Kraj

Ktoś jeszcze był u Olewnika?

Dom Krzysztofa Olewnika w Drobinie koło Płocka
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Osiem lat po porwaniu policja odkryła w domu ofiary nieznane dotądślady krwi
– Należy spodziewać się nowych zarzutów – zapowiada informator „Rzeczpospolitej”.
[srodtytul]Nieznany napastnik[/srodtytul] W domu Krzysztofa Olewnika w Drobinie koło Płocka tydzień temu znów zjawili się policjanci – kilkunastu funkcjonariuszy olsztyńskiego i gdańskiego Centralnego Biura Śledczego, w tym kryminolodzy. Przez cały dzień aż do późnej nocy przeszukiwali wszystkie kąty.
– Odrywali listwy i panele na podłodze, sprawdzali meble oraz schowki w ścianach, odsuwali szafy – opowiada informator „Rz”. Co można było znaleźć w domu Krzysztofa osiem lat po jego porwaniu, tym bardziej że w międzyczasie rodzina Olewników gruntownie wyremontowała salon (zmieniła m.in. kolory ścian)? Jak ustaliła „Rz”, policjanci mieli ze sobą lampy UV do wykrywania śladów krwi. Szukali ich w konkretnych miejscach. – I w wielu wytypowanych miejscach je znajdowali – twierdzi nasz rozmówca. Funkcjonariusze zainteresowali się nawet kanapą, która kiedyś stała w domu Krzysztofa, a kilka lat później została przeniesiona do domu jego rodziców. Choć mebel był użytkowany i czyszczony, także na nim znaleziono ślady krwi. – Policjanci mówili nam tylko, że muszą jeszcze raz wszystko dokładnie obejrzeć i zabezpieczyć – opowiada Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa. Informator „Rz”, osoba znająca szczegóły przeszukania, mówi tajemniczo: – Wiedzieliśmy, po co jedziemy, i to mamy. Według naszych informacji CBŚ szukało biologicznych dowodów, które mają świadczyć o tym, że w domu w momencie porwania oprócz już skazanych bandytów był ktoś jeszcze. W nocy, kiedy gangsterzy przyszli uprowadzić Olewnika, doszło między nim a napastnikami do bójki. Broniąc się, Krzysztof miał ranić jednego z przestępców. Ten zaczął krwawić. – Kiedy robiono pierwsze przeszukania (zaraz po porwaniu jesienią 2001 r. – red.), na miejscu zdarzenia znaleziono tylko krew Krzysztofa i włos Kościuka (to jeden z porywaczy – red.) – opowiada policjant CBŚ. W 2006 r. ponowne przeszukanie z wizją lokalną robiła olsztyńska prokuratura. Też nic nie znalazła. Jakim cudem? Na to pytanie nie udało nam się znaleźć odpowiedzi. Zbigniew Niemczyk, zastępca szefa prokuratury apelacyjnej w Gdańsku badającej sprawę porwania Krzysztofa Olewnika, zasłania się formułką: – Nie udzielamy żadnych informacji na temat czynności podejmowanych w związku ze śledztwem, które prowadzimy. Tajemniczy jest też mec. Ireneusz Wilk, pełnomocnik rodziny ofiary. – Na zlecenie gdańskiej prokuratury przeprowadzono pewne czynności – ucina. [srodtytul]Porównują nagrania[/srodtytul] „Rz” ustaliła, że CBŚ i prokuratura porównują nagrania z przeszukania w 2001 r. – własne i to, które prywatnie zrobił Włodzimierz Olewnik. Będąc dzień po policjantach w domu syna, sfilmował cały salon i tabliczki z numerami, które zostawiono przy dowodach. Według naszych informacji, nagrania różnią się jednym szczegółem. – Na policyjnym nie wszystko zostało zarejestrowane – twierdzi informator „Rz”. Niechlujstwo? Celowe działanie? – Sprawdzamy. Mamy już dużą wiedzę, która niebawem zostanie przełożona na materiał dowodowy – zapowiada nasz rozmówca. Dotąd uważano, że w domu Olewnika podczas porwania było pięciu bandytów. Czy na miejscu mógł być ktoś jeszcze? Skąd policjanci wiedzieli, gdzie szukać śladów krwi? Czy ktoś z zamieszanych w sprawę sypie? Prokuratura milczy. Latem policjanci z podobną precyzją zrobili przeszukania u szefa gangu porywaczy Wojciecha Franiewskiego (popełnił samobójstwo przed procesem): w jego domu w Warszawie i letniskowym w Kałuszynie (gdzie przez dwa lata więziono Krzysztofa). Znaleźli nieznany notatnik z zapiskami Franiewskiego, który wciąż jest analizowany. [ramka][srodtytul]Porwanie i zabójstwo[/srodtytul] Krzysztof Olewnik został uprowadzony w nocy z 26 na 27 października 2001. Miał wtedy 25 lat. Przez dwa lata był przetrzymywany w piwnicy na działce pod Kałuszynem, a potem w dole na szambo pod Różanem. W 2003 r. został uduszony. Mordercy zakopali jego ciało w lesie. Za winnych zabójstwa zostali uznani: Robert Pazik, pseudonim Pedro, oraz Sławomir Kościuk. Domniemanym szefem grupy przestępczej odpowiedzialnej za porwanie był Wojciech Franiewski. Cała trójka popełniła samobójstwa w więzieniach (Franiewski przed wyrokiem sądu). Zdaniem krewnych Olewnika Krzysztof mógłby żyć, gdyby nie nieprawidłowości w śledztwie. Dlatego walczą o wyjaśnienie sprawy. Od 13 lutego tego roku w Sejmie działa komisja śledcza do zbadania okoliczności porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. [i]—bork[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL