Muzyka

Koncertowa lista marzeń

Chris Martin, niezmordowany lider Coldplay, najbliżej nas wystąpił w Pradze i Berlinie
AP
Paul McCartney, Coldplay, Prince są najbardziej oczekiwani przez fanów i organizatorów życia muzycznego
Tegoroczne występy Madonny i Radiohead sprawiły, że niewiele już zostało największych gwiazd, które nie gościły w Polsce. Wciąż są jednak wykonawcy, których przyjazd wywołałby sensację.
W rozmowach ze wszystkimi liczącymi się producentami koncertów powraca nazwisko Paula McCartneya, jedynego żyjącego i stale koncertującego eksbeatlesa, jednocześnie najbogatszego artysty świata. Za jego show trzeba zapłacić nawet ponad 3 mln euro. Gwarantuje jednak widowisko najwyższej klasy. W tym roku była szansa, żeby zawitał do Polski i zaśpiewał w Stoczni Gdańskiej z okazji 20-lecia czerwcowych wyborów. Decyzje w sprawie koncertu podejmowała Kancelaria Premiera Donalda Tuska i uznała, że zamiast występu jednego artysty warto pokazać wielu. Zamiast McCartneya przyjechali do Gdańska Kylie Minogue i The Scorpions. Wieczór w historycznej stoczni przeszedł bez echa, mimo że budżet imprezy wynosił 15 mln zł. Obecnie nie wiadomo, czy któraś z firm koncertowych zdecyduje się sprowadzić liverpoolczyka. W dobie kryzysu finansów publicznych trudno liczyć na wsparcie rządu albo samorządów. A bez tego bilety musiałyby być niezwykle drogie – nawet po kilkaset złotych.
[srodtytul]Coldplay w... Pradze[/srodtytul] – Wydatki na kulturę są teraz cięte w miastach o 20 – 25 procent i myślę, że to się odbije na organizacji wielu koncertów i festiwali – uważa Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Art, organizator Heineken Open'er Festival i Coke Live Music Festival. [wyimek]Wiele gwiazd nie przyjechało do Polski, bo brakowało hali, jaka jest teraz w Łodzi[/wyimek] Zespołem ze światowej czołówki, który nie odwiedził Polski, jest Coldplay. To do niego należy ostatni fonograficzny rekord – album "Viva la vida!" kupiło ponad 10 mln fanów. – Negocjowaliśmy przyjazd grupy – mówi Michał Merczyński, szef festiwalu Malta w Poznaniu. – Odpowiedź brzmiała: "nie ma daty dla Polski". Faktem jest, że Coldplay nie zagrał w środkowo-wschodniej części Europy, z wyjątkiem Pragi – tam jednak publiczność jest zawsze międzynarodowa. Myślę, że gdyby Chris Martin z kolegami przyjechali do Polski, zgromadziliby ponad 50 tysięcy fanów. Na sukces mogliby również liczyć Prince i David Bowie. Jest też bardzo szeroka grupa amerykańskich gwiazd, które na świecie są niezwykle popularne wśród nastolatków, tymczasem w Polsce ryzykowne jest zaproszenie ich dla wielotysięcznej publiczności. To na przykład Britney Spears, Christina Aguilera czy Gwen Stefani. – Na świecie sprzedają się świetnie, muzyczne stacje telewizyjne emitują ich teledyski bardzo często, tymczasem w Polsce ryzykownie byłoby liczyć na wielką frekwencję – mówi Marta Wnuczyńska z Live Nation. – Wydaje mi się, że odbiorcy tych artystów, mogąc oglądać koncerty za pośrednictwem ekranów telefonów przenośnych, komputerów i żyjąc w pewnym sensie w wirtualnym świecie – nie wiedzą, jakim przeżyciem może być spotkanie z artystą na żywo, podczas koncertu. Wiele mówią poniższe przykłady. W czasach, kiedy Enrique Iglesias sprzedał u nas 400 tysięcy albumów, Live Nation musiało przenieść jego występ ze Stadionu Gwardii na Torwar, bo były problemy z zapełnieniem murawy. Polscy fani kupili 200 tysięcy kompaktów Tokyo Hotel, a podczas koncertu grupy na Torwarze były wolne miejsca. Ostatnio miała przyjechać do Polski Britney Spears. Bilety się nie sprzedały. Występ trzeba było odwołać, choć na świecie show bił rekordy powodzenia. Tymczasem wejściówki na Boba Dylana rozeszły się w 28 sekund. [srodtytul] Światowy krwiobieg[/srodtytul] – Polski rynek koncertowy zaoferował nam w tym roku bardzo dużo – mówi Mikołaj Ziółkowski. – Latem, w ciągu trzech miesięcy, nasi fani mogli zobaczyć m.in. Kings of Leon, The Arctic Monkeys, Franza Ferdinanda i The Killers. W tej chwili najważniejsze gwiazdy nowego pokolenia rocka. Właśnie to świadczy, że na stałe znaleźliśmy się w światowym krwiobiegu życia koncertowego. Warto przypomnieć, że Muse przyjechał do Polski już dwa lata temu po dwóch błyskawicznie wyprzedanych koncertach na Wembley. – Nie trafia do mnie argument, że powroty gwiazd muszą być nudne – mówi Marta Wnuczyńska z Live Nation. – Gdyby U2, Madonna, Metallica ogłosiły występy w Polsce – cieszyłyby się dużym powodzeniem. Dotyczy to także artystów, którzy nie wypełniają stadionów. Na Tori Amos i Jethro Tull bilety zawsze rozchodzą się błyskawicznie, bo choć nie mówi się o nich w mediach, od lat mają wiernych fanów. [ramka][b]Gwiazdy, które wystąpią w 2010 roku w Europie[/b] Poza tymi, którzy podpisali już kontrakty na występy w Polsce – m.in. Depeche Mode (10, 11.02 w Łodzi) i Markiem Knopflerem (02.07 we Wrocławiu) – oferty koncertów w Europie złożyli: ZZ TOP i Aerosmith – razem lub osobno, Bruce Springsteen, Coldplay, Spice Girls – w niepełnym składzie, Metallica, Fleetwood Mac, Simon and Garfunkel (wszystko zależy od stanu zdrowia muzyków). Z grona wykonawców grających czarną muzykę dostępni są Lilly Allen, Kanye West, Jay-Z. Trwają spekulacje na temat wspólnej trasy Erica Claptona i Jeffa Becka. Nie potwierdziły się informacje, że wróci do Polski U2. j.c.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL