Literatura

Herta Müller: Moje rany jeszcze się nie zagoiły

Herta Müller
Reuters
Polski wydawca szykuje dodruki książek tegorocznej laureatki literackiego Nobla
Wkrótce do księgarń trafi debiutancki tom prozy „Niziny”, eseje „Głód i jedwab” oraz powieści: „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie” oraz „Lis już wtedy był myśliwym”.
– Dodrukujemy od 3 do 5 tys. egzemplarzy – powiedziała „Rz” Monika Sznajderman z wydawnictwa Czarne. – Chcemy wysondować, które tytuły będą się sprzedawały najszybciej. Twórczość Herty Müller jest trudna i nie należy się spodziewać, by była czytana powszechnie. Pisarka miała być gościem krakowskiego Festiwalu im. Josepha Conrada, ale swoją wizytę odwołała jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu Akademii Szwedzkiej. Być może przyjedzie w przyszłym roku.
W wywiadzie, który znalazł się na stronie nobelprize. org, Herta Müller mówi: – Nie jestem teraz innym człowiekiem. Nie wiem, czy zasługuję na takie szczęście. Czasem myślę, że ono zbłądziło. Na pytanie, dla kogo pisze, odpowiada: – Zawsze pisałam z myślą o sobie. Aby zrozumieć, co dzieje się wokół. Nigdy nie szukałam tematu. To on odnajdywał mnie. Przez 30 lat żyłam w kraju rządzonym przez dyktatora. Rany z tego czasu się nie zagoiły, przeszłość domaga się opisania. A autor powinien się zajmować tym, co nie daje mu spokoju. Niestety, rumuńska dyktatura nie była ostatnią. Ten temat pozostaje aktualny. Wspomniano ostatnią powieść „Atemschaukel”, którą Miller napisała z prozaikiem Oskarem Pastiorem. Książka, która w Polsce ukaże się w przyszłym roku, została poświęcona dokonanym przez Sowietów deportacjom rumuńskich Szwabów. – Deportacje odbyły się w styczniu 1945 r. – mówi pisarka. – Mój ojciec, który służył w SS, nie wrócił z frontu. Sowieci zabierali cywilów, takich jak 17-letni Oskar Pastior, który nie ponosił winy. Na pięć lat do łagru trafiła moja mama. Staram się widzieć te sprawy w kontekście. Gdyby nazistowskie Niemcy nie popełniły zbrodni, nie doszłoby do deportacji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL