Unia Europejska

Rządy w UE nie dla pań

Parlament Europejski
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Wśród kandydatów na najwyższe stanowiska w Brukseli na razie nie ma kobiet
– To będzie żenujące, jeśli żadnego z czterech najwyższych stanowisk w UE nie zajmie kobieta. Jak będzie wyglądała w oczach świata Unia głosząca równość płci i konieczność emancypacji kobiet? – pyta w rozmowie z „Rz” Cecile Greboval, dyrektor w Europejskim Lobby Kobiet (EWL).
Jej organizacja zebrała 350 podpisów działaczek kobiecych, polityków, pisarzy i innych osób publicznych pod apelem 50/50. Celem inicjatywy jest zwiększenie obecności Europejek na kierowniczych stanowiskach w unijnych instytucjach, czego symbolicznym wyrazem ma być bardziej sfeminizowana reprezentacja na najwyższych szczeblach. Zdaniem EWL połowę stanowisk komisarzy powinny objąć kobiety. Przynajmniej jedno z czterech najwyższych stanowisk w unijnych instytucjach też powinno przypaść którejś z pań. Przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Jerzy Buzek, szefem Komisji Europejskiej – José Barroso. Do obsadzenia zostały już tylko dwa stanowiska: przewodniczącego Rady oraz wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej.
– W mediach pojawiają się nazwiska możliwych kandydatek. Ale żadna z nich nie ma silnego poparcia – mówi „Rz” Mikołaj Dowgielewicz, szef UKIE. Też podpisał się pod kobiecym apelem. – Zrobiłem to dawno temu. Nie rozumiem, dlaczego na unijnych rodzinnych fotografiach są prawie wyłącznie mężczyźni – wyjaśnia Dowgielewicz. Apel krytykuje Konrad Szymański, eurodeputowany PiS. – Wprowadzanie jakichkolwiek kwot to wyrządzanie olbrzymiej krzywdy kobietom, które dochodzą wysoko dzięki swoim kompetencjom. O nich też będzie się wtedy myślało, że mają „punkty za pochodzenie” – tłumaczy poseł. Według niego mężczyźni politycy nie rugują z wysokich stanowisk kobiet. – Nie sądzę, by kryterium płci było brane pod uwagę w tych polityczno-dyplomatycznych scenariuszach – mówi. Wśród kandydatów na szefa unijnej Rady są Tony Blair, były brytyjski premier, Jean-Claude Juncker, premier Luksemburga, Felipe Gonzalez, były premier Hiszpanii, Jan Peter Balkenende, premier Holandii, a nawet zapomniany już nieco były kanclerz Austrii Wolfgang Schüssel. Do kompetentnych kobiet bez poparcia zaliczana jest m.in. Mary Robinson, była prezydent Irlandii. A jedyną kobietą z poparciem własnego rządu, jest od wczoraj była prezydent Łotwy Vaira Vike-Freiberga. Inicjatywę kobiet popiera Barroso. Wysłał nawet list do szefów rządów o uwzględnianie płci przy przedstawianiu kandydatur do Komisji Europejskiej. Obecnie wśród 27 komisarzy jest osiem kobiet. – Nie jest to apel do konkretnych krajów o zaproponowanie kobiety – zastrzega Johannes Laitenberger, rzecznik Komisji. Sam Barroso nie prowadzi jednak takiej prokobiecej polityki w Komisji, którą kieruje od ponad pięciu lat. W Brukseli kobiety nie mają szans przebić się na najwyższe urzędnicze stanowiska. Na stanowisku dyrektora generalnego, który ma często więcej do powiedzenia niż upolityczniony komisarz, jest tylko jedna kobieta – zarządzająca sprawami administracyjnymi. Na około 40 dostępnych stanowisk. Dziś apel kobiet podpisze Jerzy Buzek. Jak mówi nam jego rzeczniczka Inga Rosińska, „przewodniczący popiera inicjatywę”. Ale, podobnie jak Barroso, nie wciela swych przekonań w życie. Szefem i zastępcą szefa jego gabinetu są mężczyźni, kobietom przypadły stanowiska rzeczniczki prasowej oraz szefowej sekretariatu. [ramka][b]Strona Europejskiego Lobby Kobiet [link=http://www.womenlobby.org]www.womenlobby.org[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL