Piłka nożna

PZPN: związek ludzi zadowolonych

Miroslav Blażević w Bośni zastał skorumpowanych działaczy, strajkujących piłkarzy i bojkotujących związek kibiców. Szybko zbudował na tych gruzach świetną drużynę
Reuters
Eliminacje MŚ: Najważniejsze w futbolu to chcieć się zmieniać. Kto stoi w miejscu, ten kończy jak Polska, Turcja czy Rumunia
Ilu statystyk by wiceprezes Antoni Piechniczek nie zestawił, w ile delegacji jeszcze nie pojechał, na końcu będzie musiał dojść do tego samego wniosku co ci wszyscy, którzy bojkotują PZPN: staliśmy się 40-milionową wioską wyrzuconą na peryferie futbolu.
Jeśli przeliczyć liczbę mieszkańców i bogactwo kraju na znaczenie w tej dyscyplinie sportu, to być może jesteśmy nawet rekordzistami świata w marnowaniu możliwości. [srodtytul] Znikąd pociechy[/srodtytul]
W naszej wiosce żyje się całkiem komfortowo. Można zarobić w każdej roli: piłkarza, działacza, trenera. Sponsorzy są, telewizje dobrze płacą za prawa do meczów. Za prawa do ligi nawet absurdalnie dobrze. Ale to nas w żaden sposób do świata nie przybliża. Benzyna się leje, ale koła buksują albo samochód jeździ wkoło. Nie chodzi o brak awansu na mundial w RPA. Sławniejsi od nas na niego nie pojadą. Drużyn, które grały półtora roku temu w Euro, a teraz są w gruzach, jest kilka. Ale innym zostanie coś na pocieszenie. Turkom kluby w Lidze Mistrzów i wpływowy wiceprezes UEFA Senes Erzik, Czechom piłkarze w wielkich europejskich drużynach. Rumunom i klub w Lidze Mistrzów, i sławy za granicą. Polsce zostają rezerwowi bramkarze w wielkich klubach i Euro 2012, którego będziemy się trzymać jak niepodległości, bo to już nasz ostatni most do wielkiego świata. Przedostatnim mostem była reprezentacja, ale nawet ona w ostatnim roku nie promowała już piłkarzy na tyle, by wyjeżdżali do dobrych zagranicznych klubów. Kluby nie promują ich od dawna. Gdzie nie spojrzeć, jest gorzej. Reprezentacja młodzieżowa przegrywa u siebie z Holendrami 0:4. Polskiego trenera z sukcesami za granicą nie można znaleźć bliżej niż w Ameryce Północnej, gdzie pracują Robert Warzycha i Piotr Nowak. Znów nie będzie polskiego arbitra na mundialu, a żeby było śmieszniej, w tej konkurencji podupadliśmy akurat wtedy, gdy w PZPN rządzili byli sędziowie. Nie mamy żadnego naprawdę wpływowego działacza w FIFA i UEFA, choć swoich ludzi w Komitecie Wykonawczym europejskich władz futbolu mają np. Cypr, Słowacja, Izrael i Litwa. Nie mamy nawet menedżera piłkarskiego z na tyle dobrymi kontaktami, by jego słowo było rekomendacją dla pracodawców z zagranicy. [srodtytul]Siła rozpędu to mało [/srodtytul] Najgłośniejsze nasze transfery ostatnich lat robili pośrednicy zagraniczni. A co najgorsze, jeśli słuchać działaczy PZPN, jest nam z tym całkiem dobrze. Nikt nas niczego nie będzie uczył, sami sobie poradzimy, bo wiemy najlepiej. To samozadowolenie jest jak kamień młyński u szyi. Wszyscy nasi towarzysze niedoli z tych eliminacji popełnili taki właśnie błąd: byli pewni, że nie trzeba wiele zmieniać, że siłą rozpędu dojadą do mety. W Turcji trener Fatih Terim tak przywiązał się do piłkarzy, z którymi awansował do półfinału Euro, że nie dawał się przekonać do zmian nawet po kolejnych niepowodzeniach. Rumuni zmian próbowali: po Euro wymienili nieszanowanego przez piłkarzy Victora Piturcę na nieszanowanego przez piłkarzy Razvana Lucescu. Czesi, Szwedzi, Francuzi też żonglowali tym, co mieli u siebie od dawna, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że ta formuła się wypaliła. Na razie z tego grona uratowali się tylko Francuzi. A Turcy już szukają nowego trenera za granicą, i to wśród najlepszych nazwisk: Joachim Löw, Marcelo Lippi, Luis Felipe Scolari. Stać ich, Terimowi płacili 4 mln euro rocznie. Oczywiście, nie jest tak, że zagraniczny trener rozwiąże wszystkie problemy. Jeśli ma się kogoś u siebie, od kogo warto się uczyć i kto nie przyjdzie tylko po to, żeby działaczom było wygodnie, warto po niego sięgać. Ale czy Polacy mają kogoś takiego, kim dla Serbów stał się Radomir Antić, a dla Bośniaków Miroslav Blażević? To dwaj najwięksi trenerscy bohaterowie tych eliminacji. [srodtytul] Budowa na gruzach[/srodtytul] Serbia dwa lata temu przegrała eliminacje do Euro m.in. z Polską, a półtora roku temu straciła prezesa związku: Zvezdan Terzić uciekł z kraju przed policją ścigającą go za łapownictwo. Ukrywa się gdzieś w Czarnogórze. Nowy prezes przekonał Anticia, żeby pomógł swoim i ten zbudował drużynę, która pokonała w grupie m.in. Francję i Rumunię. W Bośni i Hercegowinie punkt wyjścia dla sukcesów Blażevicia – na razie doprowadził reprezentację do baraży, ale w grupie dał się wyprzedzić tylko Hiszpanii – był jeszcze gorszy: kompromitacja w eliminacjach, bunty piłkarzy, konflikt związku z trenerem Meho Kodro, bojkot federacji przez kibiców, zarząd oskarżony o łapownictwo, a sekretarz generalny o pranie pieniędzy. Na tych gruzach nowy trener zbudował w półtora roku jedną z najciekawszych drużyn w Europie. Pod wieloma względami dziś u nas jest bardzo podobnie jak w Bośni półtora roku temu. Tylko Blażeviciów brak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL