Służba zdrowia

Popularność nie powinna szkodzić szpitalom

Marek Haber, wiceminister zdrowia
Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Rozmowa z Markiem Haberem, wiceministrem zdrowia
[b]Rz: Czy uczestnictwo w rankingach, poddanie się akredytacji ułatwia zarządzanie szpitalem?[/b]
Taka zewnętrzna ocena zwiększa konkurencję, wyzwala to, co w ludziach najlepsze. Mechanizm jest zresztą znany od dawna: konkurują między sobą całe szpitale, ale i oddziały, które zajmują się tą samą specjalnością. [b]W praktyce popularność szkodzi. Centrum Onkologii w Bydgoszczy, które przez lata ranking wygrywało, w tym roku w ogóle w nim nie uczestniczy. Dyrektor tłumaczy, że nie jest w stanie wyegzekwować pieniędzy od funduszu za pacjentów, którzy przyjechali do niego z innych regionów....[/b]
[wyimek]- NFZ powinien płacić za pacjentów, którzy na leczenie przyjechali z innych regionów, o ile ich hospitalizacje są uzasadnione - Marek Haber, wiceminister zdrowia[/wyimek] Popularność nie powinna szkodzić. Jeśli przyjeżdża zbyt wielu pacjentów, szpital może mieć problem, ale fundamentalną zasadą jest, że chory ma prawo wyboru miejsca leczenia. Musimy być konsekwentni. NFZ powinien płacić za pacjentów, którzy na leczenie przyjechali z innych regionów, o ile ich hospitalizacje są uzasadnione. [b]To jak rozwiązać problem nadwykonań?[/b] Sytuacja finansowa funduszu jest trudniejsza niż dotąd, ale staramy się ten problem rozwiązać. Uruchomiliśmy już rezerwę z 2008 r., w tym roku rozdysponowaliśmy 500 mln z tzw. funduszu zapasowego. Pieniądze poszły na te świadczenia, które nie są limitowane, czyli na porody, zabiegi ratujące życie i na onkologię. Są takie dziedziny, w których nie można ograniczać dostępu do leczenia. Natomiast przy zabiegach planowych limity zawsze będą istniały. [b]Weszła w życie ustawa o akredytacji. Czy będzie ona odgrywała taką rolę jak obecnie rankingi organizowane przez media? [/b] Zapisy o akredytacji szpitali były już w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej, która obowiązuje od kilku lat, ale nie były wykorzystane. Teraz pojawiła się możliwość przeprowadzenia akredytacji zgodnie z prawem i na określonych ustawowo zasadach. Od kilku miesięcy Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia wydaje certyfikaty szpitalom na nowych, bardziej szczegółowych zasadach. [b]Dlaczego resort zdrowia nie chciał, by akredytacji podlegały obowiązkowo wszystkie placówki?[/b] Uznaliśmy, że system powinien być dobrowolny. Przecież każda placówka, która podpisuje kontrakt z NFZ, musi spełnić określone kryteria. Taka, która chce uzyskać certyfikat, spełnia bardziej wyśrubowane, trudniejsze do osiągnięcia. [b]Co w zamian zyskuje?[/b] Nie formalizowaliśmy nigdzie w przepisach korzyści, jakie uzyska szpital akredytowany, np. przy podpisywaniu kontraktu z NFZ. Na pewno trafi do niego więcej pacjentów, którzy chętniej tę placówkę wybiorą. W czasie postępowania konkursowego jest zresztą zapisane, że fundusz bierze pod uwagę certyfikaty jakości. Teraz rynek jest ustabilizowany, więc ma to mniejsze znaczenie. Ale w przyszłości, jeśli graczy będzie więcej, posiadanie certyfikatu może przesądzić o podpisaniu kontraktu. [i]—rozmawiała Sylwia Szparkowska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL