Styl życia

Moda jaśnie oświecona

ROL
Kreatorzy chcą, by kobiety na Sylwestra lśniły od świtu do nocy. Łatwo przesadzić i wystroić się na choinkę
Błyskotliwe pomysły – zjawisko tyleż efektowne, co ryzykowne. Czy w codziennych sytuacjach błyszczące ubranie się sprawdza? Kobieta menedżer od rana w cekinowej minitunice albo adwokat w spodniach ze złoconej lamy? Kto zgodziłby się na taką propozycję! Nikt nie powinien w robocie błyszczeć. To wprowadza rozrywkowy klimat. Lśnienie ubiorem na ulicy może sugerować chęć zwrócenia na siebie uwagi w celach zarobkowych.
[srodtytul]Ćwieki i punk-plemiona[/srodtytul] Do niewinnych wyjątków należą… punki. Ta formacja trzyma się już trzecią dekadę. W Londynie czy Berlinie peregrynują po mieście punk-plemiona dzwoniące przytroczonymi łańcuchami, „straszące” ćwiekami ponabijanymi na skórzane kurtki, bransoletki, pasy. Wiek – od małolatów do emerytów.
[wyimek]Brutalne skóry z metalowymi nitami do zwiewnych jedwabiów to szykowne połączenie[/wyimek] Co ciekawe – ta subkultura gniewu nieodmiennie inspiruje projektantów. W wersji seksowno-glamourowej pojawia się rok w rok. Nie inaczej w tym sezonie. Brutalne skóry najeżone metalowymi nitami plus wyćwiekowane boty do zwiewnych jedwabiów to szykowne i efektowne połączenie. Niestety, ciężkie. W dosłownym sensie. Ale projektanci nie znają litości. Obarczają słabą płeć kilogramami. Przykładem biała tunika i takież botinki, jedno i drugie gęsto inkrustowane metalowymi krążkami (Givenchy). Wymagają nie lada muskulatury. Jak kiedyś zbroja. Także Roberto Cavalli lubi typ bab twardzieli. Ubiera je w motocyklowo-szpanerskim stylu: czarne obcisłe skórzane portki z metalowymi lampasami, battle-dress z kołnierzem ponabijanym nitami oraz kryształami wielkości broszki. Pod szyją szyfon, też z powbijanym żelastwem. Look pozornie agresywny, w istocie – niosący erotyczne skojarzenia z sadomasochizmem. [srodtytul]Kolce jeża, łuski kobry[/srodtytul] Tegoroczną koncepcją na świecenie są cekiny. Naszywane gęsto, pod różnymi kątami, tak że przypominają przestraszonego jeża – jak koszulka Vivienne Westwood. Leżące gładko niczym łuski na kobrze wykorzystują m.in. Chanel, Balmain, Armani. Połyskliwe powłoki na ciałach kobiet o wężowych kształtach przywołują klimaty Hollywood lat 40. To ostatni szyk mody. Są jeszcze cekiny duże jak pięciozłotówki, mniej lśniące, czarne, białe, w różach, te znów grube jak skóra krokodyla. Taki pancerz świetnie wygląda tylko na mini. Armani ma też coś dla ćmy nocnej: szyfony cienkie jak mgła, na nich jak gwiezdny pył – drobniutkie kryształki Swarovskiego. Lubię połączenia kontrastowe. Świetne są pajetowe T-shirty do dżinsów, cekinowe mini do wielkich skórzanych kamizel, blezerów czy marynar, proste błysk-tuniki do grubych czarnych rajstop. Albo koncepcja odwrotna – lśniące nogi. Legginsy z lśniących łusek, noszone z masywnym swetrem. Marynarski T-shirt w czarno-białe paski (z cekinów) do garniturowych spodni. Jak nie cekinami, to czym lśnić? Kryształkami, imitacjami drogich kamieni naszywanymi we wzory na tiulowe podłoża. Ze szklanych koralików robi się też frędzle i kolie-obroże. Reminiscencje lat 20. ubiegłego wieku. Efekt murowany, choć ciężki. A teraz coś lżejszego: lśniące tkaniny. Satyna, tafta i inne jedwabie. Metalizowane wiskozy, lejące się dzianiny. Z tego szyje się krótsze i dłuższe krynolinki, spódnice bombki, spodnie w kant i orientalne hajdawery, długie drapowane tuniki na gale. Także fasony sportowe w wieczorowym wariancie, jak np. kusy srebrny trencz u Vuittona. W opozycji do ascetycznych form plasują się modele obłędnie bogate, porażające ilością ozdób. Jak u Galliano, który zahacza o kicz, a teraz stworzył karykaturę rosyjskiego folkloru. Czy manieryczny Lacroix, który – zanim zwinął interes – błysnął kreacjami nawiązującymi do procesyjnych figur hiszpańskich Madonn od stóp do głów obsypanych klejnotami. Kiedyś lśnienie drogo kosztowało. Kosztowne materie stanowiły przywilej warstwy rządzącej, na szczególne momenty. Teraz stało się zjawiskiem masowym, codziennym, tanim, żeby nie powiedzieć – tandetnym. Kiedyś taka codzienna ostentacja w towarzystwie świadczyła o braku gustu, a błyskotki od rana nosiły przedstawicielki najstarszej profesji świata. Monarchowie i możni ubierali się w złotogłowie oraz szaty inkrustowane klejnotami wtedy, gdy wypadało podkreślić prestiż władzy i jej finansowe gwarancje. To był element polityczno-ekonomicznej rozgrywki. Franciszek I, Ludwik XIV, Maria Antonina; Henryk VIII i Elżbieta I – władcy znani z ekstrawaganckich, powalających przepychem strojów – zakładali paradne kreacje, kiedy chcieli olśnić poddanych i onieśmielić przeciwników. To była psychologiczna zagrywka. [srodtytul]Szafa Marleny[/srodtytul] Także gwiazdy opery, sceny i ekranu dodają sobie blasku ubiorem i biżuterią. Sława i talent wymagają efektownej oprawy. Zdarzają się wprawdzie genialni artyści odrzucający przepych, jednak trudno wyobrazić sobie diwę w zgrzebnej kiecce… W berlińskim Muzeum Filmu można oglądać prywatne i sceniczne stroje Marleny Dietrich znanej z przebogatej garderoby oraz wykwintu. Jest tam długa, obcisła suknia gęsto obsypana pajetami, w której bogini wielokrotnie występowała (do tego peleryna z białego lisa). Kreacja symbol Błękitnego Anioła – jej urody, charyzmy, seksapilu. Teraz każda kobieta może przebrać się za Marlenę. Materie maszynowo wyszywane cekinami są dostępne za niewygórowane ceny (100 – 200 zł za metr). Na rynku pełno ubiorów jak cacka. Trzeba jeszcze zabłysnąć dowcipem, wdziękiem i klasą.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL