Sylwetki

Wykorzystać kryzys

Michael Rüdiger jest szefem Credit Suisse na nasz region od marca 2008 r. W szwajcarskiej instytucji pracuje od ponad 10 lat. Wcześniej był zatrudniony m.in. w Allianz Asset Management i niemieckim oddziale UBS
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Michael Rüdiger, szef Credit Suisse na Austrię, Luksemburg i Europę Środkową
[b]Rz: Jakie są plany Credit Suisse na rynku polskim?[/b]
[b]Michael Rüdiger:[/b] Globalnie działamy jako zintegrowany bank. Oznacza to, że prowadzimy działalność private banking, zarządzania portfelami i bankowość inwestycyjną. Jeżeli chodzi o ten ostatni segment, jesteśmy obecni w Polsce od 1991 r. W 1997 r. dodaliśmy usługi asset management. Dla tego typu działalności wskazane jest, aby zaczynać ją we współpracy z innym podmiotem – w naszym przypadku było to PKO BP. Teraz wchodzimy w kolejną fazę zaangażowania na polskim rynku – dystrybucji początkowej przez private banking. Chcemy to zrobić do końca tego roku. Nie oznacza to jednak, że rezygnujemy z zarządzania aktywami, tylko że nie będziemy już tego robić w joint venture z PKO BP. [b]Dlaczego myślicie, że private banking w Polsce to zyskowna nisza?[/b]
Tego typu usługi nie są dla Credit Suisse niszą. Jesteśmy jednym z największych podmiotów zarządzających majątkiem na świecie, pozyskaliśmy 17,5 mld CHF nowych aktywów tylko w I półroczu 2009 r. To naturalny proces, że na nowy rynek wchodzi się z bankowością inwestycyjną. Drugą fazą jest zarządzanie portfelami – są to bowiem produkty oszczędnościowe. Byliśmy uczestnikami kumulacji majątku. Teraz, po 20 latach wolnego rynku, wydaje się, że jest już masa krytyczna dla usług private banking. [wyimek]Zastanawiamy się nad zbudowaniem w Polsce biura maklerskiego obsługującego inwestorów instytucjonalnych[/wyimek] [b]Nie obawiacie się dużej konkurencji na rynku private banking w Polsce? [/b] Mamy wysoki poziom zadowolenia klientów z naszych usług, dlatego że wierzymy, iż dobra alokacja aktywów przynosi dobre rezultaty. Brzmi to jak dogmat, ale aby to osiągnąć, trzeba mieć wiedzę i zdobyć zaufanie klientów. Typowy przedsiębiorca, który zaczyna rozmowę z Credit Suisse, ma 95 proc. środków ulokowanych we własnej firmie, 40 – 50 lat i zaczyna rozglądać się za możliwością wyjścia z biznesu – czy to poprzez przekazanie go rodzinie, czy poprzez znalezienie inwestora zewnętrznego. Nagle więc rozmawiamy na temat transakcji typowych dla bankowości inwestycyjnej. Jeżeli znajdzie się nabywca, zaczynamy się zastanawiać, jak ulokować pozyskane ze sprzedaży firmy środki. To zupełnie inny biznes niż prowadzenie konta bankowego czy zarządzanie płynnością. [b]Jak wygląda realizacja planów otworzenia biura maklerskiego Credit Suisse w Polsce? Dotąd jesteście tylko zdalnym członkiem giełdy...[/b] Rzeczywiście zastanawiamy się nad zbudowaniem biura obsługującego inwestorów instytucjonalnych. To może być atrakcyjne uzupełnienie naszej działalności. [b]Credit Suisse zdecydował się pod koniec 2008 r. na duże cięcie kosztów. Czy banki będą musiały dokonywać kolejnych oszczędności?[/b] Nasza reakcja w IV kwartale 2008 r. była czymś, do czego zmusił nas rynek. Ale po udanym I i II kwartale roku myślimy już raczej, w jaki sposób rozwijać nasz biznes. Nasz zysk za I półrocze tego roku sięgnął 3,5 mld CHF. Jesteśmy instytucją o jednej z najlepszych kapitalizacji na świecie – ze współczynnikiem Tier-1 wynoszącym 15,5 proc. Chodzi o właściwe zarządzanie ryzykiem, ale też o wykorzystanie siły banku do zdobycia większego udziału w rynku w czasie kryzysu. To dla nas najważniejsze priorytety. [b]Skoro tak, może powinniście zainwestować w jakąś instytucję finansową w Polsce?[/b] Analizujemy, czy rozwijać się na bazie ekspansji zewnętrznej czy organicznie – na bazie własnego oddziału. To zawsze zależy od konkretnego przypadku i od okazji na rynku. [b]Czy światowy sektor finansowy najgorsze ma już za sobą?[/b] W ostatnim czasie rynek znów się rozwija, ale wciąż mamy do czynienia z nadmiernym potencjałem. Może więc być potrzeba większej konsolidacji. Również w reakcji na konkluzje szczytu G-20 – sugerującego wzmocnienie bazy kapitałowej – pojawić się może presja na mniejszych i słabszych graczy na połączenie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL