Media

Masz pan gorączkę, stłucz termometr!

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Kto powinien zapłacić stanowiskiem za aferę hazardową? Tym pytaniem żyją dziś wszystkie gazety.
[b][link=http://blog.rp.pl/semka/2009/10/05/masz-pan-goraczke-stlucz-termometr/]skomentuj na blogu[/link][/b]
"Superexpress" wali z grubej rury: Premier nie zdymisjonował Drzewieckiego, dlatego Polacy sądzą ministra: 49 proc. - zwolnić natychmiast; 16 proc. - zostawić na stanowisku. "Premier wściekły! Polecą głowy" - ekscytuje się z kolei "Fakt". Ale czyja głowa powinna polecieć pierwsza? Oczywiście szefa CBA - Mariusza Kamińskiego, który na swoją zgubę całą aferę wykrył. Na łamach "Faktu" Janusz Rolicki - bardziej niż groźbą wpływu hazardowego lobby na polityków - martwi się czy "'Rzeczpospolita' to już państwo policyjne" i dywaguje czy CBA przypadkiem za bardzo nas nie podsłuchuje i nie śledzi.
A efekty tych śledztw biura Mariusza Kamińskiego są mizerniutkie - ogłasza Rolicki. Wskazuje, on też, że "CBA zajęło się lobbingiem w sprawie hazardu, a już codzienne praktyki mafii hazardowej - które polegają na zmuszaniu właścicieli sklepów do instalowania jednorękich bandytów - są mu obojętne". A może wciskaniem na siłę sklepikarzom automatów powinna zająć się policja i minister Grzegorz Schetyna? To już Rolickiemu nie przychodzi na myśl. Bardziej otwarcie rozwiązanie afery hazardowej postuluje "Gazeta Wyborcza". "Zdjąć Kamińskiego - jedyne wyjście" - wzywa Paweł Wroński i pisze: "Premier dwa lata temu ocenił, że nie musi odwoływać szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Teraz - jak się wydaje - zrobić to musi, choć polityczne koszty operacji będą ogromne. W czwartek na konferencji prasowej w sprawie lobbingu wokół ustawy hazardowej premier Tusk sugerował, że być może Kamiński zastawił na niego pułapkę. W czasie spotkania 14 sierpnia, gdy szef CBA mówił premierowi o podejrzanych kontaktach polityków PO z lobbystami i kiedy stwierdził, że ważniejsza jest ochrona procesu ustawodawczego, a nie ujawnienie akcji. Premier miał dwa wyjścia. Próbować sprawę wyjaśnić - wówczas zostałby oskarżony przez opozycję o ujawnienie operacji, co zresztą i tak się stało - lub nie robić nic i narazić się na oskarżenia o bezczynność. Z punktu widzenia sprawowania władzy unikalna sytuacja. Premier RP zastanawia się, czy szef służby, która formalnie mu podlega, zastawia na niego sidła! Podobnie czuł się zapewne John Kennedy, gdy FBI rządził Edgar Hoover." Paweł Wroński - jako prawdę objawioną - przyjmuje sugestie premiera, że został postawiony celowo przez szefa CBA w kłopotliwej sytuacji. A może premierowi nie w smak było to odkrycie, bo odejście ministra sportu nadwyręża napięte terminy Euro 2012 i on sam nie wiedział co z tym wszystkim zrobić. A może Chlebowski i Drzewiecki długo znajdowali się pod polityczną ochroną Grzegorza Schetyny, który bagatelizował ich sprawki i dopiero jak afera wyszła na jaw Tusk zaczął myśleć o ich zwolnieniu? Nie wiem, ale jakoś prześladuje mnie podejrzenie, że Wrońskiemu najbardziej zależy na wbiciu osikowego kołka w Kamińskiego akurat gdy ten wykazał podejrzane relacje hazardowego półświatka z politykami PO. Wroński pisze dalej: "Zdymisjonowanie Kamińskiego będzie dla premiera niesłychanie trudne. Minął już czas oburzenia na to, co wyrabiał w Polsce PiS i Jarosław Kaczyński. W opinii publicznej będzie wyglądało na zemstę za śledztwo w sprawie ustawy hazardowej. Pojawi się tłumaczenie: to dzięki CBA wiemy, jak poseł Chlebowski prowadził konwersacje z biznesmenem. Będą też domniemania, że śledztwo przeciwko Kamińskiemu to polityczne zlecenie. A na koniec zarzut, że PO daje sygnał, iż nie chce walczyć z korupcją. Niemniej dymisja Kamińskiego jest dla premiera jedynym możliwym wyjściem. Jeśli tego nie uczyni, może już teraz podpisać dymisję. Własną." Teza ciekawa. Skoro w rządzie Tuska pojawiły się ślady podejrzanych relacji, trzeba odreagować dymisją akurat tego, który zauważył i uderzył na alarm. Jak to było? "Masz Pan gorączkę? Stłucz Pan termometr!".
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL