Surowce i Chemia

Ukraińskie kopalnie oszczędzają na bezpieczeństwie

Ukraińcy opłakują górników z Doniecka
AFP
Ukraiński sektor węglowy nie dba o bhp pod ziemią – wydaje na nie tylko równowartość 30 mln zł rocznie. W Polsce, choć wydatki sięgają 2 mld zł i tak dochodzi do tragedii takich, jak w Wujku-Śląsku, gdzie we wrześniu zginęło 20 górników
[b]Zobacz reportaż: [link=http://www.rp.pl/artykul/407090.html]Katastrofy górnicze[/link][/b]
Kopalnie na Ukrainie należą do jednych z najniebezpieczniejszych na świecie. W ostatnich ośmiu miesiącach zginęło w nich 112 górników. W tym roku inspektorzy ukraińskiego Państwowego Nadzoru Górniczego ujawnili 360 naruszeń norm bezpieczeństwa. Izba Rachunkowa w Kijowie zarzuca Ministerstwu Przemysłu Węglowego nieefektywne wykorzystanie środków z budżetu, przyznanych na poprawę warunków pracy górników. Według Izby, w latach 2007-2009 kopalnie na poprawę bhp otrzymały 312 mln hrywien (ok. 90 mln zł.). Dodatkowe 9 milionów euro przyznała w tym celu UE. Eksperci tłumaczą, że poprawa bezpieczeństwa w ukraińskich kopalniach zależy nie od wysokości pomocy, ale od jej wykorzystywania. - Ministerstwo Przemysłu Węglowego jest w Kijowie, kopalnie - 700-1000 km dalej. W takich warunkach skuteczna kontrola ich dyrektorów jest trudna. W czasach Związku Radzieckiego resort znajdował się w Doniecku. Jego pracownicy mogli dojechać do kopalń w ciągu 1-3 godzin. Trudną sytuację pogłębia brak profesjonalnej kadry menedżerskiej. Efektywnych, znających się na rzeczy i nie chciwych dyrektorów na wszystkie kopalnie nie wystarczy - mówi „Rz” Ołeksandr Makarow, analityk Phoenix Capital. I dodaje. - Główny powód wypadków w ukraińskich kopalniach: grube naruszenia technik bezpieczeństwa”. Zarobki górników zależą od wydobycia. Do wykroczeń dochodzi pod presją szefów górniczych oddziałów. W kopalniach była odłączana sygnalizacja, kupowana jest także niestandardowa technika - dodaje.
Mirosław Kugiel, prezes Kompanii Węglowej, największej spółki górniczej w Europie, zatrudniającej ok. 65 tys. ludzi zapewnia. – Bezpieczeństwo załóg to priorytet. Zwłaszcza, że 70 proc. wydobycia pochodzi z najniebezpieczniejszych pokładów. W tym roku na bhp wydajemy 800 mln zł – dodaje. Oznacza to mimo kryzysu o ok. 14 proc. więcej na osobę, niż rok temu. W pozostałych spółkach węglowych wydatki również idą w setki mln zł. Jednak mimo to 18 września w należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego kopalni Wujek-Śląsk w wyniku wybuchu metanu zginęło 20 osób. – Ponieśliśmy statystyczną porażkę. Liczba wypadków jest większa – mówi „Rz” Piotr Litwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego. Do 11 grudnia we wszystkich kopalniach w Polsce zginęło 38 osób, 25 zostało ciężko rannych (w tym 36 zginęło w kopalniach węgla kamiennego, tam też 19 zostało ciężko rannych). – Czynnikiem decydującym są trudne warunki geologiczne w kopalniach węgla kamiennego, można je przyrównać tylko do ukraińskich czy chińskich. W innych krajach eksploatacja podziemna jest m.in. nie tak głęboko i przy niewielkich zagrożeniach naturalnych – tłumaczy Litwa. W Polsce jest coraz więcej pokładów o głębokości ponad 1 km. W ciągu ostatnich 20 lat tzw. wskaźnik wypadkowości śmiertelnej w stosunku do liczby zatrudnionych obniżył się: w 1990 r. w polskich kopalniach zginęło ponad 100 osób, w roku 2007 — 16. – Śmierć każdego górnika jest wielką tragedią i należy podejmować wszystkie działania, aby poziom bezpieczeństwa podnosić. Czasem konieczna jest rezygnacja z eksploatacji tych partii złoża w których występuje koncentracja zagrożeń – mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki i były szef WUG.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL