Kraj

Podwyższona gotowość polskich służb

minister zdrowia Ewa Kopacz
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
W piątek od rana w Rzeszowie i Lublinie obradują sztaby kryzysowe w związku ze zwiększoną zachorowalnością na grypę w graniczących z Polską zachodnich rejonach Ukrainy.
Wideokonferencję w Podkarpackim i Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim zorganizowało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Podczas posiedzenia ma być opracowany program działań w związku z zagrożeniem grypą zza wschodniej granicy. Minister zdrowia Ewa Kopacz nie wykluczyła nawet zamknięcia wschodniej granicy.
- Nasz interes - i tu kładę nacisk na nasz polski interes - jest taki, aby jeśli jest tam duża infekcja, epidemia, której nie ogłosili jeszcze, to my musimy być bardzo radykalni w decyzjach, które podejmiemy, również sanitarnych i nie tylko - powiedziała minister w Polskim Radiu. — Radykalne decyzje to takie, że w pewnym momencie możemy powiedzieć: nie ma ruchu granicznego, zamykamy granice, gdyby było jakieś niebezpieczeństwo. Na dzień dzisiejszy takiego niebezpieczeństwa nie ma - zapewniła minister Kopacz.
Polskie służby sanitarne w województwach graniczących z Ukrainą są w stanie podwyższonej gotowości. Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Rzeszowie uspokaja jednak, że na Podkarpaciu nie odnotowano nietypowego wzrostu zachorowań grypopochodnych. Podobnie jest w Lubelskim. Sytuację cały czas monitoruje Sanepid. Apelują, by w tych dniach wstrzymać się z wyjazdem na Ukrainę, zwłaszcza na groby bliskich, a jeżeli już ktoś musi wyjeżdżać, to powinien zachować szczególne zasady higieny osobistej. Radzą by nie witać się z bliskimi i zachowywać odstęp w kontaktach z innymi osobami. — Jesteśmy w stałym kontakcie z ukraińskimi służbami. Osoby przekraczające granicę z Ukrainą są informowane o zagrożeniu grypą oraz o tym, jak się przed nią chronić. Podróżni przyjeżdżający do Polski w przypadku wystąpienia objawów grypopodobnych powinni zgłaszać się do lekarza pierwszego kontaktu, który podejmie decyzję odnośnie dalszego postępowania - podkreśla Tomasz Miszczak z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. — Jesteśmy przygotowani. Mamy zapas maseczek, rękawic i czekamy tylko na decyzję służb sanitarnych, czy mamy ich używać — mówi kapitan Elżbieta Pikor, rzecznik Bieszczadzkiego oddziału Straży Granicznej w Przemyślu. Procedura zachowania służb granicznych została opracowana jeszcze w czerwcu tego roku. Każde z przejść dysponuje tymczasową izolatką w której można umieścić osobę z podejrzeniem wirusa grypy. Strażnicy przyglądają się podróżnym i mają informować o ewentualnych podejrzeniach. W maseczkach pracuje już część służb granicznych po ukraińskiej stronie w Medyce i Korczowej.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL