Orzecznictwo

Górniak zablokowała część książki o sobie

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Sąd zabronił rozpowszechniania książki "Edyta Górniak: Bez cenzury" w części naruszającej prywatność piosenkarki oraz kilkunastu stron z jej zdjęciami
W praktyce [b]wyrok warszawskiego Sądu Apelacyjnego (sygn. I ACa 840/09)[/b] - który jest prawomocny - oznacza, że książka nie może się ukazywać legalnie, bo wprawdzie można z niej "wyciąć" zdjęcia, ale owych prywatnych wątków już się nie da. Niewiele zresztą bez nich zostanie.
Zdaniem Edyty Górniak książka w 97 proc. jest nieprawdziwa, a Piotr Krysiak, jej autor, nie dość, że się z nią nie kontaktował, to jeszcze powielał plotki zasłyszane od nieprzychylnych jej osób i "nadał im nową żywotność". Autor twierdził z kolei, że chciał pokazać prawdziwą osobowość gwiazdy przez pryzmat relacji jej znajomych. A że to były często osoby jej nieprzychylne? – cóż, nie cytował klakierów. Poza tym większość z tych informacji sama piosenkarka podawała publicznie.
Były wśród nich plotki o rzekomych romansach piosenkarki, wręcz sprawach intymnych czy dolegliwościach oraz kilkanaście zdjęć z prywatnych spotkań i sytuacji. I nie o wszystkich Górniak publicznie rozprawiała – w każdym razie tak ustaliły sądy obu instancji. Dlatego uwzględnił większość zarzutów piosenkarki i nakazał przeprosiny za opublikowanie informacji o jej życiu prywatnym, które "w większości są nieprawdziwe i oszczercze". Już sąd I instancji zakazał rozpowszechniania książki "w części dotyczącej informacji o życiu prywatnym powódki i jej wizerunków". Sąd Apelacyjny zawęził nieco ten wyrok i wskazał konkretne strony ze zdjęciami, które muszą być usunięte. – W praktyce ten wyrok oznacza, że ta książka musiałaby zostać napisana na nowo, cel więc osiągnęliśmy – nie kryje satysfakcji mec. Maciej Ślusarek, pełnomocnik Górniak. – Wciąż jednak nie wiemy, jak taki wyrok wykonać, które fragmenty można drukować, a których nie, co mojemu klientowi wolno napisać w ewentualnej nowej (poprawionej) książce, dlatego będziemy się odwoływać – powiedział z kolei "Rz" adwokat Marek Gromelski, pełnomocnik pozwanego. – Sądy niedopuszczalnie ułatwiły sobie zadanie. Powinny konkretnie wskazać fragmenty książki, które mają być z niej usunięte, a sformułowanie wyroku "dotyczące życia prywatnego" nie pozwala na ich oddzielenie – uważa prof. Bogudar Kordasiewicz, specjalista od prawa prasowego i ochrony dóbr osobistych. – Tej pracy za sądy nikt inny nie wykona. Rzeczą pozwanego będzie natomiast ocenić, czy po ingerencji sądu (która powinna dotyczyć tylko konkretnych fragmentów), da się książkę napisać na nowo.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL