Ekonomia

Arkadia Starego Fryca

Zanim jeszcze zaczęto budowę pałacu Sanssouci na stokach wokół przyszłej rezydencji posadzono winorośl
Rzeczpospolita, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Chiński pawilon, turecki meczet, holenderskie domy, rosyjskie chaty, rzymskie łaźnie, egipska piramida. Barokowe i klasycystyczne pałace. A na dokładkę most szpiegów.
[b][link=http://www.rp.pl/galeria/235130,374351.html]Zobacz zdjęcia[/link][/b]
To wszystko zobaczyć można podczas spaceru po Poczdamie. Od razu zastrzeżenie – spacer to termin umowny. By zobaczyć, choćby z zewnątrz, te wszystkie cuda, trzeba zarezerwować na chodzenie co najmniej trzy dni. Budowle rozrzucone są bowiem po ogromnym terenie, który dzisiaj znajduje się w granicach Poczdamu, dawniej jednak dzielił się na osobne osady i folwarki nad rozlewiskiem Haweli. Większość budynków powstała z inicjatywy władców Prus z dynastii Hohenzollernów, między rokiem 1730 a 1917. A eksperci UNESCO uznali w 1990 r. ten wielki (500 ha) kompleks ze 150 obiektami, w tym 17 pałacami, za jeden obszar stanowiący wyjątkową wartość i wpisali na listę światowego dziedzictwa kultury. Niepozorne miasto na obrzeżach Berlina (dzisiaj 152 tys. mieszkańców) odegrało w historii rolę wyjątkową. A wszystko zaczęło się od Fryderyka Wielkiego. Dla jednych – twórcy wielkości Prus i Niemiec, geniusza wojskowości, filozofa, artysty, oświeconego władcy oddanego państwu. Dla innych satrapy, który sprowadził na Niemców i sąsiednie narody nieszczęścia.
Obejmując w 1740 r. schedę po ojcu, Fryderyku Wilhelmie I, zasiadł na tronie niewielkiego, biednego, nieliczącego się w polityce europejskiej księstwa. Umierając w 1786 r., zostawiał duże, dobrze zorganizowane państwo, z najsilniejszą armią na kontynencie. W ciągu 46 lat panowania, prowadząc agresywną politykę, powiększył Prusy o Śląsk odebrany Austrii, Warmię i Prusy Królewskie (Pomorze Gdańskie) odebrane Polsce oraz księstwa Ansbach i Bayreuth odebrane Bawarii. Król uważał się nie tylko za władcę oświeconego, ale i za filozofa. Filozof z Sanssouci – to jeden z jego przydomków. Miał też ambicje artystyczne: grał na flecie, komponował, pisał. Miejscem, w którym najchętniej oddawał się tym zajęciom, był pałac Sanssouci w Poczdamie. Z tego filigranowego pawilonu uczynił swoją twierdzę. Nie odpowiadało mu mieszkanie w rodzinnym zamku w Berlinie, ani z żoną w pałacu w Rheinsbergu. Na marginesie: nie pałał sympatią do kobiet, co zrodziło wśród historyków podejrzenia o odmienne skłonności erotyczne króla. Wyprowadził się pod miasto. Wybrał skarpę, na stoku której najpierw kazał utworzyć tarasy i zasadzić winorośl. Potem naszkicował nadwornemu architektowi Georgowi Wenzeslausowi von Knobelsdorffowi swoją przyszłą siedzibę. Dwa lata później, w 1747 r., rokokowy pałac był gotowy. Nie jest to imponująca siedziba wielkiego władcy, lecz typowy dla tamtych czasów, niewielki, parterowy pałac „dla przyjemności” (maison de plaisance). Pod kopułą nakrywającą półkolisty środkowy korpus widnieje wypisane złotymi literami francuskie motto miejsca: Sans Souci, bez trosk. Tak też miało tu płynąć życie. [srodtytul]Geniusz ładu[/srodtytul] Od strony ogrodu, spod skarpy, pałac jest niemal niewidoczny, ginie na szczycie wzniesienia. Dopiero kiedy pokonujemy kolejne ze 132 prowadzących do niego stopni, odsłania się coraz bardziej. Fasadę oplata kamienna winorośl, jakby przedłużenie tej naturalnej, z tarasów poniżej. Ozdobne kariatydy podtrzymujące gzyms otrzymały tu postać satyrów, bachantów i bachantek. Wewnątrz 12 sal w amfiladzie, m.in. sypialnia, biblioteka, gabinet, Sala Marmurowa, Sala Koncertowa, pokoje gościnne. Ozdobione zgodnie z późnobarokową modą i gustem gospodarza złoconymi kratkami i ornamentem rocaille. W środkowej części, zbudowanej na planie koła, władca podejmował ludzi nauki i sztuki, z którymi tak lubił dyskutować, oraz organizował koncerty. Jego najsłynniejszym gościem był Wolter, który przeprowadził się do Sanssouci na dwa lata. Fryderyk gościł też biskupa Ignacego Krasickiego i Jana Sebastiana Bacha, a później zatrudniał w swojej orkiestrze jego syna Carla Philippa Emanuela Bacha. Władca nie prowadził jednak wystawnego życia. Tym odróżniał się od współczesnych mu panujących. Gdy inni trawili czas i pieniądze na balach, maskaradach, polowaniach i uganianiu się za metresami, on skupiony był na pracy, intelektualnych dyskusjach, muzyce i pisaniu. Pozostawił dziesiątki tomów korespondencji, prac historycznych i filozoficznych. Życie w Sanssouci płynęło codziennie tym samym rytmem. Fryderyk wstawał o czwartej rano. Po ubraniu się w mundur i wydaniu dyspozycji dotyczących posiłków na dany dzień pił kawę i przyjmował meldunki, dyktował listy, wydawał rozkazy. Wszystko szybko i zdecydowanie. Potem chwilę ćwiczył grę na flecie lub czytał i ponownie zajmował się sprawami urzędowymi lub przeglądem gwardii poczdamskiej. Przed obiadem o godzinie 12 zdążał jeszcze odbyć przejażdżkę konną lub spacer po parku i przyjmą ministrów z Berlina. Popołudnie zajmowały mu podpisywanie dokumentów, audiencje i drzemka. Wieczorami spędzał czas na rozmowie z wybranymi gośćmi, a później czytał i pisał. Spał sześć godzin. Geniusz ładu, jak zauważył jeden z nieprzychylnych mu komentatorów. [srodtytul]Ogród pełen niespodzianek[/srodtytul] Odkąd stanął Sanssouci, okolica zamieniła się w plac budowy. Król, choć skąpy, nie żałował pieniędzy na efektowne budowle urozmaicające otoczenie lub mające zaświadczać o jego pozycji. Powstawały kolejno: Grota Neptuna (1751 r.), Pawilon Chiński (1755 –1764), Galeria Malarstwa (1755 – 1764), Nowy Pałac (reprezentacyjny gigant, mieszczący 200 pomieszczeń, cztery sale balowe i teatr; (1763 –1769), Świątynia Przyjaźni (1768 – 1770), Świątynia Antyczna (1768 – 1769), Pawilon Smoków (1770 – 1772), Belweder (1770 – 1772), Pałac Nowe Komnaty (1771 – 1775). Z czasem jego następcy (głównie Fryderyk Wilhelm IV) dodawali kolejne budowle: Pałac Charlottenhof (1826 – 1829), Łaźnie Rzymskie (1829 –1840), Kościół Pokoju (1845 –1848), Nową Oranżerię (1851 -1864). Ogromny przypałacowy park przecinają szerokie aleje i liczne pomniejsze, nieregularne ścieżki. Spacer po parku przypomina wyprawę do tajemniczego ogrodu pełnego niespodzianek. Nigdy nie wiadomo, co odkryjemy za kolejną grupą drzew lub krzewów. Pawilon Chiński zbudowany na planie koniczyny i nakryty dachem jak namiot połyskuje złotem, którym pokryte są figury mandarynów pijących herbatę i chińskich muzyków. Nieopodal tchnie spokojem ukryta wśród krzewów altana na wzór greckiej świątyni. Oranżeria pyszni się tarasem widokowym z długą kolumnadą. Na przeciwległym końcu parku chyba najspokojniejsze i najbardziej romantyczne miejsce – staw z kaczkami, kanały, mostek i odbijające się w wodzie Łaźnie Rzymskie, zbudowane na kształt włoskiej willi. Jeszcze dalej klasycystyczny Charlottenhof z niewielkim ogrodem różanym. [srodtytul]Sprawiedliwy król[/srodtytul] Stare drzewa, rzeźby rzymskich i greckich bogów, rozległe trawniki – to wszystko sprawia, że udziela się nastrój sielanki i odpoczynku. Nie ma tu jednak zwyczaju, jak choćby w parkach angielskich, urządzać pikników na trawie. Strażnicy pojawiają się, gdy tylko ktoś próbuje zasiąść w tych miłych okolicznościach przyrody. Pozostają ławki. Stary Fryc, jak nazywali Fryderyka podwładni, choć deklarował, że pracuje dla dobra wszystkich obywateli, tak naprawdę gardził ludźmi niższego niż arystokracja stanu. Nie byłby zadowolony z wpuszczenia ludu do parku. Król uchodził za władcę surowego, ale sprawiedliwego, obrońcę zwykłych obywateli. Po kraju krążyła opowieść, jak zmienił wyrok sądu w Berlinie niekorzystny dla młynarza Arnolda, który miał spór z lokalnym junkrem. Fryderyk poparł młynarza, choć formalnie przepisy były po stronie arystokraty. Zmienioną opowieść o Arnoldzie można dziś usłyszeć w Poczdamie od przewodników jako legendę wyjaśniającą obecność w najbliższym otoczeniu pałacu potężnego młyna wiatraka. Oto król, choć niezadowolony, że wiatrak stoi tak blisko jego siedziby, uszanował prawo młynarza i nie wysiedlił go. W ten sposób miał dać wyraz przekonaniu, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Legenda, choć nieprawdziwa, przez lata podtrzymywała mit sprawiedliwych władców z rodu Hohenzollernów. [srodtytul]Holenderskie miasto, rosyjska wieś[/srodtytul] Zatopiony w zieleni parku Sanssouci stanowi swoisty mikroświat, oddzielony od sąsiedniego Poczdamu. Miasto było początkowo głównie miejscem stacjonowania garnizonu wojskowego. Z czasem przybywało w nim miejskich pałaców urzędników państwowych i dworskich. Dziś jego centrum podzielone jest wyraźnie na dwie części. W środku jednej zieje ogromna dziura. Stał tam do końca wojny Zamek Miejski. Zbombardowany w 1945 r. nadawał się wprawdzie do odbudowy, ale nie to miały w głowie komunistyczne władze. Resztki potężnego gmachu rozebrano. Dopiero kilka lat temu zapadła decyzja o jego odbudowie. Prace mają trwać do 2015 roku. Tymczasem odrestaurowano trzy gmachy towarzyszące pałacowi – kościół św. Mikołaja, ratusz i dawne stajnie. Ale i tak siermiężne postsocjalistyczne otoczenie sprawia, że ta część miasta jest niesympatyczna i nieprzytulna. Dlatego na miejsce spotkań mieszkańcy wybierają stare miasto z siatką ulic krzyżujących się pod kątem prostym, zabudowanych pięknymi kamienicami i barokowymi pałacami. Tu koncentruje się życie towarzyskie. Kafejki, sklepiki, restauracje. Szczególnie sympatyczny nastrój panuje w artystycznym kwartale holenderskim. Budynki z czerwonej cegły przywodzą na myśl Amsterdam. Tyle że zamiast kanału, między nimi biegnie ulica. Fryderyk Wilhelm i jego syn Fryderyk II chętnie widzieli u siebie obcokrajowców. Prusy pod ich rządami prowadziły politykę tolerancji religijnej. Potrzebowały bowiem rąk do pracy: rzemieślników, rolników, żołnierzy (co drugi pruski żołnierz nie był Prusakiem!). W Poczdamie znajdowali więc schronienie osadnicy z Holandii, Szwajcarii, Czech. Ci pierwsi wybudowali dla siebie (1734 – 1742) 150 domów z czerwonej cegły z wysokimi trójkątnymi szczytami. Miasto w mieście. Dzisiaj, po renowacji, Hollandisches Viertel to najmodniejszy fragment Poczdamu, zajęty przez galerie sztuki, antykwariaty, kameralne kawiarnie. Sto lat po Holendrach do Poczdamu przybyli Rosjanie. Trudno zresztą powiedzieć, że przybyli dobrowolnie. Dostali się do niewoli pruskiej podczas wojen napoleońskich. Kiedy zmieniły się sojusze polityczne, stali się mile widzianymi w wojsku sojusznikami. Była wśród nich grupa chórzystów. Gdy z 62 śpiewaków zostało już tylko 12 weteranów, Fryderyk Wilhelm III postanowił ufundować im wiejskie zagrody, by czuli się jak u siebie. Królewski ogrodnik Peter Joseph Lenné zaprojektował zielone osiedle. Na cześć swego przyjaciela cara Aleksandra I król nazwał osiedle Aleksandrowką. Chaty i wybudowana obok cerkiew, stoją do dziś i stanowią nie lada atrakcję, bo wyglądają – ciemne bale, ozdoby wycięte w deskach, białe zasłonki w oknach – jak przeniesione z XIX-wiecznej Rosji. Dwie z nich zamieszkują jeszcze potomkowie pierwszych lokatorów, jedną przeznaczono na muzeum. Egzotycznych akcentów w Poczdamie jest więcej. Można tu natknąć się też na stojący pośród enerdowskich bloków turecki meczet. Ta pasiasta niby świątynia w stylu mauretańskim (1841 – 1843) naprawdę kryje stację pomp, zasilającą wodą fontannę w Sanssouci. Minaret służy do ukrycia komina. [srodtytul]Ostatnia rezydencja[/srodtytul] Zaraz po śmierci Fryderyka Wielkiego jego następca Fryderyk Wilhelm II, przeniósł front robót nad jezioro Heiliger, na północ od Poczdamu. Postawił tam kolejną rezydencję – Pałac Marmurowy. Pałacową kuchnię umieścił w budynku, któremu nadano kształt... rzymskich ruin, a lodownię do przechowywania żywności... w egipskiej piramidzie. Pałace rodzinne Hohenzollernów powstawały też w XIX wieku po drugiej stronie Haweli, w parku Babelsberg. Poczdam rozwijał się dynamicznie. W 1816 r. z Berlina przypłynął tu pierwszy niemiecki statek parowy, a w 1838 r. uruchomiono między miastami pierwszą linię kolejową. W tym czasie (1832 r.) Berliński Urząd Telegraficzny zbudował też w Poczdamie optyczną stację telegraficzną, na której miejscu utworzono później pierwsze astrofizyczne obserwatorium świata. Hohenzollernowie nie próżnowali do końca. Tuż przed wybuchem I wojny światowej cesarz Wilhelm II zamówił dla swego syna, następcy tronu Wilhelma i jego żony Cecylii, kolejną oryginalną rezydencję. Tym razem architekt wzorował się na angielskim dworze wiejskim z epoki Tudorów. Z muru, zwanego pruskim, powstała w 1917 r. w Nowym Ogrodzie malownicza posiadłość nazwana Cecilienhof. Jak się wkrótce okazało, już ostatnia. Rok później cesarz abdykował. Skończyły się czasy monarchii. Ale Cecilienhof miał jeszcze do odegrania rolę, dzięki której przeszedł do historii. W lipcu i sierpniu 1945 r. obradowali w nim prezydent Stanów Zjednoczonych Harry Truman, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill i pierwszy sekretarz komunistycznej partii ZSRR Józef Stalin. Tu między innymi wytyczyli granicę wschodnią Polski. Wille, w których mieszkali dwaj ostatni, pokazywane są dzisiaj turystom jako „willa Churchilla” i „willa Stalina”. W kwietniu 1945 r. duża część historycznego śródmieścia Poczdamu legła w gruzach. Miasto ponownie stało się miastem garnizonowym – do koszar wprowadzili się żołnierze rosyjscy i żołnierze armii ludowej NRD. Komuniści założyli tu Akademię Państwa i Prawa oraz wyższą szkołę tajnej policji Stasi. Nic więc dziwnego, że most nad Hawelą dzielącą teraz Berlin Zachodni od NRD, w dzielnicy Glienicke, stał się miejscem wymiany szpiegów. Trzy razy – w latach 1962, 1985 i 1986 – Zachód i Rosja wymieniali swych agentów przyłapanych po drugiej stronie. W tej drugiej operacji na stronę wschodnią wracał Marian Zacharski, bohater wywiadu PRL, który latami wykradał Amerykanom dokumentację najnowocześniejszej broni. Dzisiaj poczciwy żelazny most z 1907 r. znowu służy ludziom, nie dzieli, lecz łączy. [srodtytul]Już bez zmartwień[/srodtytul] Szara, kamienna płyta nagrobna ma wyryte tylko trzy słowa: Friedrich der Grosse. Leży w trawie. Pochylają się nad nią wycieczki i ze zdziwieniem konstatują, że zamiast kwiatów leżą na niej kartofle. Wyszorowane czyściutkie kartofle. O co chodzi? Fryderyk Wielki sprowadził kartofle do Prus. Jako pierwszy zasadził je w swoim ogrodzie, a stąd szybko rozprzestrzeniły się w całym królestwie. I ratowały od głodu w latach wojen i nieurodzaju zbóż. Wdzięczni Niemcy pamiętają. Fryderyk II umarł bezpotomnie. Nie lubił swego bratanka, który miał zostać jego następcą, Fryderyka Wilhelma II. Nie wprowadzał go więc w tajniki rządzenia. Ten odpłacił mu pięknym za nadobne. Choć Fryderyk zastrzegł, że chciałby po śmierci spocząć obok ulubionych chartów, w skromnym grobowcu przygotowanym przy pałacu, nowy król urządził mu uroczysty pogrzeb w kościele garnizonowym w Poczdamie. Wysiedlił go więc jego ulubionej rezydencji. Nawet w kościelnej krypcie Fryderyk nie zaznał spokoju. W roku 1945 r. Niemcy wywieźli jego szczątki, by nie wpadły w ręce Rosjan. Przewożone z miejsca na miejsce trafiły w 1952 do zamku Hohenzollern w Szwabii. Dopiero po upadku NRD i zjednoczeniu Niemiec ciało Fryderyka spoczęło w Sanssouci. Równo w 205. rocznicę śmierci przywieziono je pod eskortą Bundeswehry i złożono do krypty. 100 metrów od miejsca, w którym król spotykał się z mędrcami XVIII-wiecznej Europy. Swego czasu Fryderyk Wielki miał powiedzieć, wskazując gotowy grób: Quand je serai la, je serai sans souci. Kiedy będę tam, będę bez trosk. [ramka]Bayrisches Haus - zamieszkaj jak król W głębi lasu, dawnego terenu polowań pruskich królów, niedaleko zachodniego wjazdu do Poczdamu, stoi jeszcze jedna Hohenzollernowska rezydencja: Bayrisches Haus. Niewielki dom w stylu bawarskim powstał w XIX wieku jako dom wypoczynku dla żony Fryderyka Wilhelma IV Elżbiety Bawarskiej. Miał jej przypominać i zastępować rodzinne strony. Dzisiaj mieści się tu luksusowy hotel. Część historyczną mocno rozbudowano; goście mają do dyspozycji basen i centrum spa. Jest tu też kilka restauracji, które nadzoruje jeden z właścicieli obiektu, doświadczony kucharz. W roku 2004 kunszt kucharski Alexandra Dressla został wyróżniony gwiazdką w przewodniku Michelina. Relais & Chateaux-Hotel Bayrisches Haus, [link=http://www.bayrisches-haus.de]www.bayrisches-haus.de[/link], ceny dwuosobowego pokoju od 170 euro. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL