fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Bitwa o serca wyborców

Jacek Kucharczyk
Rzeczpospolita
Bałagan w publicznych mediach jest dla Tuska lepszy, niż wzmocnienie wrogiej sobie TVP – twierdzi socjolog
Z punktu widzenia polityków magia telewizji polega na tym, że jej programy nadal ogląda o wiele więcej odbiorców, niż czyta gazety lub korzysta z Internetu (jako źródła informacji na tematy polityczne). To dlatego trwa nieustanna walka polityczna wokół nadawców publicznych. To jest bitwa o narzędzie pozwalające docierać do serc i umysłów wyborców.
[srodtytul]Taktyczna zbieżność interesów[/srodtytul]
Będzie ona zapewne trwała do momentu, kiedy ład medialny w Polsce zostanie ukształtowany na nowo i albo zostaną wypracowane mechanizmy i procedury uniemożliwiające politykom manipulowanie tymi mediami, albo sami politycy nauczą się, że kontrolowanie mediów nie przekłada się wprost na sukcesy polityczne. Zauważył to Donald Tusk, który odżegnuje się od chęci wzięcia TVP pod swoją kontrolę, stwierdzając jednocześnie, że w Polsce ten kto rządzi w mediach publicznych, przegrywa wybory. Dowodzić tego mają wybory z 2007 roku, kiedy to Prawo i Sprawiedliwość, kontrolujące wówczas Telewizję Polską, odniosło porażkę wyborczą.
Jednak bliższa prawdy wydaje się ostrożniejsza teza, że posiadanie telewizji nie przesądza o zwycięstwie wyborczym. Media są już spluralizowane i TVP nie jest jedynym, a nawet głównym źródłem informacji, więc także jej znaczenie polityczne jest mniejsze niż dawniej. Szczególnie dla PO, której wielkomiejski, bardziej zamożny i wyedukowany elektorat, łatwo znajduje alternatywne dla mediów publicznych źródła informacji.
Obecne zamieszanie wokół mediów państwowych jest wynikiem prób niedopuszczenia przez ministra Aleksandra Grada do zawłaszczenia telewizji przez sojusz PiS i SLD. Minister podjął działania defensywne, które są efektem błędnych kalkulacji politycznych PO i skutecznego zawetowania przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego nowej ustawy medialnej. Zamiast przewidzieć prezydenckie weto i zagwarantować sobie wsparcie SLD, PO wepchnęła lewicę w objęcia PiS, wprowadzając do ustawy nakaz promowania wartości chrześcijańskich i w ten sposób ostentacyjnie upokarzając polityków SLD.
Platformie wydawało się niemożliwością, aby SLD porozumiało się z PiS i głosowało wspólnie w Sejmie, aby potem przejąć rządy w telewizji. Ta błędna – jak się okazało – kalkulacja doprowadziła do sytuacji, w której minister Grad podejmuje wszelkie kroki, aby utrzymać status quo i nie dopuścić opozycji do władzy w TVP. Nie widzę w tym jednak koalicji Platformy Obywatelskiej i Piotra Farfała, o której piszą niektórzy publicyści, ale raczej taktyczną zbieżność interesów rządu i obecnego kierownictwa Telewizji Polskiej, które doszło do władzy wskutek rozpadu koalicji PiS, LPR i Samoobrony.
[srodtytul]Inne standardy niż poprzednicy[/srodtytul]
Rządowi Donalda Tuska nie udało się zreformować mediów publicznych, co było jedną z jego obietnic wyborczych. Wygodniejsze niż przyznanie się do porażki jest deklarowanie braku zainteresowania władzą nad mediami i tolerowanie obecnego chaosu w Telewizji Polskiej. Brak stanowczej reakcji w sprawie mediów publicznych to dodatkowe punkty dla Platformy Obywatelskiej wśród jej wyborców, którym w ten sposób udowadnia się, że rząd ma inne standardy niż poprzednicy i nie ma zamiaru tak jak oni robić skoku na telewizję i radio publiczne.
Jednocześnie rząd może twierdzić, że to nie on odpowiada za to, co się dzieje w TVP. Obecna sytuacja bardzo osłabia autorytet kontrolowanych przez opozycję mediów publicznych, co jest zapewne korzystne dla rządu z perspektywy prawdopodobnych przyszłych ataków z tej strony, szczególnie podczas przyszłorocznych wyborów. Bałagan w mediach publicznych jest dla rządu lepszy niż wzmocnienie wrogiej sobie telewizji, która nadal posiada pewną siłę rażenia.
Media publiczne jeszcze długo będą odgrywać istotną rolę w demokratycznym państwie. Dlatego mam nadzieję, że kiedyś uda się wypracować mechanizmy, które odsuną je od bezpośrednich wpływów politycznych. Nie jest to przecież niemożliwe i nie musi się odbyć przez ich całkowitą prywatyzację.
Polska posiada szereg instytucji państwowych, które pomimo finansowania z budżetu państwa pozostają niezależne od polityków dzięki procedurom, które je przed tym chronią. Doskonałym tego przykładem jest Trybunał Konstytucyjny, Państwowa Komisja Wyborcza czy Najwyższa Izba Kontroli, które są instytucjami państwowymi, a mimo to działają w sposób niezależny od nacisków politycznych.
Dyskusja na temat przyszłości mediów publicznych w Polsce nie powinna się ograniczać jedynie do kwestii tego, kto rządzi w państwowym radiu i telewizji. Przy odpowiednich regulacjach i zachętach finansowych także prywatne stacje telewizyjne i radiowe mogą i powinny realizować misję publiczną, co zresztą brała pod uwagę przygotowana przez PO i zawetowana przez Lecha Kaczyńskiego ustawa.
[srodtytul]Kto żeruje na prasie[/srodtytul]
Jednak szczególnie istotny – i niedoceniany – wydaje mi się wzrost znaczenia Internetu, który już obecnie w sposób zauważalny zdemokratyzował produkcję informacji dostępnej dla szerokiej rzeszy odbiorców.
Jednocześnie kryzys prasy drukowanej stawia na porządku dziennym pytanie o źródła i jakość informacji, analiz i opinii dostarczanych przez Internet, który dziś w dużej mierze żeruje na prasie. Nowy ład medialny w Polsce powinien być tworzony z uwzględnieniem tych trendów.
[i]Jacek Kucharczyk jest socjologiem, dyrektorem programowym warszawskiego Instytutu Spraw Publicznych[/i]
[i]-not. marf[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA