Sport

Właściwy samochód, właściwy czas

Jenson Button świętuje mistrzowski tytuł
AFP
Trzydziesty pierwszy mistrz świata Formuły 1 rozpoczął swój marsz na wyścigowe szczyty 21 lat temu, kiedy kierowca rallycrossowy John Button posadził swojego ośmioletniego syna w gokarcie.
11-letni Jenson wygrał wszystkie 34 wyścigi w juniorskich mistrzostwach Wielkiej Brytanii, a w kolejnych latach dorzucał następne sukcesy.
Jego droga do Formuły 1 była zadziwiająco krótka: po zaledwie dwóch sezonach w juniorskich seriach samochodowych (Formule Ford i Formule 3), Jenson w wieku 19 lat zaliczył testy za kierownicą McLarena, jako nagrodę od Stowarzyszenia Brytyjskich Kierowców Wyścigowych. W kolejnym teście, w barwach zespołu Prost, po zaledwie 10 okrążeniach uzyskał lepszy czas od weterana wyścigowych torów, Jeana Alesiego. Frank Williams zaproponował mu posadę kierowcy testowego w swojej ekipie, ale po udanych pierwszych jazdach powierzył mu fotel wyścigowy na sezon 2000. Dwudziestolatek z miejsca stał się ulubieńcem brytyjskiej fachowej prasy. Widziano w nim jedną z największych gwiazd Formuły 1 i wróżono rychłe triumfy, ale Button jedynie z zachowania poza torem przypominał gwiazdę.
Rzucił się w szał luksusowych zakupów, inwestując w jachty, luksusowe posiadłości i supersamochody. Zerwał ze swoją partnerką ze szkolnych lat i zaczął brylować w towarzystwie supermodelek. Tymczasem na torze wcale nie błyszczał, choć w swoim drugim starcie w barwach Williamsa dojechał do mety na szóstej pozycji i został najmłodszym w historii zdobywcą punktu w mistrzostwach świata (rekord poprawiony dopiero siedem lat później przez Sebastiana Vettela). Williams po jednym sezonie zastąpił go Juanem Pablo Montoyą i Button przeniósł się pod skrzydła Flavia Briatore. Po drugim sezonie startów w Renault znów musiał ustąpić miejsca innemu kierowcy – tym razem Fernando Alonso. Brytyjskie media wpadły w furię, a Briatore spokojnie skomentował: – Czas pokaże, czy miałem rację. Miał, bo Alonso wkrótce zdobył dwa mistrzowskie tytuły, a Button na pierwszy wygrany wyścig czekał do sezonu 2006. Po drodze uwikłał się jeszcze w dwa nieprzyjemne spory kontraktowe: po rozstaniu z Renault trafił do ekipy British American Racing, ale przed sezonem 2005 ogłosił, że wraca do Williamsa. Szef BAR, David Richards, nie zamierzał zwolnić swojego kierowcy i sprawa trafiła przed oblicze Komisji ds. Kontraktów, która zablokowała przejście do Williamsa. Po roku sytuacja się odwróciła – Button chciał pozostać w BAR, ale posiadał już ważny kontrakt z Williamsem i zespół Richardsa musiał zapłacić 30 milionów dolarów odstępnego. Zawirowania kontraktowe i życie playboya sprawiły, że akcje Buttona w światku Grand Prix mocno spadły. W latach 2007-08 Anglik nadal startował w tym samym zespole, choć po drodze BAR zmienił właściciela i stał się fabrycznym zespołem Hondy. Kiedy Japończycy ogłosili po sezonie 2008 wycofanie się z Formuły 1, wydawało się, że Button zostanie na lodzie. Mistrzowskie posunięcie Rossa Brawna, który wykupił prowadzony przez siebie zespół i poprowadził zaprojektowane za pieniądze Hondy samochody do wspaniałych triumfów w sezonie 2009, uratowało jednak karierę Buttona. Anglik zrzucił Lewisa Hamiltona z okładek brytyjskich gazet, wygrywając sześć z pierwszych siedmiu wyścigów sezonu. W drugiej części tylko raz zdołał stanąć na podium, ale przewaga wywalczona w pierwszych wyścigach wystarczyła, aby jeden wyścig przed końcem sezonu 2009 zapewnić sobie mistrzowski tytuł. Nie był to sukces wywalczony w pięknym stylu, bo gdy nadeszły gorsze czasy, Button z wiecznie uśmiechniętego gwiazdora zamienił się w opryskliwego mruka, uciekającego przed dziennikarzami po każdym niepowodzeniu. Potrafił jednak wyciągnąć maksimum z najlepszego samochodu w stawce, a taktyczny geniusz Brawna pozwolił mu uratować cenne punkty w pozornie beznadziejnych sytuacjach. Jak to czasami bywa w Formule 1, znalazł się we właściwym samochodzie o właściwym czasie i zdołał to w pełni wykorzystać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL