska Jan Rokita, w którego pryncypialność premier nigdy nie wątpił. Minister Drzewiecki został wówczas oczyszczony z zarzutów.
Pytany o liczbę ministrów swojego rządu podsłuchiwanych przez CBA premier odparł, że nic nie wie na temat podsłuchów. - Z materiałów CBA raczej wynika, że ministrowie Drzewiecki i Chlebowski nie byli podsłuchiwani, a jedynie byli tematem rozmów osób, wobec których takie postępowanie było stosowane. Ale nie wiem, jakie były intencje CBA - mówił premier.
Pytany przez Franciszka Stefaniuka (PSL), dlaczego w harmonogramie prac Rady Ministrów od 2008 roku nie znalazło się procedowanie ustawy o grach i zakładach wzajemnych premier odparł, że proces legislacyjny nie jest procesem nagłym i nie budzi niepokoju fakt, że prace nad ustawą trwają rok czy półtora. - Tym bardziej, że ustawa miała regulować problem, którego nie zdołano rozwiązać przez lata - mówił premier.
Pytania Franciszka Stefaniuka zakończyły pierwszą turę przesłuchania.
[srodtytul]Druga tura: zaiskrzyło[/srodtytul]
Druga część przesłuchania zakończyła się szybko ogłoszeniem przerwy. Posłanka Beata Kempa (PiS), pytając premiera o notatkę Jacka Kapicy z jednego ze spotkań, zarzuciła mu niekonsekwencję. Rozdrażniony Donald Tusk zażądał sprawdzenia nagrania swojej wypowiedzi. Ogłoszono piętnastominutową przerwę.
Po przesłuchaniu nagrania okazało się, że w sporze rację miał premier. Posłanka Kempa przeprosiła go, tłumacząc swoją pomyłkę kiepską akustyką i zmęczeniem.
Zbigniew Wassermann spytał premiera, czy ma on takie służby, które mają odwagę tropić przestępstwa w środowiskach władzy. Premier stwierdził, że kiedy objął stanowisko, nie poprosił podległych mu służb o "polowanie" na oponentów. - Nie chcę, aby podległe mi służby przyjęły, że w sferze ich działania mają być celebryci, znani lekarze czy politycy opozycji - mówił premier i podkreślił, że Mariusz Kamiński i CBA nie mogli narzekać na jego natarczywość. - Zadaniem premiera jest umożliwienie warunków, by ściganie przestępców było skuteczne. Zdziwi się pan, ale nawet tajne materiały nie wzbudziły moich emocji- mówił do Wassermanna Donald Tusk.
- Nie interesuję się operacjami specjalnymi i nie mam nawyku jednego z szefów służb siedzenia w zamkniętym pokoju i podsłuchiwania na żywo - powiedział premier.
- Minister Kamiński mówiąc o swoich podejrzeniach nie poinformował mnie o żadnych innych aspektach ustawy hazardowej, na przykład o społecznie niebezpiecznej wideoloterii. Mimo że to właśnie jego służby przeprowadziły analizę tego zjawiska i tak je oceniły. Natomiast zagrożenie w kwestii dopłat okazało się trochę na wyrost. Mariusz Kamiński nie działał więc jedynie w interesie publicznym na rzecz tej ustawy, towarzyszyły mu również inne intencje - mówił premier.
- To argumenty oparte na anonimach i publikacjach prasowych - stwierdził poseł Wassermann.
- Jeśli CBA Mariusza Kamińskiego tworzyło analizy na na użytek lobbystów, to jest bardzo poważny zarzut, ale ja go nie formułuję - mówił premier. - Jeśli szef CBA ukrywa przede mną takie analizy, budzi to moje poważne zastrzeżenia.
Pytany przez posła Sławomira Neumanna (PO) o wiedzę na temat bardzo niskiego poziomu bezpieczeństwa informacji niejawnych w CBA, premier odparł, że nie formułował wówczas myśli, że "niechlujstwo" Mariusza Kamińskiego może mieć wpływ na istnienie przecieków.
- Miałem świadomość, że każda rozmowa, którą przeprowadzałem z aktorami tego zdarzenia może ich zaniepokoić, ale alternatywa było niepodejmowanie takich rozmów - tak premier odpowiedział na pytanie Bartosza Arłukowicza o rozmowy na temat ustawy z Drzewieckim i Chlebowskim. - Oczekiwano ode mnie podjęcia działań, a ich efektem, gdyby podejrzenia się potwierdziły, mogły być dramatyczne pod względem politycznym wydarzenia - mówił szef rządu. - Skoro CBA nie potrafiło doprowadzić sprawy do prokuratury, oddalam sugestię, że moje postępowanie było zbyt powolne.
- Analiza oparta w jednej trzeciej na podsłuchach nie mogła być podstawą do dymisji jednej trzeciej rządu. Musiałem zdobyć własną wiedzę na ten temat - mówił premier. - To zresztą wytworzyło sytuację tak skomplikowaną dla mnie jako osoby, która ma podjąć działania wobec sytuacji, która jest naganna, być może przestępcza, ale od wyjaśnienia której służba się w jakimś sensie uchyla - dodał.
[srodtytul]Wasserman: komisja to kpina[/srodtytul]
Zbigniew Wasserman (PiS) zarzucił przesłuchiwanemu premierowi, że obrady komisji to kpina. Prace są blokowane przez procedury, utrudniające dostęp do materiałów sprawy. Członkowie komisji powinni mieć łatwiejszy dostęp do stenogramów z rozmów telefonicznych osób, zamieszanych w aferę hazardową. Mogą je czytać tylko w specjalnym pomieszczeniu, a przepisy nie pozwalają sporządzać notatek. To bardzo utrudnia pracę członkom komisji.
Premier bronił się mówiąc, że prace komisji "są w interesie" jego samego, Platformy i całego kraju. Przed komisją występuje jako świadek i nie może interweniować w tej sprawie.
Zarzuty o trudnościach w dostępie do stenogramów premier skomentował twierdzeniem, że "cała Polska czytała materiały z podsłuchu w jednym z głównych polskich dzienników". Wiedza Tuska o sprawie jest "prawie pełna".
[srodtytul]"Nie byłem źródłem przecieku"[/srodtytul]
Według Tuska hazardowa komisja śledczą działa dzięki niemu, bo przekonał posłów, aby komisja powstała.
Przeciek do mediów "uniemożliwił i rozbił sprawę. To jest prawdziwa ocena zdarzeń" - zaznaczył premier. Pismo Mariusza Kamińskiego z 10 września na temat przecieku nie zawierało informacji istotnych dla afery hazardowej.
Doniesienia o przecieku, który miał wyjść z kancelarii premiera to "mitologia", budowana przez przeciwników politycznych. Nic nie wskazuje na to, by rzeczywiście doszło do wycieku informacji o śledztwie CBA, który miałby poważne konsekwencje dla sprawy. Donald Tusk jest pewien, że nie da się udowodnić tezy, że to on jest źródłem przecieku. Franciszek Stefaniuk (PSL) zapytał wprost Tuska, czy był źródłem przecieku. - Nie - odparł premier.
Donald Tusk zaznaczył, politycy usiłują wykorzystać przeciwko niemu i jego rządowi "teorię przecieku". - Nie trzeba tej teorii formułować. Tak, przeciek w tej sprawie miał miejsce. Możemy udawać, bo tak jest wygodniej, (...) tak poprawnie jest, że nie wiemy, kto jest autorem prawdziwego przecieku. Państwo dobrze wiecie, gdzie był przeciek, kto ten przeciek spowodował i dlaczego cala Polska ten przeciek czytała - powiedział. Nie sprecyzował jednak, o kogo chodzi.
[ramka] Wczoraj przed komisją [link=http://www.rp.pl/artykul/371375,428887_Schetyna__nie_ingerowalem_.html" "target=_blank]zeznawał Grzegorz Schetyna[/link], były wicepremier. [/ramka]
[ramka] [link=http://www.rp.pl/temat/371375.html" "target=_blank]Wszystko o aferze hazardowej - raport specjalny "Rz"[/link] [/ramka]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA