Muzyka

Jak być posłańcem

Natalie Cole na koncercie w Warszawie, 2007 r.
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Amerykańska wokalistka Natalie Cole przed czwartkowym koncertem
[b]Trudno być córką legendarnego Nat „King" Cole'a?[/b]
[b]Natalie Cole:[/b] Na początku kariery nie było łatwo, często mnie do taty porównywano. Dobrze, że nie byłam chłopcem, bo głos miałabym z pewnością bardzo podobny. Tak jak się to przytrafiło Frankowi Sinatrze juniorowi, co uniemożliwiło mu karierę. Jestem więc szczęśliwa, że urodziłam się dziewczynką. [b]Wszyscy są przekonani, że sława ojca ułatwiła pani karierę.[/b]
Takie głosy pojawiły się po albumie „Unforgetable… with Love", na którym zaśpiewałam piosenkę z tatą. Ale przecież już wtedy miałam ustaloną pozycję w muzyce pop i r'n'b. Osiągnęłam ją bez pomocy ojca. [b]Chciał, by została pani wokalistką?[/b] Nigdy mnie nie namawiał. Ale musiał wyczuwać we mnie talent, bo przynosił do domu mnóstwo różnych płyt, od Beatlesów po jazz, a ja chętnie słuchałam. Nie próbował ukierunkować moich zainteresowań, nawet nie pytał, co mi się podoba. [b]A jaką muzykę lubiła pani najbardziej?[/b] Byłam wielką miłośniczką rock and rolla i The Beatles, znałam każde ich nagranie. [b]Słuchała pani płyt ojca?[/b] Nie musiałam, chodziłam z mamą na jego występy. [b]Pani matka była również wokalistką. Czy w domu śpiewaliście razem?[/b] Tak, proste piosenki, które ojciec pamiętał z dzieciństwa. Sadzał mnie obok siostry i razem śpiewaliśmy jak w chórku. [b]Pamięta pani swój sceniczny debiut?[/b] To był przypadek. Byłam mała i czekałam z mamą za kulisami na koniec występu taty. Ponieważ się nudziłam, biegałam tu i tam. Mama musiała spuścić mnie z oczu, bo sama nie wiem, jak znalazłam się na scenie. Ludzie zaczęli się śmiać i klaskać, ojciec nie wiedział dlaczego; nie dostrzegł, że stoję za nim. To było moje pierwsze wejście na scenę. Kiedy miałam siedem lat, sam mnie poprosił, żebyśmy razem śpiewali. Traktowałam to jak zabawę, nawet kiedy nagrywaliśmy w studiu. Dziś to są moje najwspanialsze wspomnienia. [b]Kto wpadł na pomysł, by nagrać pani duet z ojcem na płycie „Unforgetable… with Love"?[/b] Joe Guercio, kierownik muzyczny hotelu Hilton w Las Vegas, z którym pracowałam w połowie lat 80. Kiedyś zaskoczył mnie pytaniem, czy chciałabym zaśpiewać duet z ojcem. Odpowiedziałam, że nie. On jednak dodał, że można odtworzyć jego nagranie z taśmy i tak zaaranżować piosenkę „Unforgetable", żebyśmy śpiewali razem. Wtedy nie było takiej technologii jak dziś, postawiliśmy więc za kulisami wielki, szpulowy magnetofon, a na scenie zajęła miejsce orkiestra. Kiedy przyszedł moment na partię ojca, szpule zaczęły się kręcić, a orkiestra zamilkła. Zgranie tego momentu było trudne, ale udało się. Publiczność wręcz oniemiała. Nikt wcześniej czegoś takiego nie dokonał. [b]Woli pani wykonywać standardy czy napisane specjalnie dla pani piosenki?[/b] Marzę o nagraniu całego albumu z nowym repertuarem, ale trudno mi znaleźć tyle dobrych piosenek. Jestem wymagająca wobec autorów i kompozytorów. Natomiast śpiewanie standardów traktuję jako wyzwanie – zawsze staram się znaleźć oryginalną interpretację. [b]Słucha pani wtedy innych wykonań?[/b] Wszystkich, do jakich mogę dotrzeć. W ogóle dużo słucham, szczególnie klasycznych interpretacji Elli Fitzgerald, Nancy Wilson, Tony'ego Bennetta, Franka Sinatry i, oczywiście, taty. To pomaga mi zrozumieć, o czym opowiada tekst piosenki. Niewielu współczesnym wykonawcom udaje się tak dobrze przekazać myśl autora. [b]A kto dziś robi to najlepiej?[/b] Z pewnością Diana Krall, Michael Bublé, Harry Connick Jr. [b]Co jest najtrudniejsze w znalezieniu odpowiedniej interpretacji?[/b] Ma być inna od tych, które znamy, a jednocześnie oddawać przesłanie twórcy zawarte w tekście i muzyce. [b]Zauważa pani różnice pomiędzy piosenkami nagrywanymi kiedyś i teraz?[/b] Są ogromne, dziś już mało kto w ogóle śpiewa. Wokaliści sami się zagłuszają akompaniamentem, używają maszyn, z którymi każdy jakoś zabrzmi. Kiedyś nie było takich możliwości. Albo potrafiłeś zaśpiewać, albo nie. [b]Co pani sądzi o rapowaniu?[/b] Lubię rap, ale to nie jest śpiew, to poezja. Dla rapu charakterystyczne i unikalne jest frazowanie. To bardzo trudne. Przy okazji chcę powiedzieć, że rap wcale nie jest nową formą sztuki, powstał w latach 40. ubiegłego stulecia. [b] Piosenkę "Better Than Anything" śpiewa pani w duecie z Dianą Krall, a w finale przekomarzacie się, co jest lepsze, miłość czy zakupy. Pani uważa, że zakupy, Diana, że miłość i nie dajecie się przekonać. Ciekaw jestem, co zrobiłyście po nagraniu?[/b] Oczywiście poszłyśmy na wielkie zakupy i miło spędziłyśmy czas. [b]Jakie są składniki dobrej piosenki?[/b] 50 procent melodii, 50 procent słów, a pomiędzy nimi przesłanie. Kiedy nagrywaliśmy „We Are the World" pod kierunkiem Quincy'ego Jonesa, powiedział nam wszystkim: „Zostawcie swoje ego za drzwiami. Ta piosenka nie jest o was, ona niesie wiadomość, przekażcie ją światu". Każda muzyka zawiera przesłanie. Jeśli artysta je odkryje, staje się posłańcem i dopiero wtedy może trafić do odbiorcy tej wiadomości, do słuchacza. [i]rozmawiał Marek Dusza[/i] [ramka]Natalie Cole Urodzona w 1950 r. w Los Angeles, córka wokalisty i pianisty Nat "King" Cole'a, nagrała 24 albumy, jest laureatką dziewięciu nagród Grammy. Pierwsze dwie otrzymała za debiut z 1975 r. Największą popularność i uznanie zdobyła za płytę "Unforgettable… with Love". Kolejne znakomite albumy – "Take a Look", "Stardust" i "Leavin'" – pokazały, że jest wykonawczynią doskonale czującą się w róż-nych stylach. W Polsce zaśpiewa po raz trzeci 29 października w Sali Kongresowej.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL