Historia

Rynsztunek przeciwników

Partyzant AK uzbrojony w amerykański pistolet maszynowy UD M42 i radziecki granat obronny RGD-33
Rzeczpospolita, MS Marek Szyszko
[srodtytul]Kałmucki kawalerzysta[/srodtytul]
W akcjach przeciwpartyzanckich Niemcy sporadycznie wykorzystywali liniowe jednostki Wehrmachtu i Waffen SS, polegając przede wszystkim na rozmaitych formacjach policyjnych, zapasowych i oddziałach złożonych z mieszkańców okupowanych terenów Związku Radzieckiego. Jednym z bardziej egzotycznych naszych przeciwników był Kałmucki Korpus Kawalerii (Kalmücken Kavallerie Korps), dowodzony przez „dr. Otto Dolla” (prawdziwe nazwisko Rudolf Werba), który miał dość specyficzny status – jednostki sprzymierzonej. Walczący w lecie 1944 roku w Polsce korpus liczył mniej niż 5000 żołnierzy, wziął udział w największej na naszych ziemiach operacji przeciwpartyzanckiej – Sturmwind II. Wygląd kałmuckiego kawalerzysty, z uwagi na wyjątkową skąpość materiału, można opisać na podstawie analogii do innych wschodnich formacji. Żołnierze ci nigdy nie odznaczali się jednolitością umundurowania i uzbrojenia, ich wygląd stanowił efekt mniejszej lub większej improwizacji. Najpowszechniejszą praktyką było łączenie rozmaitych niemieckich i radzieckich sortów mundurowych z narodowymi elementami ubioru. Nierzadko stosowano umundurowanie po byłej armii carskiej, odpowiednio je dostosowując, Niemcy z kolei dostarczali swoim wschodnim sprzymierzeńcom zdobycznych sortów mundurowych pochodzących ze wszystkich niemalże podbitych krajów Europy. Nakryciem głowy bywały niemieckie czapki polowe z daszkiem, furażerki, a także futrzane, okrągłe kubanki, charakterystyczne zwłaszcza dla jednostek kozackich.
Jedynym zewnętrznym emblematem identyfikującym wojaków „dr. Dolla” była okrągła naszywka noszona na lewym rękawie. W owal wpisana była brązowa rozeta w kałmuckim wzorze, a na złotej obwódce umieszczono nazwę jednostki w językach niemieckim i kałmuckim – pisanym cyrylicą. Nie jest jednak pewne, czy zdołano ją wprowadzić, jako że nigdy nie została oficjalnie zatwierdzona przez niemieckie dowództwo. Broń także stanowiła prawdziwą mozaikę – w wielkiej liczbie używano zdobycznego uzbrojenia radzieckiego, chociaż niektórym bardziej wartościowym bojowo jednostkom Rzesza dostarczała regulaminowego sprzętu swej armii. Cześć arsenału stanowiła broń przejęta przez Wehrmacht w podbitych krajach, m.in. polska, czechosłowacka, holenderska. Jednym z bardziej charakterystycznych atrybutów wschodnich kawalerzystów – Kozaków czy Kałmuków – była broń sieczna, której kawaleria niemiecka nie używała już w latach II wojny światowej. Stanowiły ją zwłaszcza regulaminowe radzieckie szaszki wz. 1927 i carskie dragonki. [srodtytul]Akowiec z peemem UD[/srodtytul] W oddziałach partyzanckich używano mieszanych elementów ubioru cywilnego i wojskowego. Stosowano przy nich elementy podkreślające charakter wojskowy (np. oficerki, rogatywki) i narodowy (np. orły). W perspektywie ogólnonarodowego powstania wydawano instrukcje, które dokładnie określały strój i ekwipunek żołnierza. Mimo to ujednolicony strój cechował tylko niektóre oddziały. Najczęściej wykorzystywano przedwojenne elementy polskiego munduru, ale także zdobyczne wojskowe lub policyjne sorty niemieckie czy zrzutowe angielskie. Warto dodać, iż gdzieniegdzie szyto mundury według przedwojennych wzorów. Istniało kilka źródeł pozyskiwania broni przez członków polskiego ruchu oporu. W początkowym okresie były to przede wszystkim składy uzbrojenia ukryte przez żołnierzy WP we wrześniu 1939 roku. Należy zaznaczyć, że w wielu wypadkach stan broni pozostawiał wiele do życzenia i niezbędne były naprawy w polowych warsztatach. Niezwykle istotnym składnikiem partyzanckiego arsenału była zdobycz wojenna, zwłaszcza karabiny maszynowe i peemy, bo nie można było ich uzyskać z wrześniowych zasobów. Znaczącym uzupełnieniem wreszcie była broń wyprodukowana w konspiracyjnych wytwórniach (filipinki, steny, błyskawice, kisy) i dostarczona drogą lotniczą przez aliantów. Wśród tej ostatniej były m.in. amerykańskie pistolety maszynowe UD M42. Peem M42 skonstruowany został przez Amerykanina Carla Swebiliusa na zamówienie firmy United Defence Supply Corp, która była komórką Biura Służb Strategicznych (OSS). OSS zajmowała się m.in. zaopatrywaniem w potrzebny sprzęt aliantów, w tym organizacji konspiracyjnych. Pistolet maszynowy UD (skrót od nazwy firmy-zleceniodawcy) nigdy nie trafił do armii USA, która nie wykazała nim zainteresowania. Spośród 15 000 wyprodukowanych egzemplarzy część dostarczono europejskim partyzantom – głównie jugosłowiańskim, ale także AK. Broń działała na zasadzie odrzutu zamka swobodnego, miała przełącznik rodzaju ognia, zasilanie odbywało się z 20-nabojowego pudełkowego magazynka dołączanego od dołu. Ciekawym rozwiązaniem była możliwość łączenia dwóch magazynków tak, aby po wystrzelaniu zawartości jednego można było błyskawiczne włożyć drugi. UD był długi (ponad 80 cm) i załadowany ważył grubo ponad 4 kg (np. sten nieco ponad 3 kg), jednak chwalono jego celność i niezawodność. Dla europejskiego ruchu oporu znacznym udogodnieniem było dostosowanie broni do amunicji 9 mm Para, która była łatwo dostępna, w przeciwieństwie do standardowej amerykańskiej 0,45 cal. Liczba peemów UD w polskiej konspiracji jest nieznana, ale zdjęcia potwierdzają fakt ich używania – zarówno w oddziałach partyzanckich, jak i podczas powstania warszawskiego. [i]Michał Mackiewicz pracownik naukowy Muzeum Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL