Mniejszości

Gazeta Łukaszenki atakuje Andżelikę Borys

Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Państwowa gazeta „Sowietskaja Biełarussija” zaatakowała nieuznawaną przez Mińsk szefową Związku Polaków na Białorusi oraz Kartę Polaka
Dziennik nazwał panią Borys „znaną skandalistką”, która „bez końca organizuje prowokacje”. Nową prowokacją ma być podpisany przez około 4,8 tysięca białoruskich Polaków apel do prezydenta Aleksandra Łukaszenki, wzywający do umożliwienia związkowi legalnego działania.
Według „Sowietskiej Biełarussii” Andżelika Borys i jej współpracownicy po prostu sfałszowali większość podpisów, jeśli nie wszystkie. W artykule cytowany jest „grodzieński lekarz” o niespecjalnie polskim imieniu i patronimiku „Dmitrij Gienadijewicz” (bez podania nazwiska), który twierdzi, że jego podpis znalazł się pod apelem „choć na oczy go nie widział”. „Mieszkanka Pińska Jelena Bronisławowna” idzie jeszcze dalej, twierdzi bowiem, że wie o sporej liczbie osób, m.in. swoich znajomych, których podpisy znalazły się pod apelem, choć one także niczego nie podpisywały.
– Każdy z zainteresowanych wpisywał swoje miejsce pracy, adres, datę i podpisywał się. Podpisy zbierali członkowie naszej organizacji. W apelu podkreśliliśmy, że nie prowadzimy żadnej działalności politycznej, jesteśmy lojalnymi obywatelami Białorusi i prosimy jedynie o zgodę na legalną działalność ZPB – powiedziała jednak „Rz” pani Borys. Państwowa gazeta napisała też o Karcie Polaka, wskazując na dyskusję na jej temat na Litwie oraz jej krytykę ze strony tamtejszych polityków. Przekręcając wymowę artykułu opublikowanego niedawno w „Rz”, dowodziła, że Karta może rzekomo stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. [srodtytul] Borys: to kolejna nagonka[/srodtytul] Andżelika Borys oceniła, że artykuł jest odpowiedzią na list wysłany w październiku, który podpisało się około 5 tys. osób. Wyjaśniła, że "były zbierane podpisy do prezydenta Łukaszenki" pod apelem mówiącym o tym, że "Związek Polaków nie jest partią polityczną, jest to organizacja kulturalno-oświatowa". "Nam jako obywatelom Białorusi polskiego pochodzenia, przynależącym do Związku Polaków bardzo zależy na tym, żeby stosunki między Polską a Białorusią były jak najlepsze, żeby organizacja mogła normalnie funkcjonować, nie była poddawana nagonkom i liczymy na pozytywne rozpatrzenie takiego apelu" - relacjonowała treść listu Borys. "Myślę, że to jest odpowiedź władz na nasz apel" - dodała, komentując artykuł w "Sowietskiej Białorussiji". Borys wyjaśniła, że podpisy zbierali działacze ZPB od osób chętnych na terenie całej Białorusi. "Mamy zrobione ksero tych wszystkich list, a oryginały zostały wysłane" - wyjaśniła. Podkreśliła, że gazeta, cytując osoby, których podpisy uważa za sfałszowane, nie podaje żadnych nazwisk, a tylko imiona i imiona ojców. Prezes ZPB przypomniała także, że list z października nie był pierwszym apelem do Łukaszenki. W ciągu pięciu lat listy do władz kierowała Rada Naczelna ZPB, osobiście Andżelika Borys, a teraz skierowali list członkowie związku. "Reakcja była różna. Generalnie reakcją była kolejna nagonka, taka jak jest teraz w prasie" - wskazała Borys. W jej ocenie "jest zadziwiające", że odpowiedź na pismo ze strony obywateli nastąpiła w prasie. "Te podpisy zostały skierowane do administracji prezydenta, do prezydenta Łukaszenki, a nie do 'Sowietskiej Biełorussiji'" - wskazała. Na marcowym zjeździe ZPB, na którym Andżelika Borys została ponownie prezesem, zredagowano odezwę do prezydenta Białorusi, apelując o poparcie dialogu - jedynej drogi do załagodzenia konfliktu wokół organizacji, stanowiącego "przyczynę napiętych stosunków między Mińskiem i Warszawą".
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL