Styl życia

Francuska pycha – flaki w koniaku

Paryż, delikatesy Fauchon. Turyści produkty tej marki wywożą jako kulinarny souvenir
AFP
42 procent turystów przyjeżdża do Francji w celach kulinarnych. Teraz Francja przyjechała do Polski. Z flagowymi przysmakami.
Francja ma wszystkie rodzaje klimatu strefy umiarkowanej: górski, oceaniczny, łagodny śródziemnomorski. Ma żyzne ziemie rolne, pastwiska, sady, winnice. Każdy region ma własne wina, sery, restauracje i kucharzy. A każdy rolnik wysokie dopłaty z UE.
Na spotkaniu zorganizowanym przez Misję Ekonomiczną Ambasady Francji w Warszawie zaprezentowało się 13 delikatesowych firm z różnych regionów kraju. Chcą wejść na polski rynek i przywiozły to, co mają najlepszego do zaoferowania. Wędliny, pasztety, konfitury, przyprawy, musztardy, ciasteczka, desery. [srodtytul]Sławne luksusy[/srodtytul]
Stawiły się delikatesy Fauchon, marka luksusowych słodyczy, pasztetów, konfitur, szampanów i spirytualiów. Do Fauchona idzie Francuz, gdy chce zamówić elegancki kosz delikatesowy, a turyści jego produkty wywożą jako souvenir kulinarny. Przyjechała Triperie de Luzoir, rodzinna firma, specjalizująca się we flakach. Polaków trudno będzie przekonać, że flaki w koniaku czy białym winie (krojone w kwadraciki 4 cm na 4, nie w paseczki jak polskie) są lepsze niż nasze z majerankiem i czosnkiem. Ale przecież flaki ma każdy kraj, tylko przyprawione są różnie. Charakterystyczne staroświeckie opakowania firmy rodzinnej fabryki Albert Menes, doskonałej, choć mniej reklamowanej niż Fauchon, dobrze zna każdy Francuz. Menes przywiózł ciasteczka z Bretanii, konfitury (marmolada z klementynek z Korsyki pyszna, próbowałam), pasztety, różne rodzaje pieprzów. Ich ciasto migdałowe z Visan (zero mąki, 100 procent migdałów) sprzedawane jest w małych opakowaniach, ale wiadomo, że przysmaków jada się niewiele. W podobnie niewielkim opakowaniu sprzedaje się ratatouille, prowansalską potrawę z bakłażanów, pomidorów i papryki. Produkuje się ją tylko we wrześniu, kiedy warzywa są świeżo zerwane. – Nie robimy konfitur z chińskich truskawek – zapewnił Jean Charles Rey z Albert Menes. Grzechu warte są śliwki Gourmet & Co z Korsyki, bogate w przeciwutleniacze. [srodtytul]Szczupli obywatele[/srodtytul] Zainteresowanie, jakie Francuzi okazują jedzeniu, mogłoby świadczyć o obżarstwie. Ale ilość niekoniecznie psuje jakość – gastronomia francuska nie dała się zdystansować Włochom. 42 procent turystów przyjeżdża do Francji w celach kulinarnych. A są i tacy, którzy pielgrzymują po restauracjach, które w przewodniku Michelin mają nie mniej niż trzy gwiazdki. Dziwią się zapewne, że Francuzi, którzy celebrują kolacje do późnych godzin, zraszając je winem i zwieńczając pieczonymi na maśle tartami, nie są grubi. Badania wskazują, że z otyłością Francuzi mają mniejszy problem niż inne kraje basenu Morze Śródziemnego, na przykład Grecy i Włosi. Jak to robią? – Różnorodność – odpowiada Raymond Diener, szef sektora rolno-spożywczego ambasady. Opowiadając o kuchni francuskiej, Diener zatrzymał się dłużej przy wołowinie, bo przecież befsztyk z frytkami i sałatą to flagowe danie francuskie. [srodtytul]Salceson dla bogatych[/srodtytul] To, co pokazali Francuzi, jest żywnością w słoiczkach, puszkach lub opakowaniach trwałych. Polacy pamiętający produkty czasów PRL mogą mieć ograniczone zaufanie do tzw. gotowego jedzenia. Wówczas wszystkie te gulasze, gołąbki, fasolki po bretońsku, wyprodukowane z podejrzanych surowców, nadawały się co najwyżej na posiłek robotnika na budowie. We Francji jest inaczej. Tam gotowe teryny (zapiekanki mięsne), pasztety, galarety cieszą się zaufaniem. Ich smak nie zmienia się od lat. Może u nas za jakiś czas też będzie podobnie. Pojawiły się już wyroby gotowe wysokiej jakości. Wędliny, ciasteczka, konfitury marki Kredens, Likus czy ostatnio wyroby z marką Gessler, przetwory benedyktyńskie, Nalewki Polskie. Kupujemy je nie tylko dla siebie, ale kiedy chcemy dać w prezencie coś smacznego w ładnym opakowaniu. – Wasze delikatesy Alma, Bomi to nie międzynarodowe sieciówki, jak wszędzie, ale firmy polskie. To fenomen w Europie – podkreślił Diener. Po konferencji prasowej dziennikarze zostali zaproszeni na degustację. Pasztety borowikowe, pieprzowe, kasztanowe, z truflami, rolady, kaszanki mięsne z cebulą, jabłkami, kaszanka landyjska, baskijska, biała... rozpostarły wachlarz smaków. Tylko rozum powstrzymywał nas przed niepohamowanym obżarstwem. Gdy u nas kaszanka i salceson uchodzą za jedzenie dla biednych (osobiście przepadam), we Francji to elegancka przystawka.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL