Publicystyka

Rok sceptyka

Tomasz Wróblewski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
W gruzach legła cała ideologia ekologiczna. Ideologia nienawiści i pogardy, jaką zdrowo jedząca, energooszczędna i sikająca pod prysznicem mniejszość darzy resztę ludzkości – pisze publicysta
[b][link=http://blog.rp.pl/wroblewski/2009/12/03/rok-sceptyka/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
Ekolodzy traktują daty jak drogowskazy. Szczyt Ziemi Rio'92, Kioto'97, Natura 2000, Cap-Trade 2005, konsensus klimatyczny 2007, Rospuda 2008... Niech zatem rok 2009 zamiast kopenklapą okrzyknięty będzie rokiem sceptyka. Uczonego, który miał odwagę zadawać pytania, podważyć sfałszowane badania naukowe. Uśmiercić ideologie ocieplenia. Nie naukę, nie starania o czystsze powietrze, ale terror ekomniejszości nad resztą świata. Tendencyjne prognozy pogody Ekolodzy niezdarnie bronią się, tłumacząc, że e-mailowe manipulacje to tylko taka uczona retoryka. Że nie mieli na myśli kasowania e-maili, tylko błędne dane. Że ich sztuczki to tylko nowe metody pomiarów, a nie taki sposób gromadzenia danych, żeby ukryć brak dowodów na wzrost temperatur – co zresztą w innych e-mailach sami przyznawali.
Zaufania i, co ważniejsze, monopolu na naukową prawdę nie odzyskają. Dziś nawet lewicowy "New York Times" publikuje teksty sceptyków, jak Don Easterbrook czy Wallace Broecker, dowodzących, że temperatury na Ziemi ani drgnęły od 12 lat. Profesor Richard Lindzen jest najchętniej czytanym naukowcem "Wall Street Journal". Od lat powtarza, że emisja CO[sub]2[/sub] na Ziemi musiałaby się zwiększyć czterokrotnie, żebyśmy mogli dostrzec jej wpływ na klimat. Profesor Patrick Michaels z promującego wolny rynek Cato Institute przyznaje, że znów otwierają się przed nim łamy naukowych czasopism do niedawna zarezerwowanych dla katastrofistów, takich jak "Climate Research" czy "Geophysical Research Letters". Michaels dowodzi, że niewielkie ocieplenie jest częścią stabilizacji temperatur po tzw. małej epoce lodowcowej XV – XIX w. Od czasów wiosny ludów (rok 1848) średnia temperatura wzrosła zaledwie o 1,5 stopnia Celsjusza. Naprawdę dużo zmieniło się od ujawnienia e-mailowej ekokonspiracji. Paul Hudson, prezenter pogody w BBC, przyznaje dziś, że wiedział o felernych e-mailach, ale o nich nie powiedział. Jego zwierzchnicy obiecują śledztwo. Okazuje się, że nawet prognoza pogody w dzisiejszych czasach może być tendencyjna i politycznie drażliwa. Czy podobne dochodzenia będą prowadzone na amerykańskich i europejskich uczelniach? Co z redaktorami cenzorami pism naukowych, którzy dopuszczali jedynie słuszne publikacje? Jednak to nie e-maile, ale brutalne prawa ekonomii pogrzebały szanse na porozumienie w Kopenhadze. Chiny i Indie odpowiedzialne za 26 proc. emisji CO[sub]2[/sub] nie widzą możliwości cięć wyższych niż tempo wzrostu ich PKB. Australia rezygnuje z limitu CO[sub]2[/sub], bo – jak twierdzi premier Kevin Rudd – powoduje on nieracjonalne koszty społeczne. Rada Europy rozmyła swoje wcześniejsze deklaracje, a Kongres Stanów Zjednoczonych mimo obietnicy prezydenta Obamy o 17-proc. redukcji CO[sub]2[/sub] raczej nie ratyfikuje traktatu. Co prawda Obama odgrażał się, że policzy się "z tymi, którzy podważają naukowe dane", ale to nie dane zostały podważone. W gruzach legła cała ideologia. [srodtytul]Miało być inaczej[/srodtytul] Ideologia nienawiści i pogardy, jaką zdrowo jedząca, energooszczędna i sikająca pod prysznicem mniejszość darzy resztę ludzkości. Przekonani o swojej wyższości i nieomylności znaleźli wreszcie sposób na dyktowanie stylu życia: terror w imię ratowania Ziemi i rewolucja przemysłowa, która pod hasłami ochrony środowiska zamiast rozwoju miała nieść zastój. Założono, że produkcja przemysłowa najwyżej rozwiniętych państw cofnie się do poziomu emisji CO[sub]2[/sub] z początku XX w. Kraje rozwijające się miały się zatrzymać w swojej pogoni za dobrobytem zachodnich cywilizacji. Wszystko miało być inaczej. Nasza dieta, nasza praca, nasze domy miały być ekologicznie uzdatnione. Stracilibyśmy prawo do swoich rozpasanych terenówek, podgrzewanych basenów, cygar – wszystkiego, co napawa obrzydzeniem zieloną mniejszość. Nie żeby to wszystko było konieczne do życia, ale to wszystko są nasze prawa, takie jak inne. Zanim zgodzimy się co do zasady, że możemy je ograniczać dla wyższych celów, musimy być pewni tych celów. Katastroficzne badania miały wymóc na politykach ustanowienie ekologicznego reżimu. Policyjnego systemu nadzorowania nowych standardów. Jak niegdyś klasycy komunizmu ekolodzy przekonani byli, że lepiej od nas wiedzą, czego nasza planeta potrzebuje. Jeżeli liczby tego nie potwierdzały, to tym gorzej dla tych, którzy się na nie powoływali. To nie pierwsza ideologia korumpująca naukę. Wynajdywała sobie słabe indywidua i mierne instytucje na sojuszników. Zastraszając sceptyków i wydawców, dysponując monopolem na prawdę, z kilku przypadkowych uczonych zrobiła gwiazdy. Instytut East Anglia's Climate Research Unit według "Wall Street Journal" w latach 70. i 80. był przeznaczony do zamknięcia. Brakowało pieniędzy na pensje dla pracowników i brakowało poważnych publikacji. Los uczelni odwrócił się w 1994 roku. W miarę jak przybywało katastroficznych raportów klimatycznych uczelnia odbijała się od dna. Profesor Phil Jones nawołujący w e-mailach do niszczenia danych przeczących ociepleniu przysporzył swojej uczelni blisko 20 mln dolarów. Jego kolega od czatów profesor Tim Osborn otrzymywał półtora miliona dolarów rocznie. Podobnie wyglądała sytuacja z Uniwersytetem Pensylwania, który po wieloletniej zapaści stanął na nogi dzięki innemu bohaterowi afery e-mailowej – prof. Michaelowi Mannowi. W ciągu ostatnich dziewięciu lat zapewnił on uczelni blisko 80 mln dolarów w postaci rozmaitych grantów i rządowej pomocy. Płaciły rządy, płaciły firmy i fundacje przestraszonych. Jedni z autentycznej troski i wrodzonej naiwności, inni – żeby zapewnić sobie milczenie ekologów. Kongres USA w zamian za spore subsydia naukowe zdobył poparcie najlepszych amerykańskich uczelni dla wyłączenia z limitów gazów cieplarnianych emitowanych przy hodowli bydła i świń. Po prostu Agencja Ochrony Środowiska (EPA), przez nikogo niekrytykowana, przestała to liczyć. Swoją cenę miało też wyłączenie flotylli towarowej Wielkich Jezior z obowiązku wykorzystywania biopaliw. [srodtytul]W sam raz na przejazdy ekspertów [/srodtytul] Ideologia ocieplenia elastyczna była do czasu. Konsensus nie dopuszczał sceptyków do najważniejszych czasopism naukowych. Oszołomami nazywano dziennikarzy Fox News rozliczających organizacje ekologiczne z rządowych grantów i wytykających Albertowi Gore'owi (który jest guru zielonych), że jego basen podgrzewany jest przez okrągły rok. Dla swoich darczyńców ideologia była hojna. O ile łatwiej było zachodnim rządom za głód i nędzę Trzeciego Świata obwiniać ocieplenie globalne zamiast dyskryminacyjnej polityki rolnej. W 2008 r. powołano nawet specjalny fundusz (United Nations Adaptation Fund) mający rekompensować krajom afrykańskim i azjatyckim straty poniesione przez zmiany klimatyczne. Fundusz zebrał 18 mln dolarów. W sam raz na konferencje w Kopenhadze i przejazdy ekspertów. Ale są jeszcze fundusze pomocowe Banku Światowego, Oxfam – razem w Ameryce, Europie, Japonii i Australii zbierze się tego 4 – 6 mld dolarów rocznie. Teraz porównajmy tę dobroczynność z 16 miliardami dolarów przekazywanymi rocznie na subsydia dla amerykańskich farmerów i 48 miliardami euro, jakie Unia Europejska wydaje co roku na politykę rolną. Na ochronę przed tańszym i zdrowszym cukrem z trzciny cukrowej, przed olejem z oliwek, wołowiną z Australii, jabłkami z Paragwaju, tytoniem z Brazylii, bawełną z Afryki. Te miliardy są wydawane na niszczenie samowystarczalności Trzeciego Świata. [srodtytul]Powietrze wydaje się czystsze [/srodtytul] "Ingerencje dobroczynności" to jedne z tych destrukcyjnych sił, które – według tegorocznej laureatki Nagrody Nobla z ekonomii Elinor Ostrom – uniemożliwiają powstawanie oddolnych instytucji i struktur dających niezależność gospodarczą. One jedynie wzmacniają dotychczasowe zależności i pogłębiają stereotyp afrykańskich nierobów przeżerających pieniądze dobrodusznych Europejczyków i Amerykanów. O ile to wygodniejsze od obcięcia dotacji dla amerykańskich plantatorów czy francuskich rolników. To prawda – od mówienia prawdy dzieci nie przestaną głodować, góry lodowe na biegunach z powrotem nie zamarzną. Zanim jednak podejmiemy wielomiliardowe zobowiązania, narzucimy innym styl życia, musimy być absolutnie pewni – i to wszyscy – że liczby nie kłamią. Że to nie jest jeszcze jeden socjotechniczny eksperyment na naszej naturze. Dzięki sceptykom powietrze już dziś wydaje się trochę czystsze. [i]Autor był redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek Polska" i wiceprezesem wydawnictwa Polskapresse. Współpracuje z "Rzeczpospolitą"[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL