Biznes

Coraz większe kłopoty na Okęciu

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
W październiku już dwukrotnie pasażerowie przylatujący i odlatujący z warszawskiego lotniska Okęcie mieli przedsmak tego, co ich może czekać podczas jesienno-zimowych podróży
Loty odwołane i opóźnione, samoloty przekierowane na inne lotniska. Straty dla linii lotniczych i podróżnych, którzy muszą zmieniać plany, nie zdążają na kolejne połączenia. I kolejne opóźnienia rejsów, które narastały przez cały dzień, bo linie traciły swoje tzw. działki czasowe, czyli ściśle ustalony czas startu i lądowania. Okęcie, lotnisko które spośród wszystkich polskich portów lotniczych obsługuje najwięcej startów i lądowań, jako jedyny port w Polsce dysponuje II kategorią Instrumental Landing System (ILS), pozwalającą na operacje w trudnych warunkach atmosferycznych. Teoretycznie.
Praktycznie działa tylko system na niższym poziomie. — Mamy problem z sygnałem, który nie dochodzi do samolotów. Sygnał radiowy wychodzący z urządzenia na ziemi jest silny, ginie jednak w drodze do samolotu — mówi Jakub Mielniczuk, rzecznik Portów Lotniczych, przedsiębiorstwa zarządzającego Okęciem. Właśnie dlatego 14 października w ciągu 2 godzin od 10 rano do południa 12 samolotów, głównie Lotu, zamiast na Okęciu musiało lądować w Łodzi i Poznaniu, oraz podkrakowskich Balicach, gdzie także padał śnieg, ale problemów z lądowaniem nie było. Jak powiedział „Rz” rzecznik Lotu, Andrzej Kozłowski, linia musiała wydać ponad 100 tys. złotych tylko z tytułu konieczności opłacenia noclegów i posiłków dla pasażerów, którzy nie mogli zgodnie z planem dotrzeć do miejsca przeznaczenia. — Staramy się ten problem rozwiązać z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej od prawie roku. Specjaliści, którzy się tym zajmują najpierw stwierdzili, że przyczyną zakłóceń może być jedno z ogrodzeń. Przesunęliśmy je, jednak sytuacja się nie poprawiła. Kolejna koncepcja zakładała, że sygnał blokują drzewa. Wycięliśmy je, co jednak nie poprawiło sytuacji — wyjaśnia Mielniczuk.
Jak dodaje port docelowo chce mieć trzecią, najwyższą kategorię ILS. Będzie to inwestycja wynikająca z chęci podniesienia prestiżu niż z faktycznych potrzeb. Ale bez tego warszawskie lotnisko nawet nie ma co marzyć, aby stać się liczącym się portem przesiadkowym. Zdaniem władz Okęcia w roku zdarzają się zaledwie kilka dni, w których widoczność jest tak ograniczona, że do wylądowania niezbędny jest ILS trzeciej kategorii. — Nawet jeżeli u nas będzie odpowiedni sprzęt nie jest powiedziane, że wszyscy piloci którzy latają do Warszawy będą mieli uprawnienia do korzystania z niego, a samoloty będą wyposażone w urządzenia zdolne odbierać sygnał — podsumowuje Kuba Mielniczuk. Tymczasem linie lotnicze oceniają Okęcie jako lotnisko niedoinwestowane. Sebastian Mikosz, prezes Lotu nie może się nadziwić jak to jest możliwe, aby w szczycie sezonu remontowano przez miesiąc jeden z dwóch pasów startowych. Jeszcze większe utrudnienia czekają linie i pasażerów w czasie remontów obydwóch pasów warszawskiego lotniska zaplanowanych na trzy weekendy września 2010. Spośród polskich portów nad uzyskaniem drugiej kategorii pracują krakowskie Balice. — Nie jest to kwestia najbliższych miesięcy, jednak inwestycje już trwają — mówi Justyna Zajączkowska z biura prasowego portu lotniczego w Krakowie. Kategoria lotniska nie zależy od samego urządzenia ILS, ale i od infrastruktury jaką dysponuje port. Stąd krakowskie inwestycje w budowę łącznika między płytą postojową a drogą startów i lądowań czy w świetlny wskaźnik ścieżki schodzenia PAPI.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL