Finanse

Awantura o MFW

Kilkanaście tysięcy demonstrantów zgromadziło się na głównym placu Stambułu, aby dać wyraz swojemu niezadowoleniu ze współpracy Turcji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Oliwy do ognia dolała informacja w prasie, że Turcja może się porozumieć co do kolejnej pomocy ze strony MFW. (fot: Ibrahim Usta)
AP
Fundusz jako globalny policjant czy międzynarodowy bank centralny?
Nigdy dotąd nie było tyle pomysłów, czym w przyszłości powinien być Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dzisiaj wysuwają je nie tylko udziałowcy, pojawiają się także wewnątrz samej instytucji. Żadnej rewolucji nie będzie bez zmiany systemu podziału głosów. Na razie USA mogą zawetować każdą decyzję.
Egipski minister finansów Jussef Boutros-Ghali, szefujący Międzynarodowemu Komitetowi Walutowo-Finansowemu MFW, uważa, że fundusz powinien zmienić się w międzynarodowy „czyściec” gospodarczy, gdzie skupiałyby się informacje i środki finansowe umożliwiające skoordynowaną pomoc. Pytany, czy celem tych zmian byłoby utworzenie globalnego banku centralnego, Boutros-Ghali odpowiada krótko: – To byłaby przesada. Takiego rozwiązania chciałby jednak szef funduszu Dominique Strauss-Kahn. Popiera go brazylijski minister finansów Guido Mantenga. Jego zdaniem reforma pozwoliłaby takim krajom jak Chiny czy Brazylia właśnie na uwolnienie posiadanych gigantycznych rezerw walutowych. Strauss-Kahn twierdzi jednak, że do wypełnienia tej roli MFW potrzebowałby co najmniej nowego biliona dolarów.
– MFW zmieniłby się w globalny fundusz ubezpieczeniowy dla gospodarki każdego ze 186 krajów, a ich rezerwy mogłyby zostać wykorzystane na strategiczne inwestycje infrastrukturalne – twierdzi Strauss-Kahn. Z kolei były wiceszef funduszu, minister finansów Izraela Stanley Fisher, jest przekonany, że w MFW najcenniejsza jest jego umiejętność nadzorowania i monitorowania światowej gospodarki, tyle że instytucja powinna być bardziej efektywna. Najradykalniej chciałaby zmienić MFW tzw. Grupa 30, którą tworzą najwybitniejsi światowi ekonomiści i szefowie największych banków, a szefuje im Jakob Frankel, były prezes banku centralnego Izraela. Ich zdaniem trzeba pozbawić USA prawa weta, dostosować prawa głosu do wielkości gospodarki i zmniejszyć liczbę Europejczyków w zarządzie liczącym 24 osoby z 8 do 4. Zdaniem G30 żaden z krajów na świecie nie może być poza prawem i MFW ma obowiązek publikować ostrzeżenia dotyczące nieprawidłowości w gospodarce każdego z krajów członkowskich. Niezależnie od tego, która opcja zwycięży, jest oczywiste, że fundusz musi się zmienić, bo rola globalnego finansowego policjanta, który w imieniu bogatych mówił biednym, co mają robić, już się przeżyła. Na razie, mimo że Boutros-Ghali mówi, że MFW ma dosyć pieniędzy, Chiny, Rosja i Brazylia są gotowe kupić obligacje emitowane przez fundusz, a Francja i Wielka Brytania w Stambule wpłaciły do kasy funduszu po 2 mld dolarów, a Australijczycy dorzucili kolejne 4 mld. Także polski minister finansów Jacek Rostowski zadeklarował gotowość Polski do uczestniczenia w zwiększeniu kapitału. Jednocześnie nasz kraj wsparł MFW, udzielając Islandii kredytu w wysokości 214 mln dolarów na zwiększenie rezerw. O zmianach podziału głosów w MFW mówi się co najmniej od dziesięciu lat.Tyle że wtedy kraje domagające się większego wpływu na politykę funduszu miały słabe argumenty. Dzisiaj nawet G7 przyznaje, że wszystkie kluczowe decyzje dotyczące przyszłości światowej gospodarki muszą być podejmowane w gronie państw G20. To jednak zbyt mało, aby zmienić MFW, w którym USA mają nadal 17 proc. głosów, a do zawetowania decyzji potrzebna jest większość aż 85 proc. Chińczycy chcieliby, żeby prawo do głosu zmieniało się automatycznie ze wzrostem udziału danego kraju w światowym PKB. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta do stycznia 2011 roku. [i]-Danuta Walewska ze Stambułu[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL