Koszykówka

W Los Angeles fruwały plastikowe butelki

W szlagierowym świątecznym meczu NBA obrońcy tytułui liderzy tabeli LA Lakers przegrali 87:102 z Cleveland Cavaliers
Do powtórki z udziałem tych zespołów może dojść w wielkim finale. W Boże Narodzenie Cavaliers pokazali, że mają sposób na Lakers. Wygrali bezdyskusyjnie, prowadząc już nawet różnicą 20 punktów.
To miał być pojedynek dwóch gwiazdorów: Kobego Bryanta z LeBronem Jamesem. Obydwaj nie zawiedli, ale ten drugi miał wokół siebie lepszą drużynę – zdeterminowaną, twardo walczącą, dominującą fizycznie i taktycznie. Na nic zdało się 35 punktów, dziewięć zbiórek i osiem asyst Bryanta, gdy słabiej zagrali jego partnerzy, szczególnie wysocy. 21 punktów to łączny dorobek Pau Gasola (dzień wcześniej przedłużył kontrakt z Lakers o trzy sezony – zarobi w tym czasie 57 mln dolarów), Andrew Bynuma i Lamara Odoma.
LeBron James zdobył 26 pkt, miał cztery zbiórki i dziewięć asyst, ale momentami potrafił usunąć się w cień. Bardzo skutecznie w ataku grał Mo Williams (28 pkt – rekord kariery), a pod koszem trudną do pokonania zaporę ustawiali Shaquille O’Neal i Anderson Varejao. Sędziowie pozwalali na twardą grę. Kilka minut przed końcem meczu sfrustrowana ich decyzjami i bezsilnością Lakers publiczność w hali Staples Center obrzuciła parkiet reklamowymi gadżetami. W powietrzu fruwały też plastikowe butelki. W złych humorach opuszczali widownię także kibice Orlando Magic. Ich drużyna (trzeci bilans w lidze) przegrała na własnym parkiecie z wiceliderem Boston Celtics 77:86, zdobywając najmniej punktów w tym sezonie. Gospodarze przegrali drugą kwartę 8:20, a w pierwszych 36 minutach mieli zaledwie trzy asysty. Cała ich gra sprowadzała się do indywidualnych akcji Vince’a Cartera (27 pkt). Dwight Howard, znakomicie pilnowany przez środkowych Celtics, nie stanowił tym razem żadnego zagrożenia w ataku (5 pkt, 1/7 za dwa, chociaż także 20 zbiórek). Na początku drugiej połowy środkowy Orlando miał już cztery faule, ale trener Stan Van Gundy nie zdecydował się na wprowadzenie w jego miejsce Marcina Gortata. Wcześniej Polak przebywał na parkiecie przez 4 minuty i 21 sekund, miał trzy zbiórki, dwa faule i oddał jeden niecelny rzut.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL