fbTrack

Wiadomości

Sekrety fortuny Sobiesiaka

Rzeczpospolita
Sportowa kariera pozwoliła mu zdobyć pracę w Austrii. Zyskał coś jeszcze cenniejszego – kontakty, dzięki którym stał się hazardowym potentatem
Kim jest jeden z głównych bohaterów afery hazardowej? Człowiek, który – w podsłuchanych przez CBA rozmowach – o znajomych politykach PO mówił: „dupek”, „czereśniak”, „pacan”.
Teraz będzie musiał m.in. o tym opowiedzieć posłom z hazardowej komisji śledczej. Kiedy? Komisja planuje przesłuchać go 11 lutego. Na razie wiadomo, że 56-letni Ryszard Sobiesiak nie potwierdził udziału w tegorocznym, jubileuszowym turnieju golfowym Polonia Open w Port Saint Lucie na Florydzie, który zaczyna się na początku lutego.
W ubiegłym roku Sobiesiak zajął tam szóste miejsce. Imprezie patronował Andrzej Person, senator PO i przewodniczący Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą. – Nie będę ukrywał, znam człowieka od czasu, kiedy był piłkarzem, ale to nie jest mój przyjaciel – zastrzega Person. Trzy lata temu o Sobiesiaku w relacji z zawodów rozpisywano się w samych superlatywach: „To świetny niegdyś piłkarz Śląska Wrocław, do niedawna współwłaściciel kasyn Casino Poland. Sobiesiak inwestuje teraz w Karkonoszach, ma też posiadłość i piękny apartament na Florydzie, więc jest jakby reprezentantem i Polski, i Polonii”. Dziś biznesmen jest zamieszany w aferę, która wymusiła rekonstrukcję rządu. To jego rozmowy z politykami PO podsłuchała CBA. Dotyczyły dopłat dla kasyn, salonów gier i automatów o niskich wygranych. Branża hazardowa, którą reprezentuje m.in. Sobiesiak, próbowała je storpedować za pośrednictwem polityków. Tajna operacja CBA została nazwana „Black Jack”. W dodatku wrocławska prokuratura i CBA depczą mu po piętach z powodu inwestycji w Zieleńcu, którą „Rz” opisała 14 stycznia tego roku. [srodtytul]Sportowiec chce paszportu[/srodtytul] Ryszard Sobiesiak pochodzi z Wierzbic, wsi koło Wrocławia. Jego rodzice byli rolnikami. Młodszy o dwa lata brat Jan ma firmę transportową i jest radnym w podwrocławskich Kobierzycach. Ryszard ma też dwie starsze siostry: Krystynę i Marię. Po liceum ekonomicznym w Świdnicy kończy Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Może być nauczycielem. Nie chce. Woli grać w piłkę nożną. – Rysiek zawsze ganiał za piłką – wspomina kolega z podstawówki Jan Biesiada, sołtys Kobierzyc. Jako piłkarz Wojskowego Klubu Sportowego Śląsk Wrocław Sobiesiak wyjeżdża za granicę: do Czechosłowacji, NRD, Rumunii, ZSRR, na Węgry, ale także do Grecji i Francji. Ma trójkę dzieci. Najstarszy Marcin urodził się w 1975 r., trzy lata później bliźniaki – Magda i Marek. [srodtytul]Austriacki kontakt i kasyno w Łodzi[/srodtytul] W 1983 roku pojawia się szansa na grę w Austrii. Wiener Sportklub wysyła do Śląska zaproszenie dla Sobiesiaka na testy. Ten pisze prośbę do prezesa klubu gen. Józefa Petruka. „Biorąc pod uwagę fakt, że w przyszłości zamierzam pracować w charakterze trenera z młodzieżą, pobyt w Austrii niewątpliwie wpłynąłby na pogłębienie moich wiadomości w zakresie szkolenia” – uzasadnia. Dostaje zgodę i paszport. W archiwum IPN zachowały się jego dokumenty paszportowe. By wyjechać za granicę, podaje nieprawdziwe informacje o wykształceniu. We wnioskach z początku lat 80. pisze „wykształcenie średnie”, choć od 1978 r. jest magistrem. W Wiedniu szybko z niego rezygnują, ale znajduje kolejny klub. W sierpniu 1983 roku Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu wyraża zgodę na grę Sobiesiaka przez dwa sezony (do 30 czerwca 1985 roku) w austriackim SV Raika St. Veit. Po dwóch latach piłkarz przenosi się do VSV Villach. Z dokumentów złożonych w polskiej ambasadzie w Wiedniu wynika, że zarabiał miesięcznie 8 tys. szylingów. Dorabia handlem – jeździ do Polski z kawą i bananami. Potem gra w barwach Favoritner AC Wien, a karierę sportową kończy jako trener w V-ligowym SV Neulengbach. Pracę w ostatnich dwóch klubach pomógł załatwić Sobiesiakowi Janusz Feiner, austriacki menedżer piłkarski. – W tym czasie było wielu bardzo zdolnych piłkarzy, lepszych od Sobiesiaka – mówi „Rz” Feiner. – Był on jednak dobry na te kluby, w których grał. W końcu lat 80. schyłek kariery piłkarskiej Sobiesiaka łączy się z jego pierwszymi krokami w branży hazardowej, do której wprowadza go właśnie Feiner. – Rozmawiałem z moim kuzynem o otwarciu kasyna w Polsce. Okazało się, że w Krakowie, gdzie mieszkał, istnieją już trzy. Nie chciałem więc otwierać czwartego – opowiada Austriak. – Akurat wtedy dołączył do nas Sobiesiak, który po zakończeniu rozmowy powiedział mi, że poszuka miasta, w którym można byłoby otworzyć kasyno. Wątpiłem, że piłkarz może cokolwiek załatwić. Myliłem się. Po jakimś czasie Sobiesiak powiedział, że może pomóc w otwarciu kasyna w Łodzi i tak też się stało. Były piłkarz załatwił sprawę, wówczas wydawałoby się nie do załatwienia – zgodę, by do państwowej spółki Casino Centrum z Łodzi wszedł austriacki Novomatic, dystrybutor automatów do gry. – Mówił, że w Łodzi ma jakieś dojścia. Ale nie wiem jakie – przyznaje Feiner. Dlaczego jednak spółka Novomatic nie widniała oficjalnie jako udziałowiec? – Był przepis, że cudzoziemska firma nie może być udziałowcem kasyna. Potem się zmienił – podkreśla Feiner. Casino Centrum powstało w 1990 roku. Mieściło się w łódzkim Hotelu Centrum, który należał do trzech państwowych podmiotów: Przedsiębiorstwa Turystycznego Łódź, Teatru Wielkiego Opera Narodowa oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. W dokumentach z powołania tej spółki pojawia się nazwisko Roberta Brennema z austriackiej spółki Novomatic. – Wziąłem sobie jako partnera firmę Novomatic, bo od wielu lat znałem jej szefa Thomasa Grafa – tłumaczy Feiner. Dziś Thomas Graf jest udziałowcem w spółce PRU Filmotechnika należącej do Jana Koska, znajomego Sobiesiaka i drugiego bohatera afery hazardowej. [srodtytul]UOP kontroluje austriackie transakcje[/srodtytul] Od 1991 do 2000 roku Sobiesiak piastował stanowisko dyrektora w łódzkim kasynie. – Przez wiele lat był szarą eminencją, starał się nie rzucać w oczy – opowiada były pracownik. Sobiesiak zajmował się ważniejszymi gośćmi, a było ich niemało: ówcześni właściciele Widzewa Andrzej Pawelec i Andrzej Grajewski czy znajomy z boiska Jan Tomaszewski. Poza ludźmi związanymi ze sportem, lokalnymi politykami i biznesmenami, w kasynie spotykali się terroryzujący miasto gang „Popelina” i osoby, które później stały się znane z procesów łódzkiej „ośmiornicy”. Dyrektor Sobiesiak jest lubiany przez pracowników. Do czasu, gdy powołują komisję zakładową „Solidarności”. – Nasze zarobki zżerała inflacja, bo na początku zarabialiśmy dwie średnie krajowe, a z czasem nie było nawet jednej średniej – wspomina osoba ze związkowej komisji. W trakcie spotkań z załogą Sobiesiak nie przebiera w słowach, nawet w obecności kobiet. – Po kolei wszystkich wyp... – miał powiedzieć do dwóch pracownic, które nie chciały podpisać pisma o zmianie stanowiska pracy z krupierek na recepcjonistki. Mariusz Kamiński, były szef CBA, podczas przesłuchania przed komisją hazardową ujawnił, że właśnie w tym czasie biznesmen był na celowniku służb specjalnych. – Urząd Ochrony Państwa zaczął interesować się Sobiesiakiem w połowie lat 90. i był on wtedy podejrzewany o pranie brudnych pieniędzy i korupcję – stwierdził Kamiński. Był, ale według rozmówców „Rz”, dowodów na to nigdy nie znaleziono. Były oficer UOP, z którym rozmawiała „Rz”, potwierdza, że działalność Sobiesiaka na początku lat 90. znajdowała się pod lupą służb. Biznesmen był rozpracowywany operacyjnie przez departament UOP zajmujący się interesami ekonomicznymi państwa. – Sobiesiak dzięki kontaktom z Austriakami bardzo szybko rozwinął swój biznes. W całej Polsce czerpał zyski z prawie 50 podmiotów związanych z hazardem – mówi nasz rozmówca. Dlaczego Kamiński mówił o podejrzeniu prania brudnych pieniędzy? Bo wątpliwości UOP budziły m.in. transakcje kupna w Austrii automatów do gry przez firmy związane z Sobiesiakiem. Miano je kupować za znacznie większe pieniądze, niż były warte. [srodtytul]33 jednorękich bandytów[/srodtytul] W łódzkim kasynie splatają się wieloletnie znajomości. Do zarządu Casino Centrum wchodzi Jan Kosek (jest w nim do 2006 roku), a w radzie nadzorczej spółki zasiada Ryszard Presch, biznesmen, którego rozmowy z Sobiesiakiem podsłuchało CBA (pełni funkcję do końca listopada 2008 roku). Dziś właścicielami łódzkiego Casino Centrum są spółki zarejestrowane na Cyprze. Sobiesiak tymczasem robi kolejne interesy w swym mateczniku – Wrocławiu. W tym mieście nic załatwiać nie musi. Pojawia się w tamtejszym hazardowym biznesie w 1993 roku, gdy od trzech lat działa już tam Casino Polonia Wrocław, spółka zawiązana przez przedsiębiorstwo Odra Tourist z niemieckim przedsiębiorcą Heribertem Lauerem. Z dokumentów w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że kapitał zakładowy Casino Polonia Wrocław składał się z aportów rzeczowych. Odra Tourist wniosła kawiarnię Sezam, a Heribert Lauer – 33 jednorękich bandytów, trzy stoły do Black Jacka, trzy do ruletki, żetony i dwa autobusy. Gdy w 1993 roku do interesu dołącza Ryszard Sobiesiak, przejmując udziały Niemca, do kasyna dorzuca 18 automatów do gry, a jego boiskowy kolega Waldemar Prusik – siedem automatów i dwie kamery. Trzy lata później Prusika zastępuje brat przyrodni Sobiesiaka Józef Matkowski, a Odrę Tourist – Jacek Jarecki, były bramkarz Śląska Wrocław, inny boiskowy kolega Sobiesiaka. Biznes kręci się doskonale. Kapitał zakładowy Casino Polonia podwyższają kolejne dwa stoły do ruletki wniesione przez Józefa Matkowskiego, dwa stoły do Black Jacka i mercedes Sobiesiaka, który staje się majątkiem spółki. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że to Matkowski faktycznie kieruje interesami Sobiesiaka we Wrocławiu: rządzi w kasynie, a w klubie piłkarskim Śląsk Wrocław, w który zainwestował Sobiesiak, jest szarą eminencją. [srodtytul]Czarny ochrania Casino Polonia[/srodtytul] Ryszardem Sobiesiakiem w drugiej połowie lat 90. interesowała się policja „w związku z jego „intensywnymi” kontaktami ze zorganizowanymi grupami przestępczymi” – zeznał przed hazardową komisją śledczą Mariusz Kamiński. – W zeznaniach świadka koronnego w procesie grupy „Czarnego” Sobiesiak został scharakteryzowany jako sponsor grupy „Czarnego” – mówił były szef CBA. Na początku lat 90. interesy hazardowe chciał przejąć gang pruszkowski. Kasyno Sobiesiaka we Wrocławiu ochraniał Leszek C. „Czarny”. Reporterzy „Rzeczpospolitej” dotarli do umowy-zlecenia. W 1999 roku Casino Polonia Wrocław wypłaciło „Czarnemu” i Piotrowi Sz. 14 tys. zł „Czarny” to były bokser. Piotr Sz. natomiast – jego współpracownik, mistrz świata w taekwondo, były współwłaściciel klubu Reduta. To tam w 1996 roku wrocławska policyjna Kompania Antyterrorystyczna przeprowadziła nieudaną akcję. Nie uzgodniła jej z przełożonymi. Ta samowolka wyglądała raczej na gangsterskie porachunki. Piotr Sz. niedługo potem został postrzelony i aresztowany w szpitalu. Zarzuty: haracze, porwania, związek zbrojny, podkładanie bomb itp. W 2003 roku „Czarny” został skazany na pięć lat za kierowanie gangiem wymuszającym haracze i ściągającym długi. [srodtytul]Kasyna dołują, zarząd zarabia coraz więcej[/srodtytul] W 2002 roku Casino Polonia Wrocław kontroluje już tylko rodzina. Magdalena Sobiesiak, córka Ryszarda, przejęła udziały Jacka Jareckiego i objęła funkcję w radzie nadzorczej. W 2003 roku Sobiesiakowi przeszkadza w interesach ustawodawca. Z powodu zmiany przepisów, m.in. dotyczących licencji na prowadzenie kasyn, biznesmen musi szybko podwyższyć kapitał spółki z 2,5 mln zł do 4,9 mln zł. Rodzina Sobiesiaków idzie na całość: przekazuje Casino Polonia Wrocław swoje mieszkania we Wrocławiu, ale tylko w formie prawa do użytkowania ich przez spółkę przez dziesięć lat (firma miała zarabiać na ich wynajmie). Jednak nikt nie sprawdza, czy rzeczywiście kapitał spółki osiągnął wymaganą wartość. I czy dochód z wynajmu trzech mieszkań może sięgnąć w ciągu dziesięciu lat aż 2,5 mln zł. W oficjalnych sprawozdaniach finansowych Casino Polonia Wrocław Sobiesiakowie utyskują na „rażące wysokie podatki” i „rabunkową politykę wobec kasyn”, pojawiają się groźby upadłości i wysłania na zasiłki dla bezrobotnych 300 pracowników kasyn. Jednak Casino Polonia Wrocław ma ogromne przychody. W latach 2001 – 2003 sięgały nawet 120 mln zł, ale firma wykazuje straty netto – od 2,2 mln zł do 770 tys. zł. A zarząd sowicie zarabia. Na wynagrodzenia Ryszarda i Magdy Sobiesiaków oraz Józefa Matkowskiego idzie w 2001 roku tylko pół mln zł, dwa lata później – już 1,3 mln zł. Sobiesiak ma kasyna nie tylko we Wrocławiu, ale też m.in. w Warszawie, Szczecinie. Pieniądze zarobione na hazardzie inwestuje w inne biznesy – sport i nieruchomości. W 2002 roku kupuje za pół mln zł udziały w klubie piłkarskim Śląsk Wrocław i za 1 mln zł w spółce DCT na Florydzie. W 2004 roku Casino Polonia Wrocław za 240 tys. zł kupiło grunty i pensjonat w Zieleńcu. [srodtytul]Amerykańska porażka z Drozdą[/srodtytul] Nie wszystkie inwestycje Sobiesiakowi wychodzą. Tak było z DCT – firmą zarejestrowaną na Florydzie, która działała tylko dwa lata. Z rejestrów spółek stanu Floryda wynika, że została założona we wrześniu 2001 roku. Wspólnikami byli Casino Polonia Wrocław, Team Work Enterprises i znany satyryk Tadeusz Drozda. – Często grali w duecie, mają podobne poczucie humoru – mówi senator Andrzej Person o bliskiej znajomości między Drozdą a Sobiesiakiem. Sam satyryk przyznaje, że biznesmena zna od wielu lat. – Obaj przez długie lata mieszkaliśmy we Wrocławiu, gdzie naturalne były spotkania artystów i znanych sportowców na przeróżnych imprezach miejskich – tłumaczy Drozda. Podkreśla, że biznesmen był postrzegany we wrocławskim środowisku jako człowiek „uczciwy i słowny”. Według satyryka zarejestrowana na Florydzie spółka była założona w celu kupna motelu liczącego 49 pokoi. – Zdawało nam się wtedy, że jest to świetny interes. Niestety myliliśmy się – przyznaje. Sobiesiak kupuje też sam nieruchomości w USA. Według amerykańskich rejestrów jest właścicielem dwóch apartamentów na Florydzie. Pierwszy – stumetrowy, w budynku nad morzem w miejscowości Fort Lauderdale, kupił w 2000 roku za 214 tys. dolarów. Drugi [wyimek]Biznesmen był rozpracowywany operacyjnie przez departament UOP zajmujący się interesami ekonomicznymi państwa [/wyimek] – większy apartament, znajduje się w niewielkiej miejscowości na północ od tego miasta. W 2005 roku kosztował ponad 210 tys. dolarów. Niedaleko, w prestiżowej dzielnicy północnego Miami, 100-metrowe mieszkanie ma znajomy Sobiesiaka – Mirosław Drzewiecki. Kupił je jesienią 2007 roku za 305 tys. dolarów. Sobiesiak zna masę polityków, ale finansowo rzadko ich wspiera. – Nie jest rozrzutny – przyznaje oględnie jeden z jego znajomych. Jednak w 2006 roku wpłaca 10 tys. zł na samorządową kampanię wyborczą Platformy z zaznaczeniem, że mają one wesprzeć kandydata do sejmiku województwa Jarosława Charłampowicza, sekretarza dolnośląskich władz PO, uważanego za prawą rękę Grzegorza Schetyny. [srodtytul]Przyrodni brat nasyła komornika[/srodtytul] Drugie dziecko Sobiesiaka – Marek – staje się udziałowcem Casino Polonia Wrocław w 2005 roku. Udziały sprzedaje mu Józef Matkowski. Ale Sobiesiakowie nie przelewają mu pieniędzy. Przyrodni brat Ryszarda oddaje sprawę do sądu. W maju 2009 roku komornik Robert Kapica zajmuje udziały Marka w Casino Polonia Wrocław oraz Winterpolu (firmy prowadzącej ośrodek narciarski w Zieleńcu). Z odsetkami jest winny Matkowskiemu aż 2,2 mln zł. Według Jana Sobiesiaka, brata Ryszarda, nasłanie komornika przez Matkowskiego to zemsta. Relacje między braćmi popsuły się, bo Matkowski miał oszukać Ryszarda przy interesie z gruntami. Według Jana poszło o 20 mln zł, które Ryszard odzyskał dopiero na drodze sądowej. O co konkretnie chodzi? – Milion na stół i mogę udzielać wywiadów, Rysiek jest teraz na topie, a wszystko kosztuje – rzuca półżartem Jan Sobiesiak. Ale w trakcie rozmowy kilkakrotnie wspomina jeszcze tę kwotę. [srodtytul]Zieleniec na szybko[/srodtytul] W kraju Sobiesiak inwestuje też w sportowe obiekty. W Zieleńcu (gmina Duszniki-Zdrój) pod koniec 2003 roku wchodzi w interes rozkręcony przez Zbigniewa Fajbusiewicza – brata Michała, znanego z programu telewizyjnego „997”. To spółka Winterpol, która ma tu kilka wyciągów narciarskich. W kwietniu 2007 roku licznych akcjonariuszy zastępuje rodzina Sobiesiaków: Ryszard, żona Krystyna oraz dzieci: Marcin, Marek i Magda. Firma wykazuje niewielkie zyski. W 2007 roku ma 2,3 mln przychodów, ale wypracowuje raptem 24 tys. zł zysku netto. Za to na wynagrodzenia trzyosobowego zarządu (Ryszard jest w nim prezesem, a Marek – członkiem) idzie 334 tys. zł. W 2005 roku Rada Miejska Dusznik-Zdroju podejmuje uchwałę o specjalnych ulgach w podatku od nieruchomości dla kluczowych inwestorów tworzących nowe miejsca pracy. Za takiego uważany jest Winterpol. Ale w 2007 roku firma Sobiesiaków zatrudnia ledwie czterech stałych pracowników, w sezonie do obsługi wyciągów najmuje 23 osoby. Kolejny rok – 2008: majątek trwały firmy się zwiększa z 10 do 13,5 mln zł, a przychody z 2,3 do 3,8 mln zł. Jednak Winterpol odnotowuje 0,5 mln zł straty. Mniej więcej tyle, ile wypłacił sobie zarząd w formie wynagrodzenia. Mimo beznadziejnej kondycji finansowej firma podejmuje uchwałę o zainwestowaniu 30 mln zł w budowę dwóch wyciągów narciarskich: w Zieleńcu i Karpaczu. „Rz” ujawniła, że inwestycja w Zieleńcu powstała, zanim Winterpol otrzymał zgody odpowiednich urzędów. Kolejna sprawa to nielegalny wyrąb blisko pół hektara lasu na terenie chronionego krajobrazu. Na przesłuchaniu przed komisją hazardową Mariusz Kamiński ujawnił, że Sobiesiakowi kluczowy dokument w Ministerstwie Środowiska załatwiał asystent byłego ministra sportu Marcin Rosół, a spraw w Zieleńcu pilnował również Zbigniew Chlebowski, któremu dyrekcja Lasów Państwowych „meldowała na bieżąco”. Poza tym prokuratura bada, czy Marek Sobiesiak nie złożył fałszywego oświadczenia o dysponowaniu gruntem pod wybudowany w Zieleńcu wyciąg. Grożą mu nawet trzy lata więzienia. Firma korzystała z pewnych przywilejów. Burmistrz Dusznik Grzegorz Średziński zwalnia Winterpol z podatku za 2008 rok w wysokości 123 tys. zł. Ulgę – 37 tys. zł – dostaje też Marek Sobiesiak. W 2009 roku, za pierwsze półrocze, zwolnienie dla Winterpolu wyniosło już 201 662 zł. Ale więcej zwolnień nie będzie, bo dusznicka rada pod koniec 2008 roku skasowała ten przywilej. – Można powiedzieć, że Ryszard Sobiesiak jest przyjacielem wszystkich. Od prostych urzędników w gminie do ministrów i wicepremierów naszego rządu. Wśród jego przyjaciół są posłowie, ministrowie, burmistrzowie, radni, ale też wysokiej rangi policjanci, prokuratorzy, w tym prokuratorzy Prokuratury Krajowej – mówił na przesłuchaniu w Sejmie Mariusz Kamiński. Ryszard Sobiesiak w czerwcu 2009 roku zostaje prawomocnie skazany za przekupstwo urzędnika Wrocławskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w sprawie dotacji unijnej dla Winterpolu (wręczył mu 10 tys. zł). Ponieważ jest karany, musi odejść z biznesu hazardowego. Ale odchodzi tylko oficjalnie. W kwietniu 2007 roku – jeszcze przed uprawomocnieniem wyroku – sprzedaje udziały swoje i córki w Casino Polonia Wrocław firmom Olimpic Silber i Baina za 9 mln euro, choć sporządzający audyt Leonard Gawęcki informuje, że bilans spółki jest nierzetelny, a firma znajduje się w stanie faktycznej upadłości. Jednak zgodnie z dokumentem w Krajowym Rejestrze Sądowym Sobiesiak, choć już nie ma udziałów, ma decydujący głos w sprawie inwestycji Casino Polonia Wrocław. 15 lipca 2009 roku z funkcji wiceprezesa firmy zrezygnowała Magdalena Sobiesiak. Powód? Ma przejść do Totalizatora Sportowego. Pracę załatwia jej Marcin Rosół, asystent byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. W restauracji Pędzący Królik w Warszawie. Według ustaleń CBA to najprawdopodobniej Rosół informuje Sobiesiakównę o zainteresowaniu biura. Kandydatka wycofuje się więc z ustawionego konkursu. Jak mówił Kamiński, to właśnie wtedy następuje przeciek, który spala tajną operację „Black Jack”. [srodtytul]Sobiesiak krąży po Polsce[/srodtytul] Sobiesiak jest nieuchwytny. Od czasu wybuchu afery hazardowej na początku października nie odbiera połączeń z nieznanych numerów. Również „Rz” nie udało się z nim skontaktować. – Krąży gdzieś po Polsce, w domu rzadko bywa – mówi jego bliski znajomy. Gdzie krąży? – Nie wiem, on chyba sam nie wie, gdzie teraz jest – stwierdza filozoficznie kolega kasyniarza. Zbigniew Chlebowski mówił komisji hazardowej, że Sobiesiak przygotowuje się do zeznań przed posłami. – Siedzi na wieżyczce – tak miejscowi nazywają apartament biznesmena w Szarotce w Zieleńcu. Ludzie, których biznesmen wynajął do dorywczych prac, widują go, jak kręci się czasem po restauracji. – Zachowuje się zwyczajnie, ale nikt go o hazard nie zagaduje, bo jakoś głupio... – mówią. Trzy tygodnie temu Sobiesiak był przesłuchiwany w prokuraturze w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie ujawnienia materiałów stanowiących tajemnicę państwową (chodzi o stenogramy rozmów, które opublikowała „Rz”). Choć był tylko świadkiem, przyjechał z adwokatem. [i]Piotr Kubiak, Mariusz Goss[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL