Świat

Obama: złapiemy terrorystów

ROL
Barack Obama zapowiedział, że Amerykanie schwytają odpowiedzialnych za nieudany zamach nad Detroit
– Nie spoczniemy, dopóki nie znajdziemy i nie ukarzemy tych ludzi. Będziemy kontynuować naszą walkę z brutalnymi ekstremistami, dopóki nie zwyciężymy – zapowiedział amerykański prezydent w przemówieniu wygłoszonym w bazie wojskowej na Hawajach, gdzie przebywa na urlopie z rodziną. Zapewnił również, że teraz Amerykanie podróżujący samolotami będą bezpieczniejsi. Zarówno na pokładach samolotów, jak i lotniskach na terenie USA wprowadzone zostały nowe środki bezpieczeństwa.
Nie ma już bowiem wątpliwości, że 23-letni Nigeryjczyk – który 25 grudnia usiłował odpalić na pokładzie samolotu linii Northwest bombę z pentrytu – nie działał sam. Na krótko przed przemówieniem Obamy do nieudanej próby zamachu na samolot lecący z Amsterdamu do Detroit przyznała się komórka al Kaidy z Półwyspu Arabskiego. Wysadzenie w powietrze maszyny z 289 osobami na pokładzie miało być odwetem za „amerykański atak na to ugrupowanie w Jemenie”. Al Kaida w internetowym oświadczeniu stwierdziła, że wyposażyła zamachowca w „zaawansowane technicznie urządzenie”, które nie wybuchło z powodu „wady technicznej”. Dwoje pasażerów samolotu, Amerykanie Kurt i Lori Haskell, utrzymuje bowiem, że widziało zamachowca Umara Faruka Abdulmutallaba przed odlotem na lotnisku pod Amsterdamem w towarzystwie wysokiego mężczyzny w średnim wieku. Miał go namawiać, by pomógł mu się przedostać na pokład bez paszportu. Służby antyterrorystyczne przeglądają teraz nagrania z kamer przemysłowych, aby zidentyfikować tajemniczego towarzysza Abdulmutallaba. Niewykluczone, że był on jego zwierzchnikiem z al Kaidy.
Rodzina Nigeryjczyka przyznała wczoraj, że już w październiku straciła z nim kontakt. Nie wiedziała, że w piątek udał się do Lagos, skąd odleciał do Amsterdamu, a następnie do Detroit. Ojciec zamachowca, nigeryjski bankier i były minister Alhaji Umaru Mutallab, twierdzi, że jego syn miał skrajne poglądy religijne już jako uczeń brytyjskiej szkoły w Togo. – Bronił talibów i obowiązku noszenia burki przez kobiety – potwierdza jego były nauczyciel Michael Rimmer. Abdulmutallab studiował inżynierię w Londynie. Potem rozpoczął studia w Dubaju. Dwa miesiące temu rzucił naukę i udał się do Jemenu. Ojciec próbował nakłonić go do powrotu. W końcu powiadomił ambasadę USA w Abudży, że jego syn jest w kontakcie z ekstremistami. – Mieliśmy nadzieję, że znajdą go, zanim stanie się coś złego – twierdzi. 23-latek trafił na amerykańską listę podejrzanych o terroryzm oraz na brytyjską czarną listę osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa. W maju 2009 r. Londyn odrzucił podanie Nigeryjczyka o studencką wizę. Brytyjskie służby również są przekonane, że nie działał sam. Podejrzewają, że miał wspólników na terenie Wielkiej Brytanii. Waszyngton poszukuje zaś błędów w systemie bezpieczeństwa, które umożliwiły próbę zamachu. Minister ds. bezpieczeństwa narodowego Janet Napolitano przyznała, że „system zawiódł”. – Coś poszło nie tak. Robimy wszystko, by rozwiązać problem – obiecuje. Z przesłuchań podejrzanego wynika na razie, że bilet lotniczy kupił w Ghanie za gotówkę osiem dni przed lotem. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów[mail=a.rybinska@rp.pl ]a.rybinska@rp.pl [/mail] [mail=p.zychowicz@rp.pl]p.zychowicz@rp.pl[/mail] [/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL