Społeczeństwo

Fani piłki nożnej rzucają wyzwanie PZPN

Bojkot meczu Polska – Słowacja był sukcesem. Na trybunach zasiadło niecałe 5 tysięcy widzów
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Są młodzi, pochodzą z różnych stron Polski. Łączy ich jedno: kibicują reprezentacji i mają dość PZPN
Zmian w Polskim Związku Piłki Nożnej nie udało się przeprowadzić trzem ministrom sportu. Wszystkie wojny futbolowe kończyły się klęską polityków. Sprawy w swoje ręce postanowili więc wziąć sami kibice.
Pierwsze ich dokonania wyglądają imponująco. Ogłoszony w Internecie kilka tygodni temu bojkot meczu reprezentacji Polski ze Słowacją sprawił, że na trybunach zjawiło się niecałe 5 tys. osób (na poprzednich meczach był komplet – 47 tys.). Inna grupa kibiców zbiera w Internecie podpisy pod listem do FIFA i UEFA, w którym apeluje o pomoc w zmianie PZPN. W ciągu dwóch dni udało się zebrać ponad 100 tys. podpisów.
[srodtytul]Stowarzyszenie S.O.S.[/srodtytul] Organizatorzy bojkotu postanowili zarejestrować stowarzyszenie, które będzie walczyć o uzdrowienie polskiej piłki. – Jesteśmy grupą osób poznanych w Internecie, które rzuciły wyzwanie PZPN, ale już mamy wsparcie 200 tys. kibiców – mówi członek zarządu Marek Zygmański, który w piątek rano złożył w sądzie dokumenty potrzebne do zarejestrowania stowarzyszenia. Jak mówią o sobie, reprezentują całą Polskę. Członkowie zarządu pochodzą z: Warszawy, Łodzi, Bydgoszczy, Krynicy, Koła, Sosnowca, Zamościa. W czwartek wieczorem odbyli pierwszą naradę za pośrednictwem Internetu. – Naszym celem jest obalenie zarządu PZPN, którego struktura jest skostniała. Będziemy bojkotować mecze reprezentacji aż do skutku, aż związek nie siądzie do rozmów z kibicami. Chcemy, by odeszli Lato, Piechniczek, Engel, Kręcina i trener Majewski – mówi Zygmański. Większość z nich do tej pory się nie znała. Łączy ich to, że kibicują reprezentacji Polski. Dlaczego postanowili działać? – Z żalu i rozgoryczenia po porażce ze Słowenią w Mariborze i utraceniu szans na wyjazd do RPA – odpowiada krakowianin Rafał Kaleta. – Po meczu wraz z Marcinem Matusiakiem i Rafałem Frasiem, z którymi prowadzę firmę informatyczną, założyliśmy stronę www.koniecpzpn.pl i rozesłaliśmy linki znajomym, a oni swoim znajomym. Następnego dnia odwiedziło nas kilkuset internautów. Dwa dni temu mieliśmy już 230 tys. wejść – opowiada. Z początkowego chaosu powstały działy zadaniowe: kreatywny, projektów, zatwierdzania pomysłów i wprowadzania ich w życie, dział IT i grafiki, media oraz prawny. Po porażce reprezentacji w ubiegłą sobotę z Czechami internauci zorganizowali spotkanie założycielskie w Łodzi. – Bo leży w centrum kraju – wyjaśnia Filip Gielesiński ze stowarzyszenia. – Przyjechały 23 osoby, spośród których został wybrany siedmioosobowy zarząd. Tylko łodzianin Tomasz Laszczyk ma 43 lat, pozostali to 20- i 30-latkowie z wyższym wykształceniem lub studenci. 23-letni prezes Sławomir Bajdas mieszka w Krynicy i jest studentem piątego roku Uniwersytetu Ekonomicznego (pisze pracę magisterską: „System przygotowania Polski do Euro 2012”) i trzeciego roku katowickiej AWF na kierunku zarządzanie sportem. – Zawsze chciałem coś robić dla polskiej piłki, ale nie spodziewałem się, że będę to robił jako prezes stowarzyszenia S.O.S. dla Polskiej Piłki – mówi. Jedyną kobietą w zarządzie jest 24-letnia Magdalena Palczewska z Sosnowca, absolwentka Wyższej Szkoły Humanitas i studentka zarządzania sportem we wrocławskiej Wyższej Szkole Zarządzania i Coachingu. – Byłam przekonana, że za czasów Michała Listkiewicza skorumpowany polski futbol w korupcji osiągnął dno, ale się myliłam. Po nastaniu prezesa Laty jest jeszcze gorzej – mówi. Oburzają ją wysokie pensje i wydatki piłkarskich działaczy. – Na obóz sportowy dziesięciolatków Zagłębia Sosnowiec zgłosiło się zaledwie 11 chłopców, bo jego koszty ponoszą rodzice, a nie wszystkich na to stać. Tak wygląda prawdziwa piłkarska rzeczywistość w Polsce – wytyka. Kamil Miścichowski, wiceprezes stowarzyszenia i project manager warszawskiej firmy, nie ukrywa, co sądzi o prezesie PZPN Grzegorzu Lacie. – Stanowi relikt komunistycznej przeszłości. Nie ma wykształcenia, a jedyną predyspozycją do pełnienia takiej funkcji są układy – ocenia i deklaruje, że jeśli bojkot kolejnych spotkań reprezentacji nie przyniesie skutku, to kibice się zastanowią nad innymi działaniami. Jednym z pomysłów jest zorganizowanie wielkiego marszu pod siedzibę PZPN. – Ale boimy się, żeby przy okazji marszu nie doszło do jakichś incydentów. To byłaby woda na młyn działaczy PZPN, którzy twierdzą, że protesty przeciw nim organizują chuligani – mówią w stowarzyszeniu. [srodtytul]Lato: jaki bojkot?[/srodtytul] Nie wszystkim kibicom podoba się rodzaj protestu wybrany przez stowarzyszenie. „Remi” – 36-letni kibic Lecha, kiedyś fanatyczny – dziś przedsiębiorca budowlany, na mecz do Chorzowa pojechał. – Z drużyną jest się na dobre i na złe. To nie zawodnicy są winni, że polską piłką rządzą stare, skorumpowane pierdziele – mówi „Rz”. Wpisał jednak swoje poparcie na stronie www.koniecpzpn.pl PZPN udaje, że nie dostrzega wielkiego poruszenia wśród kibiców. – Bojkot? Jaki bojkot? To warunki pogodowe sprawiły, że tak mało kibiców zasiadło na trybunach – mówił po meczu ze Słowacją prezes Lato. – Nie ma żadnego bojkotu, to tylko działania grupki chuliganów – twierdził przed meczem na łamach prasy rzecznik PZPN Janusz Atlas. Teraz działacze nabrali wody w usta. – W poniedziałek odbędzie się konferencja prasowa dotycząca problemów polskiej piłki – informuje Atlas i dodaje, że do tego czasu nikt nie będzie niczego komentował. – Brawo, brawo i jeszcze raz brawo – tak o akcji kibiców mówi „Rz” były bramkarz i znany krytyk PZPN Jan Tomaszewski. – W sprawie PZPN nic nie robi rząd, więc wreszcie sprawy w swoje ręce wzięli kibice. Wierzę, że im się uda. Nadzieje pokłada w skali protestów i w tym, jak podchodzą do nich sponsorzy reprezentacji. – Jeśli kibice przestaną przychodzić na mecze, a sponsorzy zaczną się wycofywać, to towarzystwo z PZPN odczuje to w kieszeni. A nic ich tak bardzo nie obchodzi jak kasa – przekonuje. – Ważna jest też akcja wysyłania listów protestacyjnych do FIFA I UEFA. Jeśli zobaczą, jaka jest skala niezadowolenia z tego, co wyprawia PZPN, sami zrobią z tym porządek. Według socjologa Dominika Batorskiego akcja pokazuje też siłę Internetu. – Dzięki niemu łatwo znaleźć osoby, którym przeszkadza to samo, a świadomość, że takich osób jest wiele, ułatwia podjęcie działania – mówi. [ramka][srodtytul]Trzy wojny futbolowe. Ministrowie kontra związek[/srodtytul] Politycy co jakiś czas podejmują próbę wprowadzenia zmian w PZPN. Wszystkie dotychczasowe kończyły się jednak klęską. Wojny futbolowe, jak się o nich mówi, zapoczątkował Jacek Dębski, prezes Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki w rządzie AWS – UW. 21 kwietnia 1998 r. wydał decyzję o zawieszeniu prezesa PZPN Mariana Dziurowicza, jego zastępcy Jerzego Kozińskiego i sekretarza generalnego Michała Listkiewicza. Próbował wprowadzić do związku kuratora. Bezskutecznie. PZPN wysłał skargę do UEFA, ta zagroziła nam wycofaniem z międzynarodowych rozgrywek i wyznaczyła termin ultimatum. W nocy przed jego upływem Dębski odwiesił władze PZPN. W jego ślady poszedł minister sportu w rządzie PiS Tomasz Lipiec. 19 stycznia 2007 r., po zatrzymaniu pod zarzutem korupcji Wita Żelazki z zarządu PZPN, zawiesił władze związku. Po naciskach ze strony UEFA 5 marca 2007 r. minister odwiesił zarząd i wycofał kuratora. Trzecią wojnę rozpoczął minister sportu Mirosław Drzewiecki (PO), na którego wniosek 29 września 2008 r. Trybunał Arbitrażowy przy PKOL zawiesił władze PZPN i wprowadził kuratora. Po groźbach ze strony FIFA i UEFA (m.in. odebrania Polsce organizacji mistrzostw Euro 2012) 17 października 2008 r. wycofał kuratora i odwiesił zarząd. [i]—js[/i][/ramka] [i]Więcej o akcji kibiców [link=http://www.koniecpzpn.pl]www.koniecpzpn.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL