Media

Święty Jerzy po ćwierćwieczu

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
A więc to już ćwierć wieku. 25 lat temu dowiedzieliśmy się o porwaniu księdza Jerzego.
[b][link=http://blog.rp.pl/semka/2009/10/19/swiety-jerzy-po-cwiercwieczu/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Pamiętam rozpacz mszy w intencji księdza Jerzego, które w tamtą ponurą jesień coraz bardziej podminowywało podejrzenie, że żoliborski kapłan nie powróci do nas żywy... Dziś wszystkie gazety - od „Naszego dziennika” po „Fakt” - przypominają postać, która na zawsze przypominać będzie o zbrodniczym obliczu komunizmu.
W „Polsce - The Times” Tomasz Pompowski przypomina, że najważniejsi zleceniodawcy tego mordu pozostali ukryci. "Bezpieka przez sześć lat podsłuchiwała rodziny funkcjonariuszy skazanych za zabójstwo ks. Jerzego. Ze stenogramów rozmów wynika, że proces toruński był mistyfikacją, a oni kozłami ofiarnymi systemu." Pompowski zapowiada książkę Wojciecha Sumlińskiego "Teresa. Trawa. Robot. Największa operacja komunistycznych służb specjalnych", wydaną przez wydawnictwo Fronda, która zajmuje się m.in. zachowaniem wykonawców mordu - podwładnych pułkownika Adama Pietruszki. "Ci ludzie czują się zdradzeni i oszukani przez najwyższych przedstawicieli władz PRL. Nie mają złudzeń co do metod: są szantażowani i gotowi są szantażować, wiedzą z kim mają do czynienia ("banda Łobuzów" - mówi o nich żona Pietruszki, "Kiszczak poświęci wszystkich, byleby samemu się ratować" - mówi syn i dalej cynicznie stwierdza: "trzeba się odciąć od tego kraju, od tego narodu, trzeba zacząć dbać o własną dupę, trzeba odkuć się, niech to państwo w gruz się wali". Głoszą słowa, które są przecież zasadą dzisiejszych władz). Bliscy płk. Pietruszki chcą ponownego procesu, bo wiedzą, kto ponosi główną odpowiedzialność za zbrodnię. Tymczasem wyjaśnienia okoliczności śmierci księdza Jerzego nie chcą sprawcy, ale nie chcą też ci, którzy sprawców kryją - władza III RP. (...) Z książki dowiadujemy się, że w 1991 r. badający sprawę zamordowania ks. Jerzego ówczesny prokurator Andrzej Witkowski był na tropie prowadzącym do sześciu żołnierzy wojskowych służb specjalnych, którzy "byli świadkami uprowadzenia kapelana Solidarności". Jak się okazuje, ci ludzie nie byli nawet przesłuchani na procesie toruńskim. I to jest kolejny dowód na wyreżyserowanie tego procesu. Książka Sumlińskiego zawiera dokumenty, które stawiają znaki zapytania co do rzeczy najistotniejszej - a mianowicie co do rzeczywistych sprawców tego morderstwa. (...) Na podstawie ich analizy można podejrzewać, że rozkaz zabicia księdza został wydany przez prominentnych funkcjonariuszy reżimu. Świadczyć może o tym także ten fakt, że materiały z podsłuchów trafiały bezpośrednio do ówczesnego I sekretarza partii komunistycznej i najważniejszego funkcjonariusza reżimu Wojciecha Jaruzelskiego oraz ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka. Interesującym wątkiem w rozmowach żony wicedyrektora Departamentu IV ze znajomymi była ocena śledztwa i procesu przez kierownictwo MSW. Ocena ta wypadła bardzo pozytywnie. Wiele osób z resortu podkreślało, że zachowana została tajemnica państwowa i służbowa - można odnieść wrażenie, że dla władz MSW zachowanie tajemnicy państwowej i służbowej było zasadniczym miernikiem prawidłowości śledztwa i procesu." W "Gazecie wyborczej" rozmowa z ks. Romualdem Biniakiem, proboszczem bydgoskiej parafii Św. Polskich Braci Męczenników, gdzie ksiądz Jerzy odprawił swoją ostatnią mszę przed uprowadzeniem. „[b]- Bał się?[/b] - Ani-ani. Mówił: "Jestem gotowy na wszystko". O kamieniach (mowa o obrzuceniu kamieniami jego samochodu przez SB parę dni wcześniej - przyp. red.) wspomniał, że to może zwykły wandalizm. Nam też się nie mieściło w głowie, że ktoś może szykować zamach. Milicja może mandat dać, pałką uderzyć - to tak, ale żeby mordować... Ustaliłem z ks. Jerzym, że podczas mszy kazania nie będzie, że poprowadzi tylko rozważania różańcowe. [b]- Bał się ksiądz kontrowersji?[/b] - Jak już poznałem ks. Jerzego, przestałem się bać. Nie miałem powodów do obaw. Nie spodziewałem się jednak, że taki tłum w kościele będzie. Kilka tysięcy! A zazwyczaj gromadziło się z 500 osób. Było spokojnie. Dziać się zaczęło dopiero po mszy. Tłum ludzi wybiegł za nim z kościoła. Nie chciał rozmawiać. Raz, że nie czuł się dobrze. Dwa, że nie chciał propagandy robić. Ale tłum nie dawał za wygraną. Gdy wchodziliśmy na plebanię, drzwi nie dało się zamknąć. Na korytarz wbiło się z 50 osób. "Jurek, musisz im coś powiedzieć" - zawołałem. Spotkał się z ludźmi w sali konferencyjnej. Później zdałem sobie sprawę, że w tej sali musieli być też mordercy. Mieli księdza na oku, nie przepuściliby okazji. [b]- Mówił ostro?[/b] - Nie, zdawkowo. Ludzie pewnie wyszli niezadowoleni. Nie padło żadne kontrowersyjne twierdzenie. Był zmęczony, proponowaliśmy mu nocleg. Ale odmówił. Kolacji też nie chciał, ale przynieśliśmy mu chleb, twaróg, jakieś serki. Troszkę skubnął." I jeszcze jedna poruszająca rozmowa z Marianną Popiełuszko - matką męczennika, w specjalnym dodatku "Naszego dziennika". Zawsze mam duże wątpliwości przed takimi rozmowami ale ten wywiad czyta się z zaciśniętym gardłem. Z tej rozmowy chce zacytować dwie wypowiedzi: [b]- Czy było trudno przebaczyć mordercom?[/b] - Nie, bo to nie są moje sądy. Sądy będą boże. Nie sądźmy nikogo, sami nie będziemy sądzeni. (...) [b] - Pani Marianno modli się pani do księdza Jerzego?[/b] - Ja modlę dziś do Boga. [b]- Ale za przyczyną Sługi Bożego?[/b] - Nie dokuczam mu bo ludzie maja pilniejsze sprawy a on wie czego mi trzeba, to i sam uprosi u Boga. A tak ludzie stoją w kolejce."
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL