Świat

W Rio ludzie giną jak na wojnie

Oddziały specjalne patrolują slumsy w Rio de Janeiro
AFP
Brazylia: W żadnym innym kraju świata nie umiera od ran postrzałowych tylu ludzi
Spektakularną strzelaninę w Rio de Janeiro podczas minionego weekendu pokazały wszystkie telewizje. Gangi dowiodły, że jeśli zechcą, mogą sterroryzować miasto, w którym w 2016 roku mają się odbyć igrzyska olimpijskie. W walkach między rywalizującymi bandami i starciach z policją, która próbowała interweniować, zginęło (według różnych źródeł) od 17 do 21 osób. Sceny jak z kina akcji rozgrywały się niedaleko słynnej Maracany, gdzie w 2014 roku zostaną rozegrane główne mecze mundialu, a dwa lata później odbędzie się ceremonia otwarcia i zamknięcia igrzysk. Żeby zaprowadzić spokój, do Rio trzeba było ściągnąć 4500 dodatkowych policjantów.
Eksperci od lat zwracają uwagę na problem braku kontroli nad bronią znajdującą się w Brazylii w rękach cywilów. Ten arsenał szacuje się na ponad 15 mln sztuk (na około 196 mln mieszkańców). To głównie broń rodzimej produkcji należąca wcześniej do stróżów porządku. Jak trafiła w ręce cywilów (bandytów, ale i tych, którzy muszą się jakoś przed nimi bronić), nietrudno zgadnąć, gdy się czyta raporty o korupcji w brazylijskiej policji. W efekcie w Brazylii od kul padło więcej ludzi niż w konfliktach zbrojnych nad Zatoką Perską, wojnie domowej w Kolumbii czy potyczkach palestyńsko-izraelskich. Rząd prezydenta Luiza Inacia Luli da Silvy nieraz próbował się zmierzyć z problemem broni. W zeszłym roku zaczął ją skupować po 60 – 185 dolarów za sztukę. Nikt, kto pozbywał się karabinu czy pistoletu, nie był pytany, skąd je wziął. Podczas poprzedniej takiej kampanii, cztery lata wcześniej, udało się skupić pół miliona sztuk broni, ale młodzi Brazylijczycy wciąż giną częściej od kul niż z powodu chorób czy wypadków drogowych. To zresztą problem nie tylko Brazylii. Według brytyjskiego pisma medycznego „Lancet” w Ameryce Łacińskiej 97 procent wszystkich zgonów z przyczyn nienaturalnych wśród osób od 10 do 24 lat jest efektem postrzałów.
Wydawałoby się, że w tej sytuacji Latynosi muszą marzyć o zakazie posiadania broni. Jednak gdy prezydent Lula cztery lata temu spytał rodaków w referendum, czy w Brazylii powinno się zakazać handlu bronią palną i amunicją, większość głosujących odpowiedziała „nie”. Brazylijczycy przestraszyli się, że zwykli ludzie staną się całkowicie bezbronni w konfrontacji z przestępcami, a bandyci i tak znajdą jakiś sposób, by się uzbroić. Nie brakuje głosów, że w Rio, gdzie ofiarą przemocy pada 6000 osób rocznie, głównym problemem nie jest broń, ale nieobecność państwa w ubogich dzielnicach (fawelach). Skwapliwie zastępują je gangi. Środki przeznaczane przez nie na cele socjalne (lekarstwa, żywność, butle z gazem, pomoce szkolne) przewyższają te, które oferują władze. Jeśli raz na jakiś czas do faweli postanawia wtargnąć policja, zamieniają się one w twierdze, a bandyci sięgają po broń ciężką. Podobnie jak podczas wojen gangów o kontrolę nad handlem kokainą. Takich jak ta, której odsłonę można było obejrzeć w miniony weekend.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL