Biznes

Polskie roboty idą na wojnę

Materiały Producenta
Gdyńska Hydromega wymyśliła sześciokołowego łazika o hydraulicznym napędzie, ożarowski WB Electronics zajął się łącznością, a konstruktorzy z Wojskowej Akademii Technicznej zbudowali elektroniczne zmysły militarnego robota Lewiatan
Gdyńska Hydromega wymyśliła sześciokołowego łazika o hydraulicznym napędzie, ożarowski WB Electronics zajął się łącznością, a konstruktorzy z Wojskowej Akademii Technicznej zbudowali elektroniczne zmysły militarnego robota Lewiatan.
Zdalnie sterowany pojazd ma sobie w przyszłości poradzić jako zwiadowca — obserwacyjną głowicę elektrooptyczną można wysoko unosić na teleskopowym maszcie. Robot może też torować drogę żołnierzom przez nierozpoznany teren np. pole minowe. Albo sam dowiezie, bez narażania ludzi, amunicję na pierwszą linię, a nawet gdy potrzeba, ewakuuje spod ostrzału rannych. — Nie ograniczamy możliwości maszyny tylko do zadań militarnych — będzie mogła wyręczać człowieka tam gdzie jest zagrożenie: w ryzykownych operacjach podczas gaszenia pożarów, niebezpiecznych awarii czy niosąc ratunek na bagnach — uzupełnia Zbigniew Zienowicz prezes gdyńskiej Hydromegi, specjalizującej się w innowacyjnych rozwiązaniach hydraulicznych.
Roboty już się sprawdzają na wojnie — zdalnie sterowany saperski sprzęt wykorzystują Amerykanie gdy tylko pozwala to zmniejszyć ryzyko dla żołnierzy. Do czołowych producentów robotów inżynieryjnych należą firmy z USA, Południowej Afryki, w ogień posyła zdalnie sterowane maszyny armia izraelska. — Pójdziemy zdecydowanie tą samą drogą, będziemy zamawiać wojskowe roboty. Producenci muszą jednak budować sprzęt ściśle dostosowany do potrzeb i warunków np wojny w Afganistanie — mówi Marcin Idzik wiceminister obrony narodowej ds modernizacji sił zbrojnych. Piotr Wojciechowski szef WB Electronics ujawnia, że budowany od trzech lat w warunkach pełnej dyskrecji Lewiatan, mimo potężnej konstrukcji (3700 kg masy całkowitej), sprawnie pokonuje przeszkody w najtrudniejszym terenie, można nim kierować ze znacznych odległości: „widzi” bowiem dzięki 7 kamerom światła dziennego, 4 kamerom termowizyjnym i 5 skanerom (dalmierzom) laserowym, które zapewniają orientację i dostarczają operatorowi plastyczny obraz otoczenia a także są w stanie precyzyjnie zlokalizować zagrożenia. — Tworzenie i wykorzystywanie elektronicznych „zmysłów” Lewiatana to nasz dorobek, także dlatego, że nikt na świecie nie udostępnia unikalnych zaawansowanych technologii albo kosztują one bajońskie sumy. Poza tym starzeją się błyskawicznie, tak jak komputery — mówi dr Andrzej Typiak z Katedry Budowy Maszyn Wydziału Mechanicznego WAT. — Nasz robot to uniwersalna platforma. Z odpowiednią aparaturą na pokładzie może pomagać zwiadowcom, pełnić rolę trału przeciwminowego, a nawet wysuniętej stacji do retransmisji i wzmacniania sygnałów radiowych w najbardziej niedostępnych i niebezpiecznych strefach — opowiada Piotr Wojciechowski. Prezes WBE dodaje, że jedna z futurystycznych wersji demonstratora technologii została wyposażona w stanowisko zdalnie sterowanego karabinu maszynowego 12,7 mm Kobuz, skonstruowanego w Ośrodku Badawczo Rozwojowym Sprzętu Mechanicznego w Tarnowie.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL