Komentarze

Tramwaj zwany Unią Europejską

Jerzy Haszczyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Serbia oficjalnie zapukała do Unii Europejskiej. Szybko członkiem nie zostanie, ale – jakkolwiek by to egzotycznie i naiwnie teraz brzmiało – bez tego kraju Unia nie będzie dokończoną wspólnotą narodów europejskich.
Serbia to raczej cywilizacyjny Wschód (prawosławna i tradycyjnie związana z Rosją), a nie Zachód. Ale UE już dawno nie jest klubem zachodnim i ten charakter będzie coraz bardziej traciła. Serbia to też kraj obarczany winą za rozpętanie i prowadzenie największej wojny w Europie od zakończenia drugiej światowej. Ale tym bardziej trzeba dać Serbom szansę na oczyszczenie i odnalezienie się w zjednoczonej Europie.
Listę państw, które powinny się znaleźć w UE – jeżeli zechcą i spełnią warunki – można wydłużyć aż po Turcję, Białoruś, Ukrainę i państwa Kaukazu. Ten, kto naszą Unię Europejską widzi tak ogromną, nie jest realistą. Przynajmniej dzisiaj, a to "dzisiaj" może potrwać dziesięć czy 20 lat. Najważniejsze kraje obecnej, i tak sporej, Unii – Francja i Niemcy – nawet nie zamierzają dyskutować o nowych członkach. Oprócz Chorwacji, której to już obiecano. I Islandii, która jest mała, bogata i zachodnia.
Unia cierpi na syndrom zatłoczonego tramwaju. Ale najbardziej wejścia bronią wcale nie ci, którzy dopiero się doń dostali, ale ci, którzy już dawno siedzą na wygodnych miejscach przy oknie z widokiem na dobrobyt. Do nich trzeba kierować nie tylko argumenty ekonomiczne i polityczne w sprawie rozszerzenia, ale i moralne. I Boże Narodzenie jest po temu dobrą okazją. [ramka][link=http://blog.rp.pl/haszczynski/2009/12/22/tramwaj-zwany-unia-europejska/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL