Polityka

Minister, który mówił za dużo

Andrzej Czuma w PRL był założycielemi rzecznikiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Do polityki wróciłz emigracjiz USA. Nie zdobył mandatu poselskiego w 2005 r. Do Sejmu wszedł rok później, po wygaśnięciu mandatu Hanny Gronkiewicz--Waltz
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Jako kandydat na szefa resortu Andrzej Czuma podobał się nawet opozycji. Wkrótce miał go dość nawet premier
Minister sprawiedliwości w środę sam podał się do dymisji. Szef rządu ją przyjął. Donald Tusk tłumaczył powód – bezstronność ministra została podana w wątpliwość. A wątpliwości pojawiły się po konferencji prasowej, którą Czuma zorganizował tuż po wybuchu afery hazardowej. Zdecydowanie bronił polityków PO Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego, którzy – jak wynika ze stenogramów CBA – prowadzili z biznesmenami potajemne rozmowy o ustawie hazardowej. Po tej konferencji 66 proc. badanych w sondażu GfK Polonia dla "Rz" opowiadało się za zdymisjonowaniem ministra sprawiedliwości.
– Zachował się nie jak prokurator generalny, ale jak adwokat, i to nieudolny, swoich prywatnych kolegów – mówi Zbigniew Ziobro, europoseł PiS. Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu (PO): – Przecież on nie powiedział, że oni są absolutnie niewinni, tylko, że nie widzi tej winy w przedstawionych mu przez CBA dokumentach. [srodtytul]Pierwsza wpadka[/srodtytul]
Jednak niefortunna wypowiedź na konferencji uruchomiła odliczanie do dymisji Czumy. Zresztą nie po raz pierwszy. Już kilka tygodni po nominacji dziennikarze pytali o jego dymisję. A na początku wydawał się idealnym kandydatem na szeryfa PO. Ma piękną opozycyjną kartę. – W skład rządu został powołany człowiek, który walczył z komunizmem od młodzieńczych lat. Świetnie pamiętam o wyroku, postawie, latach spędzonych w więzieniu – mówił prezydent Lech Kaczyński 23 stycznia 2009 r. podczas wręczania Czumie nominacji. Media obiegły sielankowe zdjęcia rodziny Czumów, która licznie przybyła na uroczystość do Kancelarii Prezydenta. Siedem dni później minister zaliczył pierwszą wpadkę – zasugerował, że CBA i prokuratura mogły się pomylić, stawiając korupcyjne zarzuty prezydentowi Sopotu Jackowi Karnowskiemu. – Mimo że przeczytałem wszystkie osiem zarzutów, wiem, że bywa taka sytuacja, iż organy ścigania, działając w dobrej wierze, trafiają w próżnię – stwierdził Czuma. Opozycja podniosła larum: minister sprawiedliwości naciska na prokuratorów! [srodtytul]Obrażony Pakistan[/srodtytul] Jednak Czuma nie wyciągnął wniosków z tej lekcji. 9 lutego zabrał głos w sprawie zamordowanego w Pakistanie Polaka. Powiedział, że wywiad zna nazwiskach morderców, wie "gdzie oni są rozmieszczeni, zna ich przyjaciół w strukturach rządu Pakistanu. I to jest przyczyna tego stanu bezwładu władz pakistańskich. Bardzo wielu ludzi we władzach pakistańskich sprzyja tym bandytom". Tusk podobno się wściekł. Oficjalny protest do polskiego rządu wystosowała ambasada Pakistanu. Politycy PO dwoili się i troili w mediach, żeby załagodzić sytuację po wypowiedzi ministra. Ale nie zdążyli, bo wybuchła kolejna bomba. 10 lutego "Polityka" napisała o niespłaconych długach Czumy w USA. Minister wszystkim zarzutom zaprzeczył. Od dymisji uchroniło go to, że Donald Tusk nie miał go za bardzo kim zastąpić. Nie chciał też zmieniać ministra jednego z kluczowych resortów po trzech tygodniach od nominacji. – Donald Tusk miał wtedy też dużo lepszy humor niż dziś. Sondaże były bardzo przychylne dla PO. Mógł sobie pozwolić na tolerowanie Czumy – ocenia Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. [srodtytul]Skojarzenia z nazistami[/srodtytul] Czuma uratował skórę, ale znów nie uważał na to, co i kiedy mówi. Gdy Ziobro zaapelował o zaostrzenie kar za przestępstwa, Czuma odpowiedział: – Po wyroku sądu minister sprawiedliwości nie może dołożyć dwóch latek albo powiesić delikwenta. – Zdziwiła mnie ta niefrasobliwa wypowiedź ministra, bo mój apel dotyczył m.in. sprawców gwałtów, którzy otrzymali kary w zawieszeniu – mówi Ziobro. Media zajmowały się też w tym czasie synem Czumy, który miał pełnić nieformalną funkcję jego doradcy – m.in. decydował o jego spotkaniach medialnych i uczestniczył w naradach z pracownikami resortu. – To mój społeczny asystent poselski – tłumaczył minister. – Premier miał dość. Czuma miał ograniczyć obecność w mediach – opowiada "Rz" osoba z otoczenia Tuska. I rzeczywiście, w pewnym momencie na konferencjach w Ministerstwie Sprawiedliwości zaczął występować przede wszystkim wiceminister Krzysztof Kwiatkowski. Często używał zwrotów – "ja jestem w tej sprawie informowany", "przyglądam się tej sprawie". – To on de facto przejął rządy w resorcie – ocenia pracownik ministerstwa. Ale o Czumie nadal było głośno. W czerwcu wybrał się do Chicago. Tłumaczył, że to prywatna podróż. "Rz" ustaliła jednak, że mogła mieć ona związek z pozwem zarzucającym ministrowi naruszenie dóbr osobistych przez jednego z polonijnych działaczy. Od kilku tygodni Andrzej Czuma znów bardzo otwarcie mówił o tym, co myśli. Porównał m.in. "Rz" do oficjalnego organu prasowego hitlerowskiej NSDAP. W Radiu Zet pytany przez Monikę Olejnik, czy opinia publiczna pozna stenogramy podsłuchów CBA z afery hazardowej, odpowiedział: – Pan premier jest bardzo ostrożny w tego rodzaju sytuacjach, ale będę go bardzo prosił, żeby zdjąć klauzulę tajności. Tym bardziej że już "Völkischer Beobachter" Prawa i Sprawiedliwości, czyli gazeta partyjna znana szeroko jako "Rzeczpospolita", opublikowała to już wczoraj. Atakował też szefa CBA. – Muszę z całym sceptycyzmem i uwagą podchodzić do tego, co przynosi pan Mariusz Kamiński, ponieważ on działa w jakimś amoku. Proszę sobie wyobrazić, że niedawno przyszedł do mnie i kazał aresztować Jolantę Kwaśniewską – powiedział. Kamiński zarzucił mu we wtorek, że tą wypowiedzią spalił akcję CBA, na którą wcześniej sam wyraził zgodę. [srodtytul]Polskie piekło?[/srodtytul] Czy przez dziewięć miesięcy pełnienia funkcji ministra sprawiedliwości nie powiedział zbyt dużo? – Na tym właśnie polega polskie piekło, że wszystkie wypowiedzi wykorzystuje się, żeby kogoś zniszczyć – broni Czumy Niesiołowski Wojciech Jabłoński nie ma jednak wątpliwości, że premier nie mógł już dłużej znosić Czumy w rządzie. – Był zbyt niebezpieczny. To, co mówił, szkodziło już nie tylko jemu, ale i potencjalnemu kandydatowi na prezydenta – Donaldowi Tuskowi. [ramka][srodtytul]Pozostali zdymisjonowani członkowie rządu Donalda Tuska[/srodtytul] [b]Paweł Graś[/b] | [i]były rzecznik rządu[/i] To jeden z najbliższych współpracowników premiera. Gdy w 2007 r. PO wygrała wybory, Graś został koordynatorem ds. służb specjalnych w Kancelarii Premiera. Po trzech miesiącach zrezygnował z funkcji i wrócił do Sejmu. Kiedy odeszła Agnieszka Liszka, rzeczniczka prasowa Tuska, po kilkumiesięcznych poszukiwaniach jej następcy premier zdecydował się sięgnąć po zaufanego człowieka. Graś był rzecznikiem rządu od lutego tego roku. Latem wybuchł skandal, gdy okazało się, że nieodpłatnie mieszka w domu należącym do niemieckiego przedsiębiorcy. Graś to poseł z Małopolski, wcześniej związany z AWS. [b]Rafał Grupiński[/b] | [i]były sekretarz stanu w kancelarii premiera[/i] W PO nazywany poznańskim intelektualistą. Kulturoznawca i polonista. W latach 80. działacz opozycji. Z polityką związany od lat (KLD i UW), ale na najwyższe szczeble władzy wywindował go dopiero premier Donald Tusk.W 2005 r. poprosił go, by kandydował z listy PO w okręgu kaliskim. Dopiero wtedy Grupiński trafił do Sejmu. Dwa lata później Tusk został premierem i mianował Grupińskiego sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Oficjalnie zajmował się tam kontaktami rządu z parlamentem. Politycy szeptali jednak, że jego głównym zadaniem jest podpowiadanie i doradzanie premierowi. [b]Sławomir Nowak[/b] | [i]były szef gabinetu politycznego premiera[/i] Był odpowiedzialny za kampanie wyborcze PO, wizerunek partii i kontakty z mediami. Te same zadania powierzył mu Donald Tusk, gdy został premierem w 2007 r. Nowak został sekretarzem stanu w KPRM i szefem gabinetu politycznego premiera. Wcześniej kierował Stowarzyszeniem Młodzi Demokraci (młodzieżówka PO). Do Sejmu dostał się w 2004 r., gdy z mandatu poselskim po deputowanym Platformy do PE Januszu Lewandowskim zrezygnowali kolejno: Aleksander Hall, starosta kwidzyński Leszek Czarnobaj i prezydent Tczewa Zenon Odya. [b]Adam Szejnfeld[/b] | [i]były wiceminister gospodarki[/i] Specjalista od spraw gospodarczych w PO. Przed ostatnimi wyborami w 2007 r. trafił nawet do gabinetu cieni jako ewentualny kandydat partii do fotela szefa resortu gospodarki. Ale ministrem nie został, bo resort ten po wyborach przypadł koalicyjnemu PSL. Szejnfeld został więc sekretarzem stanu. W latach 80. był działaczem „Solidarności”. W stanie wojennym internowany. W latach 90. działacz samorządowy, był m.in. radnym i burmistrzem Szamocina. Jego pasją jest strzelanie. Wielokrotnie zdobywał medale na zawodach strzeleckich. W Sejmie zasiada od 1997 roku. [i]-e.ż. [/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL