Muzyka

Zwierzenia ludzi po przejściach

Katarzyna Groniec – w przypadku tej płyty jest nie tylko artystką piosenki, ale i tłumaczką tekstów oraz współproducentką (z Magdaleną Falkowską)
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Katarzyna Groniec kolejny raz udowodniła swój talent wydaną właśnie płytą „Listy Julii”. Materiału z tego albumu wysłuchaliśmy w poniedziałek w teatrze Polonia.
Mężczyzna w czerwonym krawacie nie poleca samobójstwa. Ten z czerwonymi klapami marynarki mówi, że nie może już dłużej żyć. Łysy facet w podkoszulku wieszczy jakiejś świni, że jej „kości zeżrą dzikie psy”.
Piegowata dziewczyna z czerwonymi rzęsami składa swój świat do stóp niekochającego jej ukochanego. Krótkowłosa brunetka radzi komuś, żeby zastanowił się, w co w życiu gra. „Ja pierdolę, w bardzo dziwną stronę skręca świat” – konstatuje wyluzowana miłośniczka Boba Marleya. A ofertę pozwalającą w tym świecie żyć luksusowo ma dla wszystkich dama z czerwonymi oczami. Trzeba tylko podpisać się krwią...
Kilkanaście takich postaci w 1993 roku powołał do życia Elvis Costello wraz z Brodsky Quartet. Zainspirowała go werońska tradycja zostawiania pod balkonem Julii Capuletti listów, w których ludzie opisują swoje szczęścia i nieszczęścia. Katarzyna Groniec przetłumaczyła teksty jego piosenek i stworzyła z nich recital „Listy Julii”. Teraz wydała go na płycie. Podczas wieczoru promocyjnego w Polonii Groniec znów potwierdziła, że jest artystką dużego formatu. Swobodnie porusza się w różnych stylistykach – od jazzu, przez rock, po poezję śpiewaną. Jest niezwykle ekspresyjna, by chwilę później stać się subtelną. Krzyczy, by za moment diabolicznie szeptać. Jest obsceniczna i wulgarna, a za chwilę widzimy w niej uosobienie liryzmu. Śpiewa z otwartością rodem z estrady, by w kolejnym utworze zamknąć się przed słuchaczami niemal autystycznie. Materiał, który przygotowała, nie jest prosty ani muzycznie, ani interpretacyjnie. Bo przecież wcielenie się w ciągu ponad godziny w kilkanaście skrajnie różnych charakterów, oddanie ich radości, niepewności, bólu, złości, a i niejednokrotnie głosu, nie było zadaniem łatwym. Ale Groniec z tego typu wyzwaniami radzi sobie doskonale i potrafi równie wiarygodnie stać się małą zagubioną dziewczynką, jak i wściekłym na świat dorosłym mężczyzną. Owszem, w zorientowaniu się, z jaką osobą mamy właśnie do czynienia, pomagały wyświetlane na ścianie zdjęcia Tomasza Kulaka (do wszystkich pozowała notabene ucharakteryzowana Groniec). Ale nawet gdyby ich nie było, bylibyśmy sobie w stanie owe typy ludzkie wyobrazić. Nie ma z tym w zasadzie większych kłopotów również wtedy, kiedy słucha się „Listów Julii” z płyty. Głównie dlatego, że różnic w stosunku do wykonania na żywo jest niewiele i są oczywiste. Nie ma problemów z dykcją czy utrzymaniem dźwięku (co na recitalu się zdarzyło), lepiej jest także wyważona relacja nagłośnienia instrumentów i wokalu. Jeśli można mieć jakiś postulat, to tylko jeden, wciąż ten sam. I to dotyczący wszystkich artystów piosenki aktorskiej. Warto byłoby pomyśleć o wydawaniu również płyt DVD. Sztuka, której Katarzyna Groniec jest jedną z najbardziej utalentowanych reprezentantek, pozbawiona obrazu jednak traci.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL